W TROSCE O PERŁĘ JURY

BZÓW

niedziela, 26 lipca 2015

 

Sięgając bardzo odległej przeszłości i wspierając się dokumentami historycznymi oraz przekazami żyjących wciąż potomków rodu Bzowskich udostępniam autentyczne początki historii Bzowa i rodu Bzowskich ze Bzowa.


I OTO MAMY.

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, wydany w 1893 roku, podaje, że na przełomie XIV i XV wieku „żyło w Bzowie sześciu  szlachty herbu Ostoja „.

Ten zapis bezsprzecznie dowodzi, że protoplaści rodu Bzowskich mieli herb OSTOJA !!!

Można uznać za prawdopodobne, że Bzowscy będący właścicielami Bzowa od drugiej połowy XIV wieku do schyłku XVIII wieku, czyli 400 lat, na co są dowody archiwalne – osiedlili się w Bzowie dużo wcześniej!!!

Nie jest dziś oczywiście rzeczą możliwą ustalić, czy już w XIV wieku mieszkający w Bzowie i okolicach Bzowscy przyszli tu w okresie wczesnej kolonizacji Cysterów, czy też z rycerzami Konrada Mazowieckiego (Nazwa drogi: „Mazowiecka” podawana przez mieszkańców Bzowa do dzisiaj, biegnącej przez Bzów, a będąca częścią Traktu Królewskiego wskazuje na Konrada Mazowieckiego – przypisek autora bloga), lub Henryka Brodatego. Wydawało się ciekawe przytoczyć tu hipotezy na temat zasiedlenia tej części Polski we wczesnym średniowieczu.

 

Sięgając najstarszych źródeł pisanych.

 

BZOWSCY herbu KUCZA (CIELĄTKOWA) , NOWINA, OSTOJA, PILAWA, PRZEGINIA i TURZYNA pochodzą wszyscy z Bzowa, położonego pod Kromołowem, w powiecie olkuskim, dawniej lelowskim. Już w końcu XIV-go i w ciągu XV-go wieku licznie rozrodzeni, dla odróżnienia się między sobą przybierali różne przydomki.

Jaśko z Bzowa, naganiony w szlachectwie, dowiódł 1399 roku szlachectwa swego i herbu Kucza (St.P r. P.P.VII). Tenże, sam Jaśko, herbu Kucza, świadczy w Krakowie 1426 r. przy wywodzie szlachectwa.

Marek z Bzowa, dowiódł 1398 roku szlachectwa i herbu Ostoja, a 1403 r. herbu Przeginia (te herby prawie, że nie różnią się od siebie). On i brat jego Stanisław, nazwani 1382 roku braćmi stryjecznymi Janika z Janikowie, protoplasty Janikowskich herbu Ostoja. Z czasem, czy to wskutek wygaśnięcia, czy też niewiadomości, spotykamy Bzowskich jedynie Ostojczyków. W 1588 r. Jan Wojsza i Jakób i Wojciech Janotowie, herbu Ostoja, zaświadczają w Krakowie szlachectwo  Marsa Pilawity. W XVIII-m znów wieku, z niewiadomych zu­pełnie powodów, Józef Janota Bzowski używał herbu Nowina i ten potomstwu do dziś istniejącemu przekazał.

W 1376 r. w aktach krakowskich spotykamy Wojsława, Wojszyka, Wincentego i Jana, Dziedzic ów Bzowa. Mikołaj i Włodek, bracia, 1382 r. Mikołaj Jajko zostawił synów: Stanisława i Marka; ten ostatni kupił w 1388 r. od brata część Bzowa, a z żony Piechny miał córki: Kachnę za Sobkiem z Grabowych 1399 r. i Machnę za Swachem z Bzowa 1428 r. •

Świętosław 1389 r., z żony Dzierzki zostawił 1402 r. mało let­nie dzieci. Rafał, Dziedzic na Bzowie i Radwanowic ach 1398 r. Gerald z Bzowa w latach 1415-1443 skupuje cześć Bzowa od różnych współdziedziców, zdaje się, że to on 1419 zwany Wojszykiem i Jego synami będą: Jan Wojszyk Bzowski, ożeniony 1443 r. z Katarzyną, i Piotr Wojszyk, ożeniony 1440 r. z Apolonią (Połonką), Piotr zostawił córkę Dorotę za Marcinem z Żerkowic i synów: Stanisława, Jana, ożenionego z Małgorzatą z Bętkowic 1 Gotarda Wojszyków Bzowskich 1476 r. Gotard miał dwie żony: Katarzynę, córkę Andrzeja Krezy 1505 r., i Barbarę, córkę Klemensa Mokrskiego 1519 r. Zostawił córkę Dorotę za Janem Wojszą Bzowskim, i syna Jona Wojszyka, żonatego z Anną Raczkowską z Czepurki, wdową 1565 roku, Z której miał tylko cztery córki: Ewę za Krzysztofem ze Starzyn Drużykowskim 1559 r., Helenę, 1o v. za Sebastianem Gulczowskim, 2o v. za Mikołajem Ziółkowskim 1575 r. , Krystynę za Pawłem Janotą Bzowskim 1565 r, i Eufrozynę. 1o v. Za Janem Raduńskim, pisarzem grodzkim i podczaszym krakowskim 1575 roku, a 2o v. Za Piotrem Wojnowskim 1586 roku.

 


 

 

W związku z pracami podjętymi w 1976  roku  przez zamieszkałych w Wielkiej Brytanii członków rodziny, w celu wydania czwartego numeru „Łącznika Rodzinnego Związku Rodowego Janotów Bzowskich „ ( czterdziestolecie ukazania się pierwszego numeru w 1937  roku ) – Kazimiera J.B. żona Jana, zamieszkała w Londynie, dokonała w 1977  roku  ciekawego odkrycia w British Museum. Okazało się, że znajduje się tam szereg aktów dotyczących Bzowskich z Bzowa, z których najstarszy stwierdza istnienie tej rodziny w Bzowie już w roku 1300 ( najstarszy znany zapis dotyczący tej sprawy w Archiwum Krakowskim nosi datę 1376). Potwierdza to przypuszczenie autora, wyrażone w tym rozdziale, że Bzowscy w Bzowie, co najmniej od początku XIV wieku i przedłuża udokumentowaną historię rodziny do siedmiuset lat. Uprawdopodobnia też hipotezę, że przyszli oni tam zapewne w czasie militarnej kolonizacji prowadzonej na terenach przez Konrada Mazowieckie go w połowie XIII wieku.

 

Rozważania, czy Janota było pierwotnym nazwiskiem rodziny, która osiadła w Bzowie, czy przydomkiem, miały miejsce w okresie międzywojennym w związku z uchwałą zjazdu założycielskiego Związku Rodzinnego Janotów Bzowskich w 1923 roku, o przywróceniu przez tych członków rodziny, którzy wtedy nie mieli tego zwyczaju – pełnego nazwiska Janota Bzowski w dokumentach metrykalnych i innych. Formalną podstawą do tego miał być przeprowadzony przed redaktora „Łącznika Rodzinnego „ Józefa Janotę Bzowskiego przewód w sądach kieleckim i radomskim. W wyniku postępowania, na podstawie oryginałów lub uwierzytelnionych odpisów dokumentów z XVII, XVIII i XIX wieku ( między innym na podstawie dowodów przestawionych w Heroldii Królestwa Kongresowego i w Galicji w ciągu XIX wieku przez różnych członków rodziny) sądy te uznały, że poprawienie metryk Józefa Bzowskiego i jego synów z Bzowskich na Janota Bzowski. Nie bez pewnej złośliwość los zrządził, że ostateczne wyroki w tej sprawie zapadły w jesieni 1940 roku, o czym Józef Bzowski pisze w swojej notatce zachowanej w zbiorach jego papierów, pod tytułem ”Moje archiwum, jego geneza i rozwój”. W jakimś sensie, asumpt do tego postępowania mogła także, dać informacja, zawarta w Herbarzu Duńczewskiego z 1757 roku w tomie II, str. 113. Pisze on na ten temat, co następuje: „Janothowie Bzowscy herbu Nowina w województwie krakowskim powiecie lelowskim znajdujący się we wsi Bzowie, których familia dawnością była w województwie sandomierskim. Byli Janothowie podkomorzymi, sędziami ziemskimi, przed czasami Augusta I, z których jeden osiadł we wsi Bzowie i od tej nazwali się precedentes Janothowie Bzowscy”. 

Doktor Zygmunt Wdowiszewski, znany heraldyk międzywojenny, współpracownik „Przeglądu Heraldycznego” pisze na ten temat w „Łączniku Rodzinnym „ z 1939 roku, zeszyt III:


 „Co do tego czy Janota jest przydomkiem trudno na pewno powiedzieć „


O powstaniu nazwisk (miedzy innymi Bzowskich) pisał Jan Stanisław Bystroń ( Nazwiska Polskie, wyd. Warszawa Lwów 1936 i Nazwiska Szlacheckie – Kraków 1926). Nazwisko Bzowskich osiadłych w Bzowie od drugiej połowy XIV wieku jest związane z rodziną stale od tego czasu. W aktach krakowskich z lat 1376-1539 ( Roki Wiecowe i nadworne  Królewskie) przeważnie brzmi ono Bssowski de Bssów. Nawet ci członkowie rodziny, którzy osiedlili się w innych wsiach na ogół zachowywali pierwotne nazwisko pisząc się najczęściej „z Bzowa „. Licznie w tym czasie rozrodzona rodzina dla odróżnienia poszczególnych osób przyjmowała ponadto ówczesnym zwyczajem przezwiska, przechodzące niekiedy przez parę pokoleń z ojca na syna. Szymon Konarski ( Kanoniczki Warszawskie Paryż 1952) i Adam Boniecki ( Herbarz Polski) wymieniają następujące: Wojsa, Panek, Stachniewicz. Przydomki te z biegiem czasu przeszły na potomstwo i dały początek gałęziom Wojszów Bzowskich ( wygasłej według Bonieckiego w XVI wieku) i Stachiewiczów Bzowskich, którzy założyli Bzów w ziemi łukowskiej na Podlasiu (Piotr Bzowski w 1475 roku). Ten wątek poruszałem we wcześniejszym wpisie.

 

 

Tyle, albo, aż tyle tytułem wstępu. Powołując się na materiały pisane, będące w archiwach polskich i zagranicznych, oraz w zbiorach potomków Bzowskich jednoznacznie dowodzę, że Bzowscy ze Bzowa byli uherbieni pierwotnie herbem Ostoja.

 

W internecie możemy spotkać szereg bzdurnych informacji dotyczących początków Bzowa i protoplastów rodu Bzowskich, oraz herbów rodziny Bzowskich.

 

Dziękujemy portalowi ostoya.org za naniesienie poprawek do opisu historii rodziny Bzowskich:

 

" Bzowski - odwieczna szlachta, rodzina rycerska, stara linja Ostoi używająca przydomku Janota dla odróżnienia od Innych rodzin o nazwisku Bzowski. W XVIII wieku, z niewiadomych powodów, Józef Janota Bzowski używał herbu Nowina i tak też zostało aż do dziś. Tymsamym rodzina Janota Bzowskich jest rodem z Ostoi ale pieczętuję się herbem Nowina mając za razem wszelkie prawa do pieczętowania się swoim prastarym herbem Ostoja. "

 

Ze swojej strony składam serdeczne podziękowania Panu Jackowi Janocie – Bzowskiemu z Warszawy, bez którego pomocy ten wpis nie powstałby, a my żylibyśmy w zakłamaniu, powtarzając „beletrystykę i grafomanię” uprawianą na niektórych portalach przez pseudo historyków.

 

Zbigniew Kaziród


Wątki dotyczące dalszej historii Bzowa i licznych rozgałęzień rodu będę kontynuował w dalszych wpisach. 

 

Na koniec ciekawostka - "Jedną rzeczkę mieszkańcy osady Bzów do dziś nazywają Bzowską, a wapienne skały wokół pól Bzowa zowią Bzowskimi”. ( Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Tytus Janota z Londynu) - mowa tu o naszej Czarnej Przemszy !!!

niedziela, 19 lipca 2015

 

Nasza Przemsza Czarna


Nazwa jej kryje w sobie pradawną historię spowitą mgłą zapomnienia, której gęste opary chronią niczym szczelny mur przed ludzkimi oczami. Najwyższa pora by rzucić rozpraszający strumień światła by w ten sposób odsłonić przypominając zarazem obecnym pokoleniom tragiczną opowieść o miłości zazdrości morderstwie i konsekwencjach tego grzesznego czynu.

Cichutko, wąskim strumykiem przecinając obecne nieużytki dawniejszych łąk i pól uprawnych płynie przez naszą okolicę rzeczka o nazwie Przemsza Czarna. Toczy ona swym nurtem wody ze źródeł tryskających niemalże w centrum naszej dzielnicy - Bzowa.
Maleńka w górnym biegu, króciutka (w porównaniu do innych rzek polskich) łączy się u zbiegu granic trzech miast: Sosnowca, Jaworzna i Mysłowic ze swoją siostrą "bliźniaczką", której przydomek brzmi Biała, by już dalej pod wspólną nazwą Przemsza płynąć w kierunku Wisły stanowiąc jej dorzecze. Siostrzany strumień wypływa ze źródeł torfowisk położonych na terenie dzisiejszego miasta Wolbrom.

Skąd wzięła się nazwa Przemsza Biała i Przemsza Czarna? W źródłach informacji można znaleźć taką interpretację nazewnictwa. Otóż podają one tak: Nazwa Przemsza Czarna wzięła się stąd, że mniej więcej na terenie obecnego Będzina płynęła ona w dawniejszych czasach korytem, którego dno było wyżłobione w płytkich pokładach węgla-stąd też dno rzeki było czarne a barwa wody również przybierała czarny odcień. Natomiast Biała Przemsza płynęła korytem wyżłobionym w piaskach i kamieniu wapiennym - dlatego dno jej było białe a sama woda była przezroczysta lub miejscami przybierała odcień bieli. Tyle z geograficznego punktu widzenia. Co natomiast mówi miejscowe ustne podanie?


Posłuchajcie ludziska, co prawią dawne dzieje
Drzewiej naszą Polskę pokrywały łąki, knieje
Kedyś puszczą poszyta była nasza okolica
A stary lud słowiański czcił bożka Swarożyca
A posągi innych bożków skrywały lasy
To podanie sięga hen aż po owe czasy

 

Było to dawno, dawno temu w czasach, które giną w mroku dziejów polskich, których nawet światły kaganek historii - Jan Długosz nie potrafił do końca czasem rozjaśnić.

 


Pozostały jednak podania ludowe przekazywane z pokolenia na pokolenie. Oto jedno z nich zawierające w sobie rodzinną tragedię, co w pewien sposób łańcuchem przyczynowo skutkowym związana jest również z naszym terenem bzowkim. Owa historia zdarzyła się wiele pokoleń zanim książę Polan Mieszko zjednoczył polskie plemiona. W owych przedmieszkowych czasach nie było ani księcia ani króla ani poddanych i niemalże próżno było szukać warownych grodów. Lud żył w małych skupiskach pośród wykarczowanych w pocie czoła polan, pośród uprawnych poletek obrabianych nędzną sochą i wołami a czasem pośród łąk porośniętych dywanem kwiatów przycupiony do jakowegoś szumiącego strumyka dającego niezbędną wodę.


U źródeł małej rzeczki noszącej dziś nazwę Przemsza Biała była niewielka osada. Życie w niej było monotonne, gdzie podstawowe zajęcia – siew, orka, zbiory, połów ryb, polowanie na zwierza, zbieranie chrustu na zimę wyznaczało coroczny kalendarz. Ludziska zdane były na siebie stąd też były ze sobą zżyte a przez to i do siebie nawykłe. Jednakże spokojny, choć wypełniony ciężką pracą rytm życia został zmącony a wszystko działo się w rodzie Majsława, który miał już wiosen wiele, co można było obaczyć na jego siwiejących skroniach. Miał on syna o imieniu Wszebor oraz dwie urodne bliźniacze córy - Pakosławę i Sulisławę. Obie były przedniej urody śmignęły już wzrostem hen do góry nabierając kobiecych kształtów i tak jak owoc piękny i dojrzały, który czeka by go zerwała ręka jakowegoś poczciwego człeka tak i one wyczekiwały, by poderwał je jakiś o pięknej postaci i licu młodzieniec. Choć były bliźniaczkami i z twarzy do siebie podobne jak dwie krople wody to charakteru były całkiem innego.
Pakosława - była silna mawiano jak wół a przy tym władcza a gdy kto widział ją w złości to mógłby się jej wystraszyć-mawiano jakby jakiś zły bies w nią wtenczas wchodził tak miotała złowrogim wzrokiem machając przy tym rękoma tak, że biada temu, który jej wówczas stanąłby na drodze. Nie znosiła sprzeciwu uważając się za wielce rozumną a siostrę traktowała jak głupią. Widział to ociec Majsław był wielce zatroskany o los swej córy. Jako człek posunięty w latach i doświadczon w swym żywocie miarkował, że taką niesforną klacz wierzgającą rękoma jak koń kopytami okiełzać może tylko ktoś, kto jest nad wyraz cierpliwy i wyrozumiały. Gryzła go myśl, iż takowego człeka matka ziemia jeszcze nie wydała na świat, bo cóże sama krasa - ona nie starczy przecie trza żyć pod jedną strzechą w każdy dzionek a tego jakoś nie mógł uwidzieć. Druga córa Sulisława była delikatna jak kwiatuszek, miłowała każdego człeka, cichutka w porównaniu do grzmiącej czasem jak piorun siostry. Oćca zgryzoty okazały się być trafne. Oto począł w ich chacie pojawiać się młodzian z dobrego rodu o imieniu Ziemosław. Pierwej zauroczony przez Pakosławę tą śmielszą i bardziej gadatliwą siostrę. Ta w nim rozmiłowała się takoż wielce tak, że poczęła prawić o tym jak to będzie warzyć po wsze czasy mu strawę gaworząc przy ognisku, porodzi mu synów...Nic na to nie rzekł Ziemosław, a z czasem odkrył, iż urocza z wyglądu Pakosława widziała jeno siebie i swoje dobro a o innych gadała z pogardą nawet o swej familii. O siostrze zwykła była mawiać: "och głupia ona płocha przed każdym jako sarna leśna, co mi jej los niechaj i sczeźnie bez męża" i poczynała to mówiąc chichotać naśladując gesty nieśmiałej siostry. Brat Wszebor też nie był poważan -"on wprawdzie odważny i silny jeno głupi jak te woły" i tak powtarzała nie widząc swych wad. To bodło jak ostry nóż ili róg wołu poczciwego Ziemosława, im dłużej tam zachodził tym bardziej odpychała go Pakosława a przyciągała jej siostra. Tak, że razu pewnego, dumając na poważnie nie lekce sobie to ważąc udał się tam gdzie spotykał Pakosławę i rzekł: "Chcę być szczery wobec ciebie, powiadam ci ostatecznie przestałem cię miłować a milsza stała się mi twa siostra niż ty. Jam teraz w niej rozmiłowan ogromnie". To było jak strzała, co trafia w samo serce, Pakosława ryknęła: "obyś zginął przepadł niechaj cię Swarożyc ukarze!!!" Zaczęła potem szlochać i znowu złorzeczyć, ale nic to nie zmieniło. Zadra w sercu była niezmierna i jątrzyła się jak rana po zatrutej strzale, jednakowoż miłość do Ziemosława jeszcze nie wygasła. Poczęła zatem Pakosława tym częściej składać ofiarę bogini nazywanej Mokosz patronce miłości płodności szczęścia jak to mawiano z dziada pradziada błagając ją o pomoc, by ta odmieniła rozum Ziemosława. Bogini wydawała się być głuchą na owe prośby wręcz działo się odwrotnie. Sulisława nabrała śmiałości do młodzieńca i oboje rozmiłowali się w sobie nie mogąc bez siebie bez dłuższy czas bywać. Widząc to wszystko Pakosława była i u starej wiedźmy, co mieszkała samotnie w lesie prosząc ją o radę. Ta dała jej miłosne ziela nakazała zaparzać odmawiając przy tym zaklęcia a potem potajemnie dać do wypicia młodzieńcowi, gdy ten przychodził do ich chaty. To także sczezło na niczym, on pijał nie raz nie dwa ów zaklęty trunek, lecz nic nie zadziałało. Stara wiedźma, której Pakosława przynosiła coraz to bogatsze podarunki w końcu rzekła: "Miałam sen a w nim przemówiła bogini miłości Mokosz do mnie tak - trza zwabić siostrę do strumyka poza osadą i w nim przycisnąć jej głowę w wodzie aż braknie dechu, by się utopiła, niedaleko są bagna - martwą wrzucić tam do bagiennej wody a potem niby skoczyć jej na ratunek krzycząc jakby ją ratując. Tak cała wioska pojmie - biedna laboga sama weszła w bagna niebacznie i pomarła. Weź do pomocy brata Wszebora-jeno jemu rzeknij tak, bo on głupi i łatwowierny. Sama bogini ci się ukazała i nakazała zabić Sulisławę, bo ona jeśli zostanie żoną Ziemosława sprowadzi na cały ród pomór i głód. Jeno rzeknij uzyskawszy u niego przyrzeczenie by nikomu o tym nie rozpowiadał, bo jeśli to uczyni to mu język skołczeje i nie przemówi już po wsze czasy" Spodobał się Pakosłąwie pomyślunek wiedźmy, choć był okrutny.
Zanim postanowiła to uczynić poczęła przy ludziach godzić się ze swym losem odtrąconej przez młodzieńca siostry. Stała się milsza dla niego i Sulisławy prawiąc tak: "cóżem nie będę przecie po wieki nieszczęśliwa ty pojmiesz mą siostrę a ja najdę se innego męża". Poczęła też z siostrą wychodzić coraz częściej i śmielej poza osadę w dół rzeczki i nad pobliskie tam bagniska gaworząc i śmiejąc się rubasznie. Wszyćko wyglądało ładnie aż sam ociec Mojsław się dziwował skąd takowa odmiana a w duchu rady był z tego. Jeno Wszebor był czasem markotny i w czymś zadumany, bo nie mógł zmiarkować po co mają utopić siostrę skoro ona taka dobra i tak wesoło gaworzy z Pakosławą. Czasem dręczyło go tak, że chciał się z tym zwierzyć przed oćcem, ale zaraz potem nachodził go strach, że to przecie sama bogini kazała i może stracić mówiąc o tym mowę. Nadszedł dzień 24 czerwca w dzisiejszych czasach nazywany dniem Świętego Jana. Z wieczora Pakosława rzekła tak do siostry: "taki piękny ciepły wieczór pobieżmy nad strumyk, co płynie obok bagnisk, posłuchajmy żab, popatrzmy na kamyczki lśniące w wodzie, weźmy Wszebora by było nam raźniej" Siostra przystała na to i we troje pobieżyli, a gdy Sulisława była pochylona nad wodą, Pakosława stojąc za nią dała znak Wszeborowi a ten chwycił za kark siostrę przygniótł ją swym cielskiem zanurzając jej usta i nos całkiem w strumyku. Słychać było bulgot a potem ciało biednej siostry stało się wiotkie. Martwą wyciągnięto i zrobiono tak jak nakazała wiedźma. Jednak, gdy Wszebor i Pakosława wrzuciwszy a potem wyciągnąwszy ciało siostry z bagna niejako ją ratując poszli umyć się do strumienia stało się coś dziwnego. Wszędy w jego nurcie widać było postać zabitej Sulisławy setki odbić radosnej twarzy ubranej w biel – tak, że woda stała się niemalże biała. Struchleli na ten widok. Wszebor chciał krzyczeć chciał ryczeć uciekać wydusił ino: "to my pomordowaliśmy ją" ucięła mu jednak siostra prawiąc i sycząc: "Przeń...sza... Przeń....sza....." co oznaczało w języku dawnych Słowian przeń - przez niego dla niego ( przez Ziemosława dla Ziemosława) sza..! cicho bądź cicho. Stąd też nazwa rzeczki Przeńsza przeistoczona później w Przemsza a Biała - jest symbolem wizerunku utopionej siostry ubranej w biel symbolizującą piękno i niewinność.

 



Co stało się z rodzeństwem? Strach przed tym, co uwidzieli w lustrze wody był tak wielki że miast pognać do osady trzymając się uknutego planu pozorując nieszczęśliwy wypadek uszli oni w gęsty las nie bacząc na mrok nie bacząc na nic. I tak szli i szli całą noc boją się odwrócił wzrok tam gdzie nogi poniosły. Z rana dotarli do małych źródełek o czystej wodzie i tam legli na brzegu umęczeni wielce. Obudziła ich przebijająca przez konary drzew czerwień zachodzącego słońca. Paliło ich pragnienie łapczywie zaczęli pić wodę prosto ze strumyka, lecz woda paliła jakoś dziwnie ich gardło, kłuła jakby tysiące igiełek, zanurzyli ręce w rzece by się umyć - woda stała się czarna. Patrzyli z niedowierzaniem i przerażeniem ilekroć zanurzyli czyste umyte już dłonie to woda przybierała kolor czerni aż w końcu cały strumień stał się czarny a w nim widać było smutne tym razem odbicie nieżyjącej siostry przybranej w czerń. Pakosława. Miarkując, co to może znaczyć zawołała znów: „ Przeń....sza!!!! Przeń....sza Przeń” - przez niego dla niego (Ziemosława to wszystko) sza!!-krzyczała cicho próbując uspokoić tym brata, jako i siebie. Stąd też nazwa naszej rzeki, do której dotarli brzmi nie inaczej jak Przemsza a Czarna- symbolizuje tutaj grzech coś smutnego tragicznego po tym, co uczynili. Przerażenie ich nie opuściło wręcz odwrotnie spowodowało zamęt w głowie czuli się jakby odurzeni szli wzdłuż rzeki nie czując głodu nie czując zmęczenia. Co jakiś kawałek patrzyli na strumień czy w końcu nie przestał być czarny, ale takowy pozostał a gdy zanurzyli dla sprawdzenia czyste ręce, co się stanie stawał się on na całej szerokości i długości jeszcze czarniejszy. I tak dotarli do miejsca gdzie oba strumyki łączą się w jeden. W tym miejscu Wszebór nie wytrzymał napięcia i zdrętwiały z przerażenia ryknął: "oj ja głupi, nieszczęśnik, ty podła niewiasto, zgiń przepadnij ciebie powinienem ubić a nie biedną Sulisławę." i zaczął gorzko płakać lamentować. " Wracam już tego nie zdzierżę niech mnie swoi ubiją" Co rzekł to uczynił. Począł się wlec w górę rzeki a potem błądząc w stronę swojej osady. A gdy doszedł tam ochłonął trochę opowiedział całą historię. Ludziska w swej złości chcieli go od razu zabić, starszyzna rodu postawiła wygnać go z osady niechaj zamieszka gdzieś w puszczy niechaj tam jakowyś dziki zwierz go rozszarpie. Wszebor poszedł w pokorze i zginął gdzieś bez wieści. Legenda przetrwała. Ociec Majsław umarł ze zgryzoty zaraz po tym, co posłyszał od syna. Starszyzna rodowa nakazała wiedźmie wypić truciznę po której ona umarła. Ziemosław, któremu pomieszały się z początku zmysły doszedł do siebie i znalazł inną niewiastę. Co stało się z Pakosławą? Czy się utopiła, otruła,? Nikt do tej pory nie wie aczkolwiek zbierane są na jej temat materiały.

 

Opowieść snuł Grzegorz Leks

niedziela, 12 lipca 2015

 

 

Zanim zamieszczę wpis Grzegorza Leksa - kilka faktów historycznych o Bzowie i Czarnej Przemszy.

Ze źródeł historycznych, (o czym pisałem wcześniej) wiemy, że był w Bzowie browar przy Czarnej Przemszy jak też karczma, w której rocznie wypijano przeszło 600 garncy wódki „szumówki szóstej próby”. Była także kopalnia rudy żelaznej, w której sprzedawano rocznie około 2 000 „kibli”.

Podawałem we wcześniejszych wpisach, że ludność okoliczna od lat trudniła się tkactwem, sukiennictwem, wyrobem perkalu, dymki i barchanu – stąd ówczesny właściciel Bzowa – Stanisław Warszycki wybudował na stawie obok Czarnej Przemszy trzy młyny jednokołowe – foluszem zwane – służące do czyszczenia i glansowania samodziałów.



Cytując Długosza Przemscha podajemy fakty historyczne dotyczące Czarnej Przemszy:

Czarna Przemsza, Przemsza Czarna - rzeka, bierze początek z północnej pochyłości olkuskiego płaskowzgórza, o 3 wiorsty a północ od Ogrodzieńca, pod wsią Bzowem, w pobliżu źródeł Warty. Średnie wzniesienie okolicy dochodzi 1400 stóp a w pobliżu Bzowa, w stronie północno-wschodniej wznosi się wzgórze do 1582 stóp. Przybrawszy kierunek zachodni i płynie Przemsza koło folwarku Jordanówki, po za którym wchodzi w lesisty piaszczysty obszar na północ od wsi Rokitna (w powiecie będzińskim) i tu łączy się z kilku strumieni, prowadzącymi wody ze stoków zachodnich wyżyny miedzy Ogrodzieńcem a Bzowem i wody lasów rokitniańskich. Podążając w kierunku zachodnio-północnym dochodzi do Turza, tu przyjmuje z lewego brzegu rzeczkę Masłoninę i skręca na północ. O kilka wiorstw na południe od Turzy skręca ku zachodowi i dąży doliną wyżłobioną przez wody spływające tak z północnych stoków centralnego terasu wyżyny, jak i z pochylającego się ku południowi obszaru północnej części powiatu. Płynie przez Porębę Mrzygłodzką, Dziechciarze, Krzemiedę, mając z prawej strony bezleśny, piaszczysty a z lewej przeważnie lesisty obszar. Łysa Góra, wznosząca się nad brzegiem rzeki miedzy Krzemiedą a Siewierzem, sięga tylko 1120 stóp n.p.m.. Przyjąwszy z prawego brzegu dość znaczny dopływ strumieni z pod Niwki, Żelisławic i Pinczyc (Mapa sztabu generalnego XXI C zwie dopływ z pod Pinczyc, Biała Przemsza) a z lewego brzegu poniżej Siewierza rzekę Mitręgę, skręca ku południowi, pomiędzy wspomnianą Łysą Górą z lewego a wsią Piwonią z prawego brzegu. Za Siewierzem przybiera zachodni i południowo-zachodni kierunek, tworzy liczne zakręty, wymijając wynioślejsze obszary wyżyny, sięgając tu do 1000 stóp miejscami. Pod Przeczycami rozszerza się dolina rzeki, która aż do wsi Łagisza przybiera kierunek południowy. Między Wojkowicami, Ząbkowicami i Łagiszą dolina Przemszy rozszerza się w lesisty i podmokły obszar, z którego wody z części wschodniej prowadzi do Przemszy rzeczka Trzebyczka, uchodząca z lewego brzegu poniżej Przeczowa i Bogorya, uchodząca pod Gzichowem. Te dwie rzeczki płynące niemal równolegle i uchodzące w trzywiorstwowej odległości, wytwarzały na lewym brzegu Przemszy obszar błotny miedzy Przeczowem, Piekłem, Gołonogiem, Dąbrową. Od wsi Łagisza Przemsza skręca ku zachodowi, dosięga Będzina i podąża ku południowi doliną, którą przeprowadzono linią drogi żelaznej warszawsko-wiedeńskiej (odnoga do Sosnowic). Trzy razy przerzyna tor kolejowy, raz na głównej linii (pod Sielcami) a dwa razy na odnogach fabrycznych. Na południe od Sielc dosiega granicy Modrzejowa, tworząc na przestrzeni około 6 wiorst linię graniczną i na południe od Niwki przyjmuje z lewego brzegu Białą Przemszę w punkcie zbiegu granic królestwa polskiego, Galicyi i Szlązka, następnie płynie granicą Galicyi i Szlązka Pruskiego i pod Gorzowem (powiat chrzanowski), niedaleko Oświecimia, wpada do Wisły z lewego brzegu. W Galicyi przyjmuje drobne dopływy: Katowicką Wodę (od Katowic), Wąwolnicę, Ponikwicz i Smierdzionkę. Długość biegu w obrębie królestwa wynosi około 56 wiorstw, a na granicy Galicyi 22 wiorsty (23-25 kilometrów). W 1818 roku zamierzano usprawnić część od Będzina do ujścia Białej Przemszy. Na trzech ostatnich milach spławiają na Przemszy w Galicyi drewno i węgiel kamienny.

Opis Przemszy podał też Wolski w Dzienniku Powszechnym 1862 r.:

Naprzeciw Soły wpada do Wisły z lewej strony Czarna Przemsza. Jest to pierwsza większa rzeka, jaką Wisła przyjmuje z lewej strony; ma ona kierunek z północy ku południu. Źródła jej znajdują się pod wsią Bzowem (powiat olkuski), niedaleko źródeł Warty (system Odry) a ponizej Gorzowa uchodzi do Wisły. Od ujścia Brynicy stanowi granicę polityczną miedzy Szląskiem pruskim a królestwem polskiem. Do Czarnej Przemszy wpada z lewej strony Biała Przemsza, której źródła przytykają do źródeł Pilicy, z prawej zaś strony Brynica, której źródła zbliżają się do Małapanwi (system Odry); stanowi ona także granicę polityczną między Szląskiem i Królestwem Polskiem aż do ujścia do Przemszy. Czarna Przemsza od połowy swego biegu jest już spławna dla galarów.

Cytując wcześniejsze źródła historyczne wiemy na pewno, że Czarna Przemsza była spławna już na odcinku Siewierza.

Co podają aktualne źródła o Czarnej Przemszy wypływającej z Bzowa.

Czarna Przemsza - rzeka o długości 63,3 km. Źródła rzeki znajdują się na wysokości 385 m n.p.m. w  Bzowie, dzielnicy Zawiercia, na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej.



Czarna Przemsza płynie przez Próg Woźnicki, Garb Tarnogórski i Wyżynę Śląską. Od miejsca, w którym wpada do niej Brynica w Sosnowcu - stanowi granicę między wywodzącym się z Małopolski Zagłębiem Dąbrowskim a Śląskiem (wcześniej tę granicę stanowi właśnie Brynica).

Zadać też należy kłam, „papce internetowej” podającej, że Zawiercie położone jest u źródeł Warty. Otóż NIE. Po przyłączeniu w 1977 roku Bzowa do Zawiercia śmiało można stwierdzić, iż Zawiercie leży w Dziale wód I stopnia (wododziale) między dorzeczami Wisły i Odry, który wyznacza linia biegnąca mniej więcej następująco: wzgórza między Siewierzem, Myszkowem a Zawierciem, wzgórza między Kromołowem, a Bzowem, Celiny koło Karlina, Góra Żerkowska, Skarżyce, Rzędkowice, Mirów i Bobolice, Niegowa, Góry Gorzkowskie. W Zawierciu odległość między Wartą (dopływ Odry) a Czarną Przemszą (dopływ Wisły) w najwęższym miejscu wynosi zaledwie 400 m. 

Za prawdziwe należy zatem uznać stwierdzenie, że Zawiercie to miasto powiatowe w województwie śląskim, w Obniżeniu Górnej Warty, w obszarze źródliskowym Warty i Czarnej Przemszy, przy granicy Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd, na dziale wodnym między zlewiskami Wisły i Odry.

 Zbigniew Kaziród

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Cieszy niezmiernie fakt ogromnej poczytności naszego skromnego regionalnego bloga Bzów.

Stale utrzymywane miejsce w pierwszej 300 najlepszych blogów utwierdza nas w przekonaniu, że to co robimy nie ginie w netprzestrzennym szumie.

Łączna liczba niezależnych, jednorazowych wejść z całego świata jest imponująca - 87 556  !!!

Zapraszamy naszych czytelników do regularnego odwiedzania bloga, a współautorom i osobom udostępniającym ciekawe archiwalia dotyczące naszej dzielnicy bardzo dziękujemy.

 

 

 

Zbigniew Kaziród

sobota, 27 czerwca 2015

 

Dnia 26.06 w SP nr 14 Fundacji "Elementarz" odbył się coroczny Festyn Rodzinny.

Wśród atrakcji nie zabrakło muzyki na żywo - dziękujemy zespołom "Kontrast" , "Progres" , "Bzowiary", zespołom folklorystycznym z Bzowa, zespołowi tanecznemu SP 14 - "Show Dance", Klubowi "Marengo", pysznego jedzenia, licytacji obrazów znanego zawierciańskiego twórcy, dmuchańców, stylizacji fryzur,malowania twarzy (serdeczne podziękowania dla pani Ewy Mićki), loterii fantowej z atrakcyjnymi nagrodami, pokazów sztuk walki - dziękujemy Kickboxing Małpka oraz występu Mażoretek "Fantazja" z Ogrodzieńca. 

Wielkie podziękowania dla wszystkich przybyłych gości za wspaniałą zabawę. 

 

 

 


SPONSORZY NASZEJ IMPREZY

 

Pizzeria Soprano w Zawierciu

Kawiarnia Skała w Zawierciu

Firma Doko Sp.z o.o.- Zawiercie

Firma Zamek Sp. z o.o. w Ogrodzieńcu

Park- Ogrodzieniec

Klub Studio Slim w Siewierzu

Klub Kickboxing Małpka w Zawierciu

Związek Gmin Jurajskich

Salon Fryzjerski Aneta w Zawierciu - Bzowie

Hotel Fajkief Wellnes&Spa

Szkoła Pływania Kraulik

Clleo Instytut Zdrowia i Urody w Zawierciu

Przedsiebiorstwo Handlowo- Usługowe Kropka w Kromołowie

Mała Gastronomia Agatka w Zawierciu


sobota, 20 czerwca 2015

Mieszkańcy Bzowa z wielkim zadowoleniem przyjęli informację, że Miasto zamierza przeznaczyć część środków z budżetu na rozwój poszczególnych osiedli.

W związku z tym, zarząd Osiedla Bzów, uwzględniając postulaty mieszkańców zebrane podczas ostatniego spotkania oraz propozycje naszego radnego, złożył pismo o wykorzystanie środków na zakup następujących elementów:

 

- profesjonalny sprzęt nagłośnieniowy,

- dwie altanki drewniane w stanie surowym,

- dwie huśtawki rekreacyjne w stanie surowym,

- impregnat do zakonserwowania huśtawek i altan.


Priorytetem był zakup profesjonalnego sprzętu nagłaśniającego dla potrzeb dwóch działających w dzielnicy zespołów ludowych oraz do wykorzystania podczas imprez lokalnych, zebrań, etc. , a którego cena stanowi prawie 10 000 złotych.



Ze względu na koszt sprzętu nagłaśniającego zdecydowano, że altany i huśtawki zostaną zakupione w stanie surowym, a montaż wykonają sami mieszkańcy dzielnicy.



W dwóch etapach Powiatowy Zarząd Dróg wykonał naprawy dróg powiatowych w naszej dzielnicy i wykosił rondo oraz pobocza.



środa, 10 czerwca 2015

 

 

Dnia 26 czerwca o godz.16:00 w Szkole Podstawowej Nr 14 Fundacji "Elementarz" w Zawierciu - Bzowie rozpocznie się festyn rodzinny.


Jednym z punktów programu będzie licytacja obrazów.

OBRAZY BĘDZIE MOŻNA OBEJRZEĆ W SZKOLE NA TYDZIEŃ PRZED FESTYNEM.


Ceny wywoławcze:


obrazy duże - 100 złotych

 

 


obrazy średnie - 70złotych

 



obrazy małe - 50 złotych


 

 

 

Każda kwota powyżej ceny wywoławczej zostanie przekazana na cele statutowe Rady Rodziców naszej szkoły.

Zachęcam do obejrzenia obrazów przed licytacja w naszej szkole.

 

wtorek, 09 czerwca 2015

 


KTO NIE WIE LUB NIE PAMIĘTA MA NA DŁONI PODANE

TO CO NIE POWINNO ZOSTAĆ ZAPOMNIANE

 


 

Nie ma to jak w bzowskiej wielkiej rodzinie
Gdzie źrebaki żyją jak w jednej stadninie

Symbolem Bzowa są nie tylko kwitnące bzy
Lecz i ogromna rzesza źróbków co głośno rży
Wszak wszystkim mieszkańcom jest znane i to słowo
Że Bzów to inaczej mówiąc po prostu Źróbkowo
Takie zdanie słyszałem w mym życiu setki razy
Tak więc żyją tu kucyki skrzydlate pegazy
Może i szkapiny kto obrażon niech wybaczy
Choć większość jest chyba dorodnych ogierów i klaczy
Bzów podtrzymuje tradycję od niej nie ucieka
Uznając jak szlachta - koń to przyjaciel człeka
Stąd też nie dziwujcie się nietutejsi gdy
Pierwsze słowo u osesków jest wiśta czy prrryyy
A nie baba tata czy pospolicie mama
U nas takowa zasada jest całkowicie złamana
A gdy zapytać o ulubiony zawód dzieci
To są sami dżokeje furmani stangreci
Wyścigowi jeźdźcy czy dorodne amazonki
To jest całkowita prawda a nie jakieś mrzonki
Słownictwo ludzi w Bzowie też nie jest przypadek
Że na pośladki mówi się po prostu zadek
Z miłości do koni z tej oto przyczyny
Bzowianie nie mają łydek lecz zwykłe pęciny
A gdy komuś chodzi komar po plecach w lecie
To mówi - jakiś podły giez łazi mi po grzbiecie
Natomiast na proste zapytanie proszę? co?
Odpowiada się u nas koni sto i wio!!!
Ja sam stary koń nie wiem czy tak gadać jest fajnie
Mawiam że nie mam domu lecz po prostu stajnię
Tak więc jadam obrok nie przy stole lecz korycie
Tak mocno jest przesiąknięte końmi me życie
I nie jestem tutaj wyjątek czy też jakiś wrzód
Tak z dziada pradziada mawiał cały bzowski ród
Zbyszku przewodniczący - takowe wołanie!
Załatw posąg konia - to twe pierwsze wyzwanie
Niech ów piękny posąg będzie dowodem miłości
Do wszelkiej rasy końskiej miejscowej ludności
A jeśli chodzi końskiej jazdy praktyki
Zapraszamy do Pawła - on ma niezłe wyniki
Ma bowiem w nauce wiedzę niezłe doświadczenie
Kulbaka to ponoć jego najlepsze siedzenie 
Gdyż wygodny stołek fotel go po prostu koli
Leży też ona ponoć na łóżku obok żony Marioli
Jest on wielkim miłośnikiem koni - z tej przyczyny
Znany jest jako właściciel miejscowej stadniny
A w niej okazy urody końskiej prawdziwe
A każdy ma lśniącą sierść i przepiękną grzywę
Każdy z nich wesoło rży prycha wręcz z radości
Na widok miejscowych źrebaków jako i gości
A gdyby tak rasa końska mówić umiała
To by jednym chórem głośno zawołała
Przybywajcie do nas na lekcje kromołowskie jaśki
Wszak macie galopem do nas tylko ze dwie zdrowaśki
To samo z Ogrodzieńca kocury z drugiej zaś strony
Walcie cwałem stępa do nas przez kamieniołomy
Przybywajcie do nas raźno z całej okolicy
Wszak mieszkamy u źróbków w ich pięknej dzielnicy

Niektórzy też mawiają - tam są i czarne konie
Co łby mają nie od parady pracowite dłonie
Co nie stosują od ludzi manewru ucieczki 
Co nie rąbią źrebakom zwykłej mdławej sieczki
Dla nich wspólna stadnina jest najważniejsza naj
A zamiast stajni Augiasza chcą zbudować raj
No i jakoś wątek urwał się nagle mi
Ale dałem siana aż prychnę hi hi hi ...

 


 

 

 

Z wielkim przymrużeniem oka

o bzowskich źróbkach,

kromołowskich jaśkach

i kocurach z Ogrodzieńca

 

Grzesiek Leks

sobota, 06 czerwca 2015

 

Społeczny Dom Kultury i Rekreacji w Zawierciu zorganizował w piątek 05.06.2015 r. kolejne bezpłatne zajęcia z końmi.

Zajęcia odbyły się w "Stajni Bzów" w godz. 16:00-18:00.

W programie zajęcia praktyczne i teoretyczne:

- omówienie zasad bezpieczeństwa w stajni, ujeżdżalni i przy koniu,


- zapoznanie się ze sprzętem jeździeckim,


- czyszczenie koni 


- przygotowanie konia do jazdy i oporządzenie konia po jeździe, 


- dopasowanie sprzętu na koniu,


- prawidłowe prowadzenie konia, wchodzenie i wychodzenie z ujeżdżalni, regulamin ujeżdżalni,

 

- jazda na lonży.

 


 

 

Zapraszamy dzieci,młodzież i dorosłych na zajęcia z końmi w "Stajni Bzów" co drugi piątek. 


Chwilowo, ze względu na remont pomieszczeń Społecznego Domu Kultury i Rekreacji w Bzowie, zajęcia są zawieszone aż do września, kiedy to zakończy się przebudowa i remont pomieszczeń.

 

 

niedziela, 31 maja 2015

 

Nowy Zarząd Osiedla Bzów został wybrany.


W poniedziałek, 25 maja w dużej sali O.S.P. miało miejsce zebranie sprawozdawczo wyborcze Osiedla Bzów. W jego trakcie przeprowadzono głosowanie. W zebraniu wzięło udział 100 mieszkańców Bzowa i zaproszeni goście: Wiceprezydent Miasta Zawiercie Łukasz Konarski, Przewodniczący Rady Miejskiej w Zawierciu Paweł Kaziród, Radny Powiatowy Dariusz Bednarz. 


Na funkcję Przewodniczącego Zarządu Osiedla Bzów mieszkańcy zaproponowali 1 kandydaturę: Zbigniewa Kaziród.

Ostatecznie, w tajnym głosowaniu na Przewodniczącego wybrano Zbigniewa Kaziroda, który zastąpi dotychczasowego Przewodniczącego Zdzisława Gocyłę.

 


W skład Zarządu Bzowa weszli poza tym: Elżbieta Czernek, Tomasz Kołton, Robert Janoska i Łukasz Kotarski.


Poza wyborem Przewodniczącego dotychczasowy Zarząd przedstawił sprawozdanie ze swej  działalności w latach 2011 – 2015 roku. Sprawozdanie zostało przyjęta a na ręce dotychczasowego Przewodniczącego Zarządu Osiedla Bzów Zdzisława Gocyły złożono zasłużone podziękowania za zaangażowanie w sprawy lokalnej społeczność w poprzedniej kadencji.

Bezpośrednio po zebraniu nowo wybrany Zarząd Osiedla Bzów ustalił najważniejsze sprawy wymagające natychmiastowej realizacji.

Analizie poddany został stan nawierzchni drogowych, poruszono kwestię budowy profesjonalnego placu zabaw dla najmłodszych, skonsultowano z mieszkańcami propozycję podziału funduszu sołeckiego, przedyskutowano złożoną podczas zebrania propozycję Radnego Dariusza Bednarza o możliwości powstania mini Orlika na terenie dzielnicy Bzów.

Ustalono przede wszystkim organizowanie częstych zebrania Zarządu wraz z mieszkańcami Bzowa, aby wsłuchiwać się i realizować w miarę możliwości najpilniejsze potrzeby naszej dzielnicy zgłaszane przez społeczność lokalną.

Wszyscy mieszkańcy mogą osobiście zgłaszać swoje uwagi, problemy dotyczące dzielnicy i sprawy wymagające pilnego załatwienia do Przewodniczącego jak i Członków Zarządu.

Nowo wybrany Przewodniczący Osiedla Bzów zgodził się podać do wiadomości publicznej numer telefonu komórkowego: 515 176 311, pod którym jest dostępny przez cały dzień. W sprawach pilnych dotyczących spraw dzielnicy zaprasza również mieszkańców do kontaktu osobistego w miejscu swojego zamieszkania w dni powszednie po godz. 16:00.


Wszelkie uwagi i sugestie można również zgłaszać drogą internetową przez zakładkę na blogu Bzowa: „Zapraszamy do kontaktu”.


Zarząd Bzowa zapewnia, że żaden głos w sprawie losów naszej dzielnicy nie zostanie przemilczany!!!

 


piątek, 22 maja 2015

 

 

WSZYSTKICH MIESZKAŃCÓW BZOWA,

KTÓRYM NIE JEST OBOJĘTNA PRZYSZŁOŚĆ

NASZEJ DZIELNICY

 

ZAPRASZAMY

 

NA ZEBRANIE

SPRAWOZDAWCZO - WYBORCZE

DO REMIZY OSP

 

DNIA 25. 05. 2015 R. - PONIEDZIAŁEK

GODZINA 18:00


21:26, amigo30 , BZÓW
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 kwietnia 2015

 

W TROSCE O CZYSTE ŚRODOWISKO 30 KWIETNIA UCZNIOWIE SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 14 FUNDACJI "ELEMENTARZ" WRAZ Z DYREKCJĄ, NAUCZYCIELAMI, INSTRUKTORAMI I UCZESTNIKAMI ZAJĘĆ W SPOŁECZNYM DOMU KULTURY I REKREACJI W BZOWIE ROZPOCZĘLI OD GODZ 11:30 SPRZĄTANIE BZOWA I OKOLIC CZARNEJ PRZEMSZY !!!


 ZAPEWNIONE BYŁY WORKI NA ŚMIECI, RĘKAWICE OCHRONNE I ZAGWARANTOWANY JEST WYWÓZ ZEBRANYCH ŚMIECI PRZEZ SŁUŻBY MIEJSKIE.

 

 

Dzisiejsza akcja zorganizowana I przeprowadzona była z Inicjatywy Pawła Kaziroda, który do wspólnego sprzątania Bzowa i okolic źródeł Czarnej Przemszy zaangażował we współpracy z Dyrektorem Szkoły Podstawowej Fundacji "Elementarz" w Bzowie oraz Gronem Pedagogicznym dzieci z SP NR 14, oraz instruktorów i młodzież biorącą udział w zajęciach w Społecznym Domu Kultury i Rekreacji w Bzowie.

Posprzątano tereny leśne i drogę łączącą Bzów z Fugasówką (ul. Czwartaków) oraz okolice źródeł Czarnej Przemszy.

Zebrano 50 worków śmieci.

Akcja trwała od 11;30 do 17:30.

Jak powiedział Paweł Kaziród biorący udział w akcji: "Akcja sprzątania Bzowa i okolic przez dzieci ma na celu uwrażliwienie ich na troskę i dbałość o środowisko naturalne i wzbudzić w nich szacunek do otaczającej przyrody. Poprzez pokazanie jak młodzież szanuje i dba o środowisko naturalne chcemy wskazać dorosłej części społeczności lokalnej jak wielkim skarbem jest dla nas naturalna, czysta przyroda i jak należy ją szanować". 


SPRZĄTANIE ULICY CZWARTAKÓW I TERENÓW LEŚNYCH.





SPRZĄTANIE ŹRÓDEŁ CZARNEJ PRZEMSZY.




Sprzątał, zrelacjonował i za teleobiektywem stał
Zbigniew Kaziród

wtorek, 28 kwietnia 2015

FESTYN W BZOWIE UWAŻAMY ZA BARDZO UDANY.

WSZYSTKIM PRZYBYŁYM GOŚCIOM DZIĘKUJEMY ZA WSPÓLNĄ ZABAWĘ.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zbigniew Kaziród

 

 

FESTYN W BZOWIE WIDZIANY OKIEM ZWYKŁEGO UCZESTNIKA

 

 

 

Zbyszek nasz miejscowy "fotoreporter i dziennikarz" jak sam oznajmił już niebawem umieści fotorelację z festynu w Bzowie na którego wcześniej zapraszał na blogu w imieniu organizatorów.


Jak planowano owa plenerowa impreza odbyła się w ostatnią popołudniową niedzielę (26 kwietnia). Co prawda pogoda próbowała poprzez deszcz i poryki burzy pomieszać szyki ale jak wiadomo organizatorzy-miejscowa OSP to ludzie którzy potrafią dać sobie radę nie tylko z żywiołem ognia lecz również z przeciwnościami pogodowymi. Szeroko zatem stały otworem jako środek zaradczy drzwi do sali OSP przyjmując gościnie pod dach zmokniętych uczestników.

 

Festyn ma w sobie wiele pozytywów. Panuje na nim miła niemalże piknikowa atmosfera. Jest doskonałą okazją do spędzenia wspólnie z rodziną znajomymi czasu, którego na co dzień wielu niestety brakuje. Karuzela życia wydaje się czasami pędzić co raz szybciej dom-praca-dom i tak wokół a rodzina pozostaje niejako nieraz wyrzucona siłą odśrodkową poza tor po którym obraca się człowiek. Festyn daje znakomitą okazję by człowiek choć na przysłowiową chwilę zwolnił tempo, by zauważył na horyzoncie rodzinę bliskich, znajomych. 

 


Festyn integruje nie tylko rodzinę ale i ogół mieszkańców a jego założeniem jest wyjście na przeciw każdemu bez względu na jego wiek. Stąd też w Bzowie zjeżdżalnie, trampolina kucyk i inne atrakcje dla dzieci a obok stoisko z lodami dla powiedzmy dorastającej młodzieży pieczone kiełbaski dla kobiet i oczywiście piwo-dla mężczyzn. Wszystkie wymienione rzeczy widziałem na bzowskim festynie a w tle widniał niegdyś piękny obecnie niezamieszkały dworek szlachecki. 

 

Jako zwykły uczestnik ( sadzę że nie jestem w tym odosobniony) wypowiem w tym miejscu słowo DZIĘKI za bezinteresowne zaangażowanie trud włożony w przygotowanie wszystkim pojedynczym osobom-organizatorom festynu.  

 

Wypadałoby je złożyć na ręce naszego bzowskiego Radnego Pawła Kaziroda, którego zaangażowanie kreatywność jest ogólnie w tutejszym środowisku od wielu wielu lat znana. Nieprzypadkowo został wybrany do Rady Miasta. Z tego co mi wiadomo sam po wyborach był zaskoczony tak wysokim poparciem. Jego zaś niejako formą podziękowania za to był ów festyn, gdzie można było nie patrząc do kieszeni konsumować zarówno jedzenie jak i napoje.
Tutaj chciałbym zatrzymać się jeszcze na chwilę bowiem postawa Pawła jest zgoła inna od prezentowanej przez wielu polityków, kandydatów do władz na szczeblu najwyższym jak i lokalnym. Oni dają kiełbasę wyborczą w postaci darmowych trunków itd przed wyborami a po nich jakoś o obywatelu nieraz zapominają ograniczając się do krótkiego dziękuję i nic poza tym, są i takowi, którzy odwracają się wręcz plecami. Paweł nie organizował festynów pikników przed wyborami, by tam rozdawać na prawo i lewo darmowe rzeczy. Jak mieszkańcom wiadomo skupił się zupełnie na czymś innym - (patrz w archiwum blogu relacje z budowy chodnika na ulicy Harcerskiej, czy relacje z budowy drogi Bzów - Podzamcze). Uczynił to teraz spłacając w ten sposób niejako dług wdzięczności za okazane zaufanie.   

 

Być może są w małym społeczeństwie bzowskim malkontenci którym ta impreza nie przypadła do gustu, uważają że była zbyt słaba, miała jakieś widoczne mankamenty. Być może dla kogoś kiełbaski były żle upieczone, piwo "ochrzczone" strażak moderator czuwający od strony medialnej nad programem mówił niewyraźnie czy z błędami a panie z koła gospodyń być może fałszowały i tak dalej i tak dalej.   


Ja osobiście tym wszystkim osobom podziękowałbym również za włożony wysiłek jak i też za odwagę występowania publicznie niejako na scenie. Wielu niestety z naszych rodaków to megalomani. Są krytyczni w stosunku do innych okiem "fachowca " oceniają publiczne występy amatorów. Myśląc może czasem - ja to bym zaśpiewał, ja to był wyrecytował, powiedział..zabłyszczał w świetle reflektorów niech tylko dadzą mi szansę. W rzeczywistości jest znacznie gorzej, jakoś stają się malutcy przed podstawionym mikrofonem. Posłużę się tutaj przykładem z mojego życia. Mam z dawnych lat takowego dalszego znajomego ( nie chodzi o nazwisko zresztą nie z naszej dzielnicy), który czuł się mocny w mowie. Los pewnego razu wyszedł mu na przeciw. Na jednej z ulic wielkomiejskich został zaskoczony pytaniem lokalnego radiowego dziennikarza. Wydawało się być łatwe a brzmiało Jak nazywa się zamek w Krakowie? Jaką nazwą określają go ludzie? Jego odpowiedź brzmiała yyyyyy eeeeeee Belweder. Tak to czasem bywa w konfrontacji z rzeczywistością.   

 

Kończąc dodam jeszcze tak Panowie Strażacy ze względu na funkcje jakie macie do spełnienia (gaszenie pożarów, ratowanie mienia ludzi) jesteście zapewne wzorem do naśladowania dla wielu dzieci. Tak przynajmniej jest w przypadku mojej bratanicy która:

 

 

gdy widzi tylko wasze strażackie mundurki

dostaje z zachwytu gęsiej skórki

i już czasami sobie tak marzy       

czy by tak nie zapisać się do ochotniczej straży

 

Skomentował Grzegorz Leks

 

 

wtorek, 21 kwietnia 2015

OSP BZÓW

SPOŁECZNY DOM KULTURY I REKREACJI W BZOWIE

ZAPRASZAJĄ WSZYSTKICH

DO 

WSPÓLNEJ ZABAWY.

 


 


niedziela, 19 kwietnia 2015

 

Akcja społeczno-edukacyjna Żonkile w Bzowie.

 

Już po raz trzeci w rocznicę Powstania w Getcie Warszawskim Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN organizuje akcję społeczno-edukacyjną „Żonkile”. 


19 kwietnia uczniowie Szkoły Podstawowej nr 14 Fundacji "Elementarz" pod opieką Pani Marty oraz pani Martyny rozdawali pod kościołem papierowe żonkile – symbol pamięci o bohaterach powstania z 1943 roku.

 

Żonkile symbolizują pamięć, szacunek i nadzieję. Związane są z postacią Marka Edelmana, ostatniego przywódcy Żydowskiej Organizacji Bojowej, który w każdą rocznicę powstania w getcie warszawskim dostawał te kwiaty od anonimowej osoby. Sam również co roku 19 kwietnia składał pod Pomnikiem Bohaterów Getta bukiet żółtych kwiatów – często były to właśnie żonkile.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MPP

 

sobota, 04 kwietnia 2015

 

 

 

Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych, 
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju, 
serdecznych spotkań w gronie rodziny 
i wśród przyjaciół.

WESOŁEGO ALLELUJA !!!

 

 

 


 

Obyczaje wielkanocne w dawnej Polsce.


Kontynuując wątek wielkanocny z poprzedniego wpisu można go nieco uzupełnić przypominając dawne tradycje, które do naszych czasów nie dotrwały a które u naszych przodków stanowiły element kulturowy. Co prawda święto Wielkanocne jak i też poprzedzający je tak zwany Wielki Tydzień nieodłącznie związane są ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa to jednak w obrzędach wielkanocnych istniało wiele pierwiastków mających swoje korzenie w pogańskiej obyczajowości.

 


Temu nie należy się dziwić. Czasowe korzenie chrześcijaństwa wprawdzie są mocno ugruntowane i licząc tylko czas od śmierci Chrystusa mają obecnie ponad 2 tysiące lat. Jednakże patrząc na nasz kraj zaczęły krzewić się dopiero wraz z przyjęciem przez księcia Mieszka I chrześcijaństwa, co nastąpiło w roku 966 - czyli bez mała tysiąc lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Chrześcijaństwo trafiło na nasz teren w czasie, kiedy co prawda rozpoczął się dopiero proces łączenia poszczególnych plemion polskich w organizm państwowy jednakże wśród ludu istniały już głęboko zakorzenione wierzenia i zwyczaje pogańskie związane głównie z kultem przyrody,

Obyczajom naszych pogańskich przodków nie należy się dziwić. Ich życie znacznie trudniejsze niż obecnie jeszcze bardziej było uzależnione od przyrody i wszelkich ich zjawisk. Stąd też wiara naszych przodków w różnorodne dobre i złe moce, które według dawnych wierzeń wpływały na codzienność. Kościół umacniając wiarę chrześcijańską starał się je wyrugować. Nie udało się to do końca. W ten sposób obrzędy stricte chrześcijańskie zmieszały się i połączyły z pogańskimi.

W Wielki Czwartek nawiązując do tradycji chrześcijańskiej nie tylko przypominano mycie nóg apostołom i święcenie olejów. Tego dnia pieczono wielkanocne baby i malowano jajka. Stara tradycja mówiła, że malowaniem mogły zajmować się wyłącznie kobiety pod nieobecność mężczyzn bowiem ich obecność zwiastowała nieszczęście. Szlaczki mające różnorodne formy symbolizowały nieskończoność zaś barwy ich miały ściśle określone znaczenie. Czerwień i biel to oznaka szacunku dla duchów ogniska domowego, czerń w połączeniu z bielą symbolizowały oddanie czci duchom ziemi zieleń oznaczała odrodzenie się przyrody i miłość brąz natomiast rodzinne szczęście. Ponadto baby piekące chleb wielkanocny owego dnia wychodziły w sady oblepiając surowym ciastem owocowe drzewa. Miało to przynieść urodzaj.

W Wielki Piątek oprócz odgrywania scen biblijnych związanych z męką i śmiercią Jezusa na krzyżu przestrzegano jednocześnie pogańskich przesądów. Owego dnia nie wolno było czesać włosów czy też rozpalać ognia w piecu domowym Nieprzestrzeganie tego mogło według wierzeń sprowadzić na domostwo klęskę suszy. Praktykowano również rozpalanie ognisk na obrzeżach osad i wsi, które to miały chronić lud przed powrotem wiosną na ziemię złych duchów.

Wielka Sobota kojarzy nam się głównie ze święceniem pokarmów. Tak też było i w dawnej Polsce. Jednakże po nabożeństwie poświęcenia kobieta miała za obowiązek obejść trzykrotnie dom rodzinny ze święconką by w ten sposób zapewnić rodzinie urodzaj i szczęście. Święcone pisanki nieraz zakopywano pod progiem domostwa. Rytuał ten miał odgonić złe moce chcące wejść do środka by wyrządzić krzywdę domownikom.

Niedziela Wielkanocna obchodzona jako święto zmartwychwstania, zwycięstwa życia nad śmiercią nie była również pozbawiona symboliki niechrześcijańskiej. Izby ozdobione były zielonymi symbolicznymi gałązkami wierzby i brzozy, które wykonywano ze słomy i bibuły. Na stole wśród wielkanocnych pokarmów stały figurki rogatych byczków i ptaszków upieczonych z ciasta, co miało przynieść powodzenie w hodowli zwierząt domowych. Ponadto w niektórych częściach kraju praktykowano zwyczaj obdarowywania panien pisankami przez kawalerów. Był to na owe czasy rodzaj okazania sympatii jakowejś pannie, co na dzień dzisiejszy przypominał obecne walentynki.

Poniedziałek Wielkanocny wspomniany przez Zbyszka to istniejąca do dzisiaj tradycja polewania się wodą. Przy czym obowiązywały ściślejsze zasady. Rytuału polewania wodą kobiet mogli dokonać owego dnia tylko mężczyźni. Natomiast damy mogły polać mężczyznę jakimiś perfumami. Na wsiach panowało również przekonanie, że kobieta nie polana tego dnia wodą sprowadzała na domowe zwierzęta zarazę

W dawnej Polsce obchodzono również wielkanocny wtorek, czyli można by rzec trzecie wielkanocne święto. Wówczas kobiety mogły polewać mężczyzn wodą i czynić to aż do Zielonych Świątek. Stąd też dzień ten nazywany był Babsikiem lub Babaskikiem.

Jest to zapewne bardzo ogólny zarys dawnych zwyczajów wielkanocnych, które nie przetrwały do dnia dzisiejszego. Można przypuszczać, że było ich znacznie więcej. Jednak upływ czasu i fakt, że większość z nich przekazywana była ustnie z pokolenia na pokolenie sprawiły, że spowiła ją mgła niepamięci, którą coraz gorzej będzie rozrzedzić następnym pokoleniom.

Wiele zwyczajów staropolskich może budzić uśmieszek wśród obecnie żyjących. Niektóre wydają się być naiwne i bardzo przesądne. Współczesny człowiek jest znacznie bardziej wykształcony ma dostęp do wiedzy. Co jednak sądzić o takowych osobnikach posługujących się np. internetem, telefonem komórkowym i tak dalej, którzy zatrzymują się jednocześnie na drodze, gdy przebiega czarny kot przynoszący ponoć nieszczęście, unikają pechowego numeru 13 czy też chwytają się za guzik widząc kominiarza.

Cywilizacja cywilizacją, człowiek człowiekiem i zawsze w głowie chyba będą mu krążyć jakoweś przesądy.

Grzegorz Leks

piątek, 03 kwietnia 2015

Czy wiesz, dlaczego święcimy palmy, malujemy jajka i polewamy się wodą?

Wielkanoc to dla chrześcijan święto triumfu życia nad śmiercią, odkupienia nad grzechem, dobra nad złem. Święta wielkanocne były dla naszych przodków również świętami powitania wiosny. Dlatego tak dużo w nich symboli życia, odrodzenia, oczyszczenia, zdrowia: zielone gałązki palmy, ogień, jajo, woda. 

 

 

Palma wielkanocna


W Polsce palemkę wielkanocną robiło się najczęściej, i tak jest nadal, z gałęzi wierzby, czasem łączonych z bukszpanem, barwinkiem czy cisem. 

W Kościele katolickim wierzba uważana jest za symbol zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy. Powszechne było przekonanie, że palma wielkanocna chroni ludzi i zwierzęta przed chorobami i wszelkim złem przez kolejny rok. Nie wolno jej było wyrzucać, aż do następnych świąt wielkanocnych była zatknięta za święty obraz, aby w razie potrzeby można było jej użyć. Na przykład w czasie burzy stawiano ją koło komina, aby broniła domostwa przed piorunami.


 

Ogień


W Wielką Sobotę święci się w kościołach pokarmy, wodę i ogień. O zmierzchu rozpalane jest przy kościele ognisko, które kapłan poświęca, a zgromadzeni wierni zapalają od niego przyniesione świece. Dawniej od tych płonących świec gospodarze rozpalali pod kuchnią ,nowy ogień", a dom i całe obejście kropili poświęconą wodą.


 

Woda


Od niepamiętnych czasów wodę uważano za symbol m.in. chaosu, uzdrowienia, źródła życia, odrodzenia ducha i ciała, zmartwychwstania, oczyszczenia, dobra i zła, duszy ludzkiej. Po trosze każdy z tych symboli jest obecny w wielkanocnym poniedziałkowym oblewaniu, nazywanym maczanką, oblewanką, polewanką, lejkiem albo śmigusem-dyngusem. 


 

Jajo


Jedna z legend głosi, że akurat w tym czasie, gdy Jezusa prowadzono na śmierć, pewien biedak szedł na targ z koszykiem pełnym jaj. Postawił go przy drodze, a sam pomógł Zbawicielowi nieść krzyż. Gdy wrócił, zobaczył, że wszystkie jajka są czerwone. Dzisiaj zdobienie jaj nie ma znaczenia magicznego. Nikt już nie twierdzi, że ich barwienie jest jednym z warunków istnienia świata. Obecnie jest to po prostu piękna dekoracja świątecznego stołu.


 

MPP

 


czwartek, 02 kwietnia 2015

DEMENTUJEMY PODANĄ 1 KWIETNIA "ŚMIESZNOSTKĘ" O ZAMKNIĘCIU BLOGA BZÓW!

KAŻDY KTO DAŁ SIĘ WKRĘCIĆ W PRIMA APRILIS - NIECH DZISIAJ SIĘ ODKRĘCI :)

WSZEM I WOBEC INFORMUJEMY, ŻE WRAZ Z WIOSNĄ NASZ BLOG ROZKWITA !!!

 

NADAL, NIESTRUDZENIE BĘDZIEMY PODAWAĆ CIEKAWOSTKI ZWIĄZANE Z HISTORIĄ BZOWA, AKTUALNOŚCI Z NASZEJ MIEJSCOWOŚCI I OKOLIC, PUBLIKOWAĆ NAWET NAJBOLEŚNIEJSZĄ PRAWDĘ I PIĘTNOWAĆ WSZYSTKO CO ZŁE. 

 

TYMCZASEM - MIMO, ŻE ZA OKNEM WIELKANOCNA ZIMA - ŻYCZYMY WSZYSTKIM UŚMIECHU I WIOSNY W SERCU.

 

bzow.blox.pl

środa, 01 kwietnia 2015

Z przykrością informujemy, że decyzją Zespołu Redakcyjnego gazeta.pl blog Bzowa zostaje zamknięty z dniem dzisiejszym.

W uzasadnieniu tej decyzji Zespół Redakcyjny gazeta.pl podał, iż ogromna ilość wejść na blog, który podawał tylko i wyłącznie prawdę - co w dzisiejszych czasach jest moralnie niepoprawne - powodowała spowolnienie pracy serwerów redakcyjnych portalu. 

 

 

Zespół bzow.blox.pl

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
<><><> <><><> <><><>

SKRZYNKA POCZTOWA Napisz do mnie e-mail


<><><> <><><> <><><>