W TROSCE O PERŁĘ JURY

BZÓW

niedziela, 26 lipca 2015

 

Sięgając bardzo odległej przeszłości i wspierając się dokumentami historycznymi oraz przekazami żyjących wciąż potomków rodu Bzowskich udostępniam autentyczne początki historii Bzowa i rodu Bzowskich ze Bzowa.


I OTO MAMY.

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, wydany w 1893 roku, podaje, że na przełomie XIV i XV wieku „żyło w Bzowie sześciu  szlachty herbu Ostoja „.

Ten zapis bezsprzecznie dowodzi, że protoplaści rodu Bzowskich mieli herb OSTOJA !!!

Można uznać za prawdopodobne, że Bzowscy będący właścicielami Bzowa od drugiej połowy XIV wieku do schyłku XVIII wieku, czyli 400 lat, na co są dowody archiwalne – osiedlili się w Bzowie dużo wcześniej!!!

Nie jest dziś oczywiście rzeczą możliwą ustalić, czy już w XIV wieku mieszkający w Bzowie i okolicach Bzowscy przyszli tu w okresie wczesnej kolonizacji Cysterów, czy też z rycerzami Konrada Mazowieckiego (Nazwa drogi: „Mazowiecka” podawana przez mieszkańców Bzowa do dzisiaj, biegnącej przez Bzów, a będąca częścią Traktu Królewskiego wskazuje na Konrada Mazowieckiego – przypisek autora bloga), lub Henryka Brodatego. Wydawało się ciekawe przytoczyć tu hipotezy na temat zasiedlenia tej części Polski we wczesnym średniowieczu.

 

Sięgając najstarszych źródeł pisanych.

 

BZOWSCY herbu KUCZA (CIELĄTKOWA) , NOWINA, OSTOJA, PILAWA, PRZEGINIA i TURZYNA pochodzą wszyscy z Bzowa, położonego pod Kromołowem, w powiecie olkuskim, dawniej lelowskim. Już w końcu XIV-go i w ciągu XV-go wieku licznie rozrodzeni, dla odróżnienia się między sobą przybierali różne przydomki.

Jaśko z Bzowa, naganiony w szlachectwie, dowiódł 1399 roku szlachectwa swego i herbu Kucza (St.P r. P.P.VII). Tenże, sam Jaśko, herbu Kucza, świadczy w Krakowie 1426 r. przy wywodzie szlachectwa.

Marek z Bzowa, dowiódł 1398 roku szlachectwa i herbu Ostoja, a 1403 r. herbu Przeginia (te herby prawie, że nie różnią się od siebie). On i brat jego Stanisław, nazwani 1382 roku braćmi stryjecznymi Janika z Janikowie, protoplasty Janikowskich herbu Ostoja. Z czasem, czy to wskutek wygaśnięcia, czy też niewiadomości, spotykamy Bzowskich jedynie Ostojczyków. W 1588 r. Jan Wojsza i Jakób i Wojciech Janotowie, herbu Ostoja, zaświadczają w Krakowie szlachectwo  Marsa Pilawity. W XVIII-m znów wieku, z niewiadomych zu­pełnie powodów, Józef Janota Bzowski używał herbu Nowina i ten potomstwu do dziś istniejącemu przekazał.

W 1376 r. w aktach krakowskich spotykamy Wojsława, Wojszyka, Wincentego i Jana, Dziedzic ów Bzowa. Mikołaj i Włodek, bracia, 1382 r. Mikołaj Jajko zostawił synów: Stanisława i Marka; ten ostatni kupił w 1388 r. od brata część Bzowa, a z żony Piechny miał córki: Kachnę za Sobkiem z Grabowych 1399 r. i Machnę za Swachem z Bzowa 1428 r. •

Świętosław 1389 r., z żony Dzierzki zostawił 1402 r. mało let­nie dzieci. Rafał, Dziedzic na Bzowie i Radwanowic ach 1398 r. Gerald z Bzowa w latach 1415-1443 skupuje cześć Bzowa od różnych współdziedziców, zdaje się, że to on 1419 zwany Wojszykiem i Jego synami będą: Jan Wojszyk Bzowski, ożeniony 1443 r. z Katarzyną, i Piotr Wojszyk, ożeniony 1440 r. z Apolonią (Połonką), Piotr zostawił córkę Dorotę za Marcinem z Żerkowic i synów: Stanisława, Jana, ożenionego z Małgorzatą z Bętkowic 1 Gotarda Wojszyków Bzowskich 1476 r. Gotard miał dwie żony: Katarzynę, córkę Andrzeja Krezy 1505 r., i Barbarę, córkę Klemensa Mokrskiego 1519 r. Zostawił córkę Dorotę za Janem Wojszą Bzowskim, i syna Jona Wojszyka, żonatego z Anną Raczkowską z Czepurki, wdową 1565 roku, Z której miał tylko cztery córki: Ewę za Krzysztofem ze Starzyn Drużykowskim 1559 r., Helenę, 1o v. za Sebastianem Gulczowskim, 2o v. za Mikołajem Ziółkowskim 1575 r. , Krystynę za Pawłem Janotą Bzowskim 1565 r, i Eufrozynę. 1o v. Za Janem Raduńskim, pisarzem grodzkim i podczaszym krakowskim 1575 roku, a 2o v. Za Piotrem Wojnowskim 1586 roku.

 


 

 

W związku z pracami podjętymi w 1976  roku  przez zamieszkałych w Wielkiej Brytanii członków rodziny, w celu wydania czwartego numeru „Łącznika Rodzinnego Związku Rodowego Janotów Bzowskich „ ( czterdziestolecie ukazania się pierwszego numeru w 1937  roku ) – Kazimiera J.B. żona Jana, zamieszkała w Londynie, dokonała w 1977  roku  ciekawego odkrycia w British Museum. Okazało się, że znajduje się tam szereg aktów dotyczących Bzowskich z Bzowa, z których najstarszy stwierdza istnienie tej rodziny w Bzowie już w roku 1300 ( najstarszy znany zapis dotyczący tej sprawy w Archiwum Krakowskim nosi datę 1376). Potwierdza to przypuszczenie autora, wyrażone w tym rozdziale, że Bzowscy w Bzowie, co najmniej od początku XIV wieku i przedłuża udokumentowaną historię rodziny do siedmiuset lat. Uprawdopodobnia też hipotezę, że przyszli oni tam zapewne w czasie militarnej kolonizacji prowadzonej na terenach przez Konrada Mazowieckie go w połowie XIII wieku.

 

Rozważania, czy Janota było pierwotnym nazwiskiem rodziny, która osiadła w Bzowie, czy przydomkiem, miały miejsce w okresie międzywojennym w związku z uchwałą zjazdu założycielskiego Związku Rodzinnego Janotów Bzowskich w 1923 roku, o przywróceniu przez tych członków rodziny, którzy wtedy nie mieli tego zwyczaju – pełnego nazwiska Janota Bzowski w dokumentach metrykalnych i innych. Formalną podstawą do tego miał być przeprowadzony przed redaktora „Łącznika Rodzinnego „ Józefa Janotę Bzowskiego przewód w sądach kieleckim i radomskim. W wyniku postępowania, na podstawie oryginałów lub uwierzytelnionych odpisów dokumentów z XVII, XVIII i XIX wieku ( między innym na podstawie dowodów przestawionych w Heroldii Królestwa Kongresowego i w Galicji w ciągu XIX wieku przez różnych członków rodziny) sądy te uznały, że poprawienie metryk Józefa Bzowskiego i jego synów z Bzowskich na Janota Bzowski. Nie bez pewnej złośliwość los zrządził, że ostateczne wyroki w tej sprawie zapadły w jesieni 1940 roku, o czym Józef Bzowski pisze w swojej notatce zachowanej w zbiorach jego papierów, pod tytułem ”Moje archiwum, jego geneza i rozwój”. W jakimś sensie, asumpt do tego postępowania mogła także, dać informacja, zawarta w Herbarzu Duńczewskiego z 1757 roku w tomie II, str. 113. Pisze on na ten temat, co następuje: „Janothowie Bzowscy herbu Nowina w województwie krakowskim powiecie lelowskim znajdujący się we wsi Bzowie, których familia dawnością była w województwie sandomierskim. Byli Janothowie podkomorzymi, sędziami ziemskimi, przed czasami Augusta I, z których jeden osiadł we wsi Bzowie i od tej nazwali się precedentes Janothowie Bzowscy”. 

Doktor Zygmunt Wdowiszewski, znany heraldyk międzywojenny, współpracownik „Przeglądu Heraldycznego” pisze na ten temat w „Łączniku Rodzinnym „ z 1939 roku, zeszyt III:


 „Co do tego czy Janota jest przydomkiem trudno na pewno powiedzieć „


O powstaniu nazwisk (miedzy innymi Bzowskich) pisał Jan Stanisław Bystroń ( Nazwiska Polskie, wyd. Warszawa Lwów 1936 i Nazwiska Szlacheckie – Kraków 1926). Nazwisko Bzowskich osiadłych w Bzowie od drugiej połowy XIV wieku jest związane z rodziną stale od tego czasu. W aktach krakowskich z lat 1376-1539 ( Roki Wiecowe i nadworne  Królewskie) przeważnie brzmi ono Bssowski de Bssów. Nawet ci członkowie rodziny, którzy osiedlili się w innych wsiach na ogół zachowywali pierwotne nazwisko pisząc się najczęściej „z Bzowa „. Licznie w tym czasie rozrodzona rodzina dla odróżnienia poszczególnych osób przyjmowała ponadto ówczesnym zwyczajem przezwiska, przechodzące niekiedy przez parę pokoleń z ojca na syna. Szymon Konarski ( Kanoniczki Warszawskie Paryż 1952) i Adam Boniecki ( Herbarz Polski) wymieniają następujące: Wojsa, Panek, Stachniewicz. Przydomki te z biegiem czasu przeszły na potomstwo i dały początek gałęziom Wojszów Bzowskich ( wygasłej według Bonieckiego w XVI wieku) i Stachiewiczów Bzowskich, którzy założyli Bzów w ziemi łukowskiej na Podlasiu (Piotr Bzowski w 1475 roku). Ten wątek poruszałem we wcześniejszym wpisie.

 

 

Tyle, albo, aż tyle tytułem wstępu. Powołując się na materiały pisane, będące w archiwach polskich i zagranicznych, oraz w zbiorach potomków Bzowskich jednoznacznie dowodzę, że Bzowscy ze Bzowa byli uherbieni pierwotnie herbem Ostoja.

 

W internecie możemy spotkać szereg bzdurnych informacji dotyczących początków Bzowa i protoplastów rodu Bzowskich, oraz herbów rodziny Bzowskich.

 

Dziękujemy portalowi ostoya.org za naniesienie poprawek do opisu historii rodziny Bzowskich:

 

" Bzowski - odwieczna szlachta, rodzina rycerska, stara linja Ostoi używająca przydomku Janota dla odróżnienia od Innych rodzin o nazwisku Bzowski. W XVIII wieku, z niewiadomych powodów, Józef Janota Bzowski używał herbu Nowina i tak też zostało aż do dziś. Tymsamym rodzina Janota Bzowskich jest rodem z Ostoi ale pieczętuję się herbem Nowina mając za razem wszelkie prawa do pieczętowania się swoim prastarym herbem Ostoja. "

 

Ze swojej strony składam serdeczne podziękowania Panu Jackowi Janocie – Bzowskiemu z Warszawy, bez którego pomocy ten wpis nie powstałby, a my żylibyśmy w zakłamaniu, powtarzając „beletrystykę i grafomanię” uprawianą na niektórych portalach przez pseudo historyków.

 

Zbigniew Kaziród


Wątki dotyczące dalszej historii Bzowa i licznych rozgałęzień rodu będę kontynuował w dalszych wpisach. 

 

Na koniec ciekawostka - "Jedną rzeczkę mieszkańcy osady Bzów do dziś nazywają Bzowską, a wapienne skały wokół pól Bzowa zowią Bzowskimi”. ( Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Tytus Janota z Londynu) - mowa tu o naszej Czarnej Przemszy !!!

niedziela, 19 lipca 2015

 

Nasza Przemsza Czarna


Nazwa jej kryje w sobie pradawną historię spowitą mgłą zapomnienia, której gęste opary chronią niczym szczelny mur przed ludzkimi oczami. Najwyższa pora by rzucić rozpraszający strumień światła by w ten sposób odsłonić przypominając zarazem obecnym pokoleniom tragiczną opowieść o miłości zazdrości morderstwie i konsekwencjach tego grzesznego czynu.

Cichutko, wąskim strumykiem przecinając obecne nieużytki dawniejszych łąk i pól uprawnych płynie przez naszą okolicę rzeczka o nazwie Przemsza Czarna. Toczy ona swym nurtem wody ze źródeł tryskających niemalże w centrum naszej dzielnicy - Bzowa.
Maleńka w górnym biegu, króciutka (w porównaniu do innych rzek polskich) łączy się u zbiegu granic trzech miast: Sosnowca, Jaworzna i Mysłowic ze swoją siostrą "bliźniaczką", której przydomek brzmi Biała, by już dalej pod wspólną nazwą Przemsza płynąć w kierunku Wisły stanowiąc jej dorzecze. Siostrzany strumień wypływa ze źródeł torfowisk położonych na terenie dzisiejszego miasta Wolbrom.

Skąd wzięła się nazwa Przemsza Biała i Przemsza Czarna? W źródłach informacji można znaleźć taką interpretację nazewnictwa. Otóż podają one tak: Nazwa Przemsza Czarna wzięła się stąd, że mniej więcej na terenie obecnego Będzina płynęła ona w dawniejszych czasach korytem, którego dno było wyżłobione w płytkich pokładach węgla-stąd też dno rzeki było czarne a barwa wody również przybierała czarny odcień. Natomiast Biała Przemsza płynęła korytem wyżłobionym w piaskach i kamieniu wapiennym - dlatego dno jej było białe a sama woda była przezroczysta lub miejscami przybierała odcień bieli. Tyle z geograficznego punktu widzenia. Co natomiast mówi miejscowe ustne podanie?


Posłuchajcie ludziska, co prawią dawne dzieje
Drzewiej naszą Polskę pokrywały łąki, knieje
Kedyś puszczą poszyta była nasza okolica
A stary lud słowiański czcił bożka Swarożyca
A posągi innych bożków skrywały lasy
To podanie sięga hen aż po owe czasy

 

Było to dawno, dawno temu w czasach, które giną w mroku dziejów polskich, których nawet światły kaganek historii - Jan Długosz nie potrafił do końca czasem rozjaśnić.

 


Pozostały jednak podania ludowe przekazywane z pokolenia na pokolenie. Oto jedno z nich zawierające w sobie rodzinną tragedię, co w pewien sposób łańcuchem przyczynowo skutkowym związana jest również z naszym terenem bzowkim. Owa historia zdarzyła się wiele pokoleń zanim książę Polan Mieszko zjednoczył polskie plemiona. W owych przedmieszkowych czasach nie było ani księcia ani króla ani poddanych i niemalże próżno było szukać warownych grodów. Lud żył w małych skupiskach pośród wykarczowanych w pocie czoła polan, pośród uprawnych poletek obrabianych nędzną sochą i wołami a czasem pośród łąk porośniętych dywanem kwiatów przycupiony do jakowegoś szumiącego strumyka dającego niezbędną wodę.


U źródeł małej rzeczki noszącej dziś nazwę Przemsza Biała była niewielka osada. Życie w niej było monotonne, gdzie podstawowe zajęcia – siew, orka, zbiory, połów ryb, polowanie na zwierza, zbieranie chrustu na zimę wyznaczało coroczny kalendarz. Ludziska zdane były na siebie stąd też były ze sobą zżyte a przez to i do siebie nawykłe. Jednakże spokojny, choć wypełniony ciężką pracą rytm życia został zmącony a wszystko działo się w rodzie Majsława, który miał już wiosen wiele, co można było obaczyć na jego siwiejących skroniach. Miał on syna o imieniu Wszebor oraz dwie urodne bliźniacze córy - Pakosławę i Sulisławę. Obie były przedniej urody śmignęły już wzrostem hen do góry nabierając kobiecych kształtów i tak jak owoc piękny i dojrzały, który czeka by go zerwała ręka jakowegoś poczciwego człeka tak i one wyczekiwały, by poderwał je jakiś o pięknej postaci i licu młodzieniec. Choć były bliźniaczkami i z twarzy do siebie podobne jak dwie krople wody to charakteru były całkiem innego.
Pakosława - była silna mawiano jak wół a przy tym władcza a gdy kto widział ją w złości to mógłby się jej wystraszyć-mawiano jakby jakiś zły bies w nią wtenczas wchodził tak miotała złowrogim wzrokiem machając przy tym rękoma tak, że biada temu, który jej wówczas stanąłby na drodze. Nie znosiła sprzeciwu uważając się za wielce rozumną a siostrę traktowała jak głupią. Widział to ociec Majsław był wielce zatroskany o los swej córy. Jako człek posunięty w latach i doświadczon w swym żywocie miarkował, że taką niesforną klacz wierzgającą rękoma jak koń kopytami okiełzać może tylko ktoś, kto jest nad wyraz cierpliwy i wyrozumiały. Gryzła go myśl, iż takowego człeka matka ziemia jeszcze nie wydała na świat, bo cóże sama krasa - ona nie starczy przecie trza żyć pod jedną strzechą w każdy dzionek a tego jakoś nie mógł uwidzieć. Druga córa Sulisława była delikatna jak kwiatuszek, miłowała każdego człeka, cichutka w porównaniu do grzmiącej czasem jak piorun siostry. Oćca zgryzoty okazały się być trafne. Oto począł w ich chacie pojawiać się młodzian z dobrego rodu o imieniu Ziemosław. Pierwej zauroczony przez Pakosławę tą śmielszą i bardziej gadatliwą siostrę. Ta w nim rozmiłowała się takoż wielce tak, że poczęła prawić o tym jak to będzie warzyć po wsze czasy mu strawę gaworząc przy ognisku, porodzi mu synów...Nic na to nie rzekł Ziemosław, a z czasem odkrył, iż urocza z wyglądu Pakosława widziała jeno siebie i swoje dobro a o innych gadała z pogardą nawet o swej familii. O siostrze zwykła była mawiać: "och głupia ona płocha przed każdym jako sarna leśna, co mi jej los niechaj i sczeźnie bez męża" i poczynała to mówiąc chichotać naśladując gesty nieśmiałej siostry. Brat Wszebor też nie był poważan -"on wprawdzie odważny i silny jeno głupi jak te woły" i tak powtarzała nie widząc swych wad. To bodło jak ostry nóż ili róg wołu poczciwego Ziemosława, im dłużej tam zachodził tym bardziej odpychała go Pakosława a przyciągała jej siostra. Tak, że razu pewnego, dumając na poważnie nie lekce sobie to ważąc udał się tam gdzie spotykał Pakosławę i rzekł: "Chcę być szczery wobec ciebie, powiadam ci ostatecznie przestałem cię miłować a milsza stała się mi twa siostra niż ty. Jam teraz w niej rozmiłowan ogromnie". To było jak strzała, co trafia w samo serce, Pakosława ryknęła: "obyś zginął przepadł niechaj cię Swarożyc ukarze!!!" Zaczęła potem szlochać i znowu złorzeczyć, ale nic to nie zmieniło. Zadra w sercu była niezmierna i jątrzyła się jak rana po zatrutej strzale, jednakowoż miłość do Ziemosława jeszcze nie wygasła. Poczęła zatem Pakosława tym częściej składać ofiarę bogini nazywanej Mokosz patronce miłości płodności szczęścia jak to mawiano z dziada pradziada błagając ją o pomoc, by ta odmieniła rozum Ziemosława. Bogini wydawała się być głuchą na owe prośby wręcz działo się odwrotnie. Sulisława nabrała śmiałości do młodzieńca i oboje rozmiłowali się w sobie nie mogąc bez siebie bez dłuższy czas bywać. Widząc to wszystko Pakosława była i u starej wiedźmy, co mieszkała samotnie w lesie prosząc ją o radę. Ta dała jej miłosne ziela nakazała zaparzać odmawiając przy tym zaklęcia a potem potajemnie dać do wypicia młodzieńcowi, gdy ten przychodził do ich chaty. To także sczezło na niczym, on pijał nie raz nie dwa ów zaklęty trunek, lecz nic nie zadziałało. Stara wiedźma, której Pakosława przynosiła coraz to bogatsze podarunki w końcu rzekła: "Miałam sen a w nim przemówiła bogini miłości Mokosz do mnie tak - trza zwabić siostrę do strumyka poza osadą i w nim przycisnąć jej głowę w wodzie aż braknie dechu, by się utopiła, niedaleko są bagna - martwą wrzucić tam do bagiennej wody a potem niby skoczyć jej na ratunek krzycząc jakby ją ratując. Tak cała wioska pojmie - biedna laboga sama weszła w bagna niebacznie i pomarła. Weź do pomocy brata Wszebora-jeno jemu rzeknij tak, bo on głupi i łatwowierny. Sama bogini ci się ukazała i nakazała zabić Sulisławę, bo ona jeśli zostanie żoną Ziemosława sprowadzi na cały ród pomór i głód. Jeno rzeknij uzyskawszy u niego przyrzeczenie by nikomu o tym nie rozpowiadał, bo jeśli to uczyni to mu język skołczeje i nie przemówi już po wsze czasy" Spodobał się Pakosłąwie pomyślunek wiedźmy, choć był okrutny.
Zanim postanowiła to uczynić poczęła przy ludziach godzić się ze swym losem odtrąconej przez młodzieńca siostry. Stała się milsza dla niego i Sulisławy prawiąc tak: "cóżem nie będę przecie po wieki nieszczęśliwa ty pojmiesz mą siostrę a ja najdę se innego męża". Poczęła też z siostrą wychodzić coraz częściej i śmielej poza osadę w dół rzeczki i nad pobliskie tam bagniska gaworząc i śmiejąc się rubasznie. Wszyćko wyglądało ładnie aż sam ociec Mojsław się dziwował skąd takowa odmiana a w duchu rady był z tego. Jeno Wszebor był czasem markotny i w czymś zadumany, bo nie mógł zmiarkować po co mają utopić siostrę skoro ona taka dobra i tak wesoło gaworzy z Pakosławą. Czasem dręczyło go tak, że chciał się z tym zwierzyć przed oćcem, ale zaraz potem nachodził go strach, że to przecie sama bogini kazała i może stracić mówiąc o tym mowę. Nadszedł dzień 24 czerwca w dzisiejszych czasach nazywany dniem Świętego Jana. Z wieczora Pakosława rzekła tak do siostry: "taki piękny ciepły wieczór pobieżmy nad strumyk, co płynie obok bagnisk, posłuchajmy żab, popatrzmy na kamyczki lśniące w wodzie, weźmy Wszebora by było nam raźniej" Siostra przystała na to i we troje pobieżyli, a gdy Sulisława była pochylona nad wodą, Pakosława stojąc za nią dała znak Wszeborowi a ten chwycił za kark siostrę przygniótł ją swym cielskiem zanurzając jej usta i nos całkiem w strumyku. Słychać było bulgot a potem ciało biednej siostry stało się wiotkie. Martwą wyciągnięto i zrobiono tak jak nakazała wiedźma. Jednak, gdy Wszebor i Pakosława wrzuciwszy a potem wyciągnąwszy ciało siostry z bagna niejako ją ratując poszli umyć się do strumienia stało się coś dziwnego. Wszędy w jego nurcie widać było postać zabitej Sulisławy setki odbić radosnej twarzy ubranej w biel – tak, że woda stała się niemalże biała. Struchleli na ten widok. Wszebor chciał krzyczeć chciał ryczeć uciekać wydusił ino: "to my pomordowaliśmy ją" ucięła mu jednak siostra prawiąc i sycząc: "Przeń...sza... Przeń....sza....." co oznaczało w języku dawnych Słowian przeń - przez niego dla niego ( przez Ziemosława dla Ziemosława) sza..! cicho bądź cicho. Stąd też nazwa rzeczki Przeńsza przeistoczona później w Przemsza a Biała - jest symbolem wizerunku utopionej siostry ubranej w biel symbolizującą piękno i niewinność.

 



Co stało się z rodzeństwem? Strach przed tym, co uwidzieli w lustrze wody był tak wielki że miast pognać do osady trzymając się uknutego planu pozorując nieszczęśliwy wypadek uszli oni w gęsty las nie bacząc na mrok nie bacząc na nic. I tak szli i szli całą noc boją się odwrócił wzrok tam gdzie nogi poniosły. Z rana dotarli do małych źródełek o czystej wodzie i tam legli na brzegu umęczeni wielce. Obudziła ich przebijająca przez konary drzew czerwień zachodzącego słońca. Paliło ich pragnienie łapczywie zaczęli pić wodę prosto ze strumyka, lecz woda paliła jakoś dziwnie ich gardło, kłuła jakby tysiące igiełek, zanurzyli ręce w rzece by się umyć - woda stała się czarna. Patrzyli z niedowierzaniem i przerażeniem ilekroć zanurzyli czyste umyte już dłonie to woda przybierała kolor czerni aż w końcu cały strumień stał się czarny a w nim widać było smutne tym razem odbicie nieżyjącej siostry przybranej w czerń. Pakosława. Miarkując, co to może znaczyć zawołała znów: „ Przeń....sza!!!! Przeń....sza Przeń” - przez niego dla niego (Ziemosława to wszystko) sza!!-krzyczała cicho próbując uspokoić tym brata, jako i siebie. Stąd też nazwa naszej rzeki, do której dotarli brzmi nie inaczej jak Przemsza a Czarna- symbolizuje tutaj grzech coś smutnego tragicznego po tym, co uczynili. Przerażenie ich nie opuściło wręcz odwrotnie spowodowało zamęt w głowie czuli się jakby odurzeni szli wzdłuż rzeki nie czując głodu nie czując zmęczenia. Co jakiś kawałek patrzyli na strumień czy w końcu nie przestał być czarny, ale takowy pozostał a gdy zanurzyli dla sprawdzenia czyste ręce, co się stanie stawał się on na całej szerokości i długości jeszcze czarniejszy. I tak dotarli do miejsca gdzie oba strumyki łączą się w jeden. W tym miejscu Wszebór nie wytrzymał napięcia i zdrętwiały z przerażenia ryknął: "oj ja głupi, nieszczęśnik, ty podła niewiasto, zgiń przepadnij ciebie powinienem ubić a nie biedną Sulisławę." i zaczął gorzko płakać lamentować. " Wracam już tego nie zdzierżę niech mnie swoi ubiją" Co rzekł to uczynił. Począł się wlec w górę rzeki a potem błądząc w stronę swojej osady. A gdy doszedł tam ochłonął trochę opowiedział całą historię. Ludziska w swej złości chcieli go od razu zabić, starszyzna rodu postawiła wygnać go z osady niechaj zamieszka gdzieś w puszczy niechaj tam jakowyś dziki zwierz go rozszarpie. Wszebor poszedł w pokorze i zginął gdzieś bez wieści. Legenda przetrwała. Ociec Majsław umarł ze zgryzoty zaraz po tym, co posłyszał od syna. Starszyzna rodowa nakazała wiedźmie wypić truciznę po której ona umarła. Ziemosław, któremu pomieszały się z początku zmysły doszedł do siebie i znalazł inną niewiastę. Co stało się z Pakosławą? Czy się utopiła, otruła,? Nikt do tej pory nie wie aczkolwiek zbierane są na jej temat materiały.

 

Opowieść snuł Grzegorz Leks

niedziela, 12 lipca 2015

 

 

Zanim zamieszczę wpis Grzegorza Leksa - kilka faktów historycznych o Bzowie i Czarnej Przemszy.

Ze źródeł historycznych, (o czym pisałem wcześniej) wiemy, że był w Bzowie browar przy Czarnej Przemszy jak też karczma, w której rocznie wypijano przeszło 600 garncy wódki „szumówki szóstej próby”. Była także kopalnia rudy żelaznej, w której sprzedawano rocznie około 2 000 „kibli”.

Podawałem we wcześniejszych wpisach, że ludność okoliczna od lat trudniła się tkactwem, sukiennictwem, wyrobem perkalu, dymki i barchanu – stąd ówczesny właściciel Bzowa – Stanisław Warszycki wybudował na stawie obok Czarnej Przemszy trzy młyny jednokołowe – foluszem zwane – służące do czyszczenia i glansowania samodziałów.



Cytując Długosza Przemscha podajemy fakty historyczne dotyczące Czarnej Przemszy:

Czarna Przemsza, Przemsza Czarna - rzeka, bierze początek z północnej pochyłości olkuskiego płaskowzgórza, o 3 wiorsty a północ od Ogrodzieńca, pod wsią Bzowem, w pobliżu źródeł Warty. Średnie wzniesienie okolicy dochodzi 1400 stóp a w pobliżu Bzowa, w stronie północno-wschodniej wznosi się wzgórze do 1582 stóp. Przybrawszy kierunek zachodni i płynie Przemsza koło folwarku Jordanówki, po za którym wchodzi w lesisty piaszczysty obszar na północ od wsi Rokitna (w powiecie będzińskim) i tu łączy się z kilku strumieni, prowadzącymi wody ze stoków zachodnich wyżyny miedzy Ogrodzieńcem a Bzowem i wody lasów rokitniańskich. Podążając w kierunku zachodnio-północnym dochodzi do Turza, tu przyjmuje z lewego brzegu rzeczkę Masłoninę i skręca na północ. O kilka wiorstw na południe od Turzy skręca ku zachodowi i dąży doliną wyżłobioną przez wody spływające tak z północnych stoków centralnego terasu wyżyny, jak i z pochylającego się ku południowi obszaru północnej części powiatu. Płynie przez Porębę Mrzygłodzką, Dziechciarze, Krzemiedę, mając z prawej strony bezleśny, piaszczysty a z lewej przeważnie lesisty obszar. Łysa Góra, wznosząca się nad brzegiem rzeki miedzy Krzemiedą a Siewierzem, sięga tylko 1120 stóp n.p.m.. Przyjąwszy z prawego brzegu dość znaczny dopływ strumieni z pod Niwki, Żelisławic i Pinczyc (Mapa sztabu generalnego XXI C zwie dopływ z pod Pinczyc, Biała Przemsza) a z lewego brzegu poniżej Siewierza rzekę Mitręgę, skręca ku południowi, pomiędzy wspomnianą Łysą Górą z lewego a wsią Piwonią z prawego brzegu. Za Siewierzem przybiera zachodni i południowo-zachodni kierunek, tworzy liczne zakręty, wymijając wynioślejsze obszary wyżyny, sięgając tu do 1000 stóp miejscami. Pod Przeczycami rozszerza się dolina rzeki, która aż do wsi Łagisza przybiera kierunek południowy. Między Wojkowicami, Ząbkowicami i Łagiszą dolina Przemszy rozszerza się w lesisty i podmokły obszar, z którego wody z części wschodniej prowadzi do Przemszy rzeczka Trzebyczka, uchodząca z lewego brzegu poniżej Przeczowa i Bogorya, uchodząca pod Gzichowem. Te dwie rzeczki płynące niemal równolegle i uchodzące w trzywiorstwowej odległości, wytwarzały na lewym brzegu Przemszy obszar błotny miedzy Przeczowem, Piekłem, Gołonogiem, Dąbrową. Od wsi Łagisza Przemsza skręca ku zachodowi, dosięga Będzina i podąża ku południowi doliną, którą przeprowadzono linią drogi żelaznej warszawsko-wiedeńskiej (odnoga do Sosnowic). Trzy razy przerzyna tor kolejowy, raz na głównej linii (pod Sielcami) a dwa razy na odnogach fabrycznych. Na południe od Sielc dosiega granicy Modrzejowa, tworząc na przestrzeni około 6 wiorst linię graniczną i na południe od Niwki przyjmuje z lewego brzegu Białą Przemszę w punkcie zbiegu granic królestwa polskiego, Galicyi i Szlązka, następnie płynie granicą Galicyi i Szlązka Pruskiego i pod Gorzowem (powiat chrzanowski), niedaleko Oświecimia, wpada do Wisły z lewego brzegu. W Galicyi przyjmuje drobne dopływy: Katowicką Wodę (od Katowic), Wąwolnicę, Ponikwicz i Smierdzionkę. Długość biegu w obrębie królestwa wynosi około 56 wiorstw, a na granicy Galicyi 22 wiorsty (23-25 kilometrów). W 1818 roku zamierzano usprawnić część od Będzina do ujścia Białej Przemszy. Na trzech ostatnich milach spławiają na Przemszy w Galicyi drewno i węgiel kamienny.

Opis Przemszy podał też Wolski w Dzienniku Powszechnym 1862 r.:

Naprzeciw Soły wpada do Wisły z lewej strony Czarna Przemsza. Jest to pierwsza większa rzeka, jaką Wisła przyjmuje z lewej strony; ma ona kierunek z północy ku południu. Źródła jej znajdują się pod wsią Bzowem (powiat olkuski), niedaleko źródeł Warty (system Odry) a ponizej Gorzowa uchodzi do Wisły. Od ujścia Brynicy stanowi granicę polityczną miedzy Szląskiem pruskim a królestwem polskiem. Do Czarnej Przemszy wpada z lewej strony Biała Przemsza, której źródła przytykają do źródeł Pilicy, z prawej zaś strony Brynica, której źródła zbliżają się do Małapanwi (system Odry); stanowi ona także granicę polityczną między Szląskiem i Królestwem Polskiem aż do ujścia do Przemszy. Czarna Przemsza od połowy swego biegu jest już spławna dla galarów.

Cytując wcześniejsze źródła historyczne wiemy na pewno, że Czarna Przemsza była spławna już na odcinku Siewierza.

Co podają aktualne źródła o Czarnej Przemszy wypływającej z Bzowa.

Czarna Przemsza - rzeka o długości 63,3 km. Źródła rzeki znajdują się na wysokości 385 m n.p.m. w  Bzowie, dzielnicy Zawiercia, na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej.



Czarna Przemsza płynie przez Próg Woźnicki, Garb Tarnogórski i Wyżynę Śląską. Od miejsca, w którym wpada do niej Brynica w Sosnowcu - stanowi granicę między wywodzącym się z Małopolski Zagłębiem Dąbrowskim a Śląskiem (wcześniej tę granicę stanowi właśnie Brynica).

Zadać też należy kłam, „papce internetowej” podającej, że Zawiercie położone jest u źródeł Warty. Otóż NIE. Po przyłączeniu w 1977 roku Bzowa do Zawiercia śmiało można stwierdzić, iż Zawiercie leży w Dziale wód I stopnia (wododziale) między dorzeczami Wisły i Odry, który wyznacza linia biegnąca mniej więcej następująco: wzgórza między Siewierzem, Myszkowem a Zawierciem, wzgórza między Kromołowem, a Bzowem, Celiny koło Karlina, Góra Żerkowska, Skarżyce, Rzędkowice, Mirów i Bobolice, Niegowa, Góry Gorzkowskie. W Zawierciu odległość między Wartą (dopływ Odry) a Czarną Przemszą (dopływ Wisły) w najwęższym miejscu wynosi zaledwie 400 m. 

Za prawdziwe należy zatem uznać stwierdzenie, że Zawiercie to miasto powiatowe w województwie śląskim, w Obniżeniu Górnej Warty, w obszarze źródliskowym Warty i Czarnej Przemszy, przy granicy Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd, na dziale wodnym między zlewiskami Wisły i Odry.

 Zbigniew Kaziród

O autorze
<><><> <><><> <><><>

SKRZYNKA POCZTOWA Napisz do mnie e-mail


<><><> <><><> <><><>
BZOW na Facebooku