W TROSCE O PERŁĘ JURY
niedziela, 19 listopada 2017

Budynek szkoły w Bzowie został oddany do użytkowania w lutym 1963 roku jako

SZKOŁA PODSTAWOWA POMNIKA TYSIĄCLECIA PAŃSTWA POLSKIEGO.

 

Budynek powstał na podmokłych łąkach należących do Wspólnot Gruntowych Bzów, które wcześniej zostały we współpracy z nieistniejącą już Cementownią "Wiek" odpowiednio przygotowane pod budowę. 




 

Do połowy lat 1970 do szkoły uczęszczały poza dziećmi z Bzowa uczniowie z pobliskiego Karlina. 



W późniejszym okresie w budynku szkoły mieścił się Państwowy Dom Dziecka.

Po jego przeniesieniu do Zawiercia Szkoła Podstawowa Nr 14 dwukrotnie była zagrożona likwidacją. 

Obecnie funkcjonuje jako publiczna Szkoła Podstawowa Nr 14 Fundacji "Elementarz". 

Budynek główny szkoły jest dwukondygnacyjny, dwunawowy, kryty dachem jednospadowym.

Szkoła połączona jest z segmentami jednokondygnacyjnymi, w których zlokalizowana jest kuchnia, stołówka, sala gimnastyczna i pomieszczenia gospodarcze. 

Budynek jest częściowo podpiwniczony. 

Zabudowę terenu stanowią poza szkołą budynki gospodarcze. 

Szkoła wyposażona jest w centralne ogrzewanie z własnej kotłowni. 

 



Obecnie trwa termomodernizacja budynku szkoły w ramach zadania pn. "Termomodernizacja budynków mieszkalnych oraz użyteczności publicznej w Zawierciu". 

 



niedziela, 12 listopada 2017

 

Przejście przez Ulinę Małą do Krakowa i bitwa pod Krzywopłotami przeszły do historii jako świadectwo determinacji Józefa Piłsudskiego, odwagi, brawury i poświęcenia jego legionistów. Komendant określił krzywopłocką batalię jako legionowe Termopile, zaś dowódca artylerii kpt. Ottokar Brzoza podkreślał, że wówczas padły pierwsze od czasów powstania styczniowego strzały polskiej artylerii.


Artyleria legionowa

Po niepowodzeniu ofensywy austriacko-niemieckiej na Dęblin i Warszawę, w końcu października 1914 r. armia gen. Dankla wycofywała się na zachód, a wraz z nią 1 pułk piechoty Legionów Polskich, który miał za sobą bój pod Anielinem i Laskami stoczony 23-26 października.

Piłsudski nie zamierzał walczyć na obcym terytorium, lecz zarazem nie myślał o złożeniu broni. Chciał, by jego żołnierze bronili polskiej ziemi, pod Krakowem, a może w trudno dostępnych rejonach górskich, na Podhalu. Zdawał sobie sprawę, że jego pułk może zostać zniszczony. Liczył jednak, że ewentualna klęska oddziału – użył nawet słowa „hekatomba” – pozostawi trwały ślad w historii. Na postoju pod Wolbromiem Piłsudski podjął decyzję, by samodzielnie, bez zgody austriackiego dowództwa, maszerować na Kraków. Zdawał sobie sprawę, że jego decyzja z wojskowego punktu widzenia jest, jak to określił, wręcz „nonsensem i szaleństwem”, jednak podjął to wielkie ryzyko z powodów politycznych.


Narada sztabu Austriackiego 9.11.1914 r - obecny Marszałek Piłsudski

9 listopada 1914 r. do pułku, który znajdował się we wsi Krzywopłoty, dotarł rozkaz, by trzy bataliony i kawaleria dokonały rozpoznania między Żarnowcem i Miechowem. Honor i poczucie żołnierskiego obowiązku nie pozwoliły Piłsudskiemu na niewykonanie tego rozkazu, choć wiedział, że traci cenne godziny, podczas których droga odwrotu na Kraków przez korytarz między wojskami rosyjskimi i austriackimi, mogła przestać istnieć.


Biwak legionistów pod Krzywopłotami

Piłsudski postanowił wykonać powierzone zadanie, lecz zdecydował, że już nie wróci i będzie wycofywał się w kierunku Krakowa. Wybrał bataliony I, III i V. Było w nich najwięcej żołnierzy, który w sierpniu 1914 r. wymaszerowali z Oleandrów, a dwa bataliony (I i III) doskonale sprawdziły się w boju pod Anielinem i Laskami. Bataliony IV i VI pozostały na pozycjach pod Krzywopłotami, obsadziwszy wzgórze Święty Krzyż z ruinami klasztoru, dominujące nad doliną rzeki Przemszy, w której znajdowały się wieś Załęże i las domaniewicki. Była to zatem dogodna pozycja obronna.


15 listopada od strony Domaniewic pojawiła się dywizja strzelców syberyjskich. 17 listopada przyszedł rozkaz zaatakowania rosyjskich stanowisk. W nocnym ataku wzięły udział trzy kompanie wybrane z obu batalionów. Brnąc przez rozmokły teren doszły do Załęża i wdały się w walkę z nieprzyjacielem. Pozbawione jednak wsparcia Austriaków, musiały się wycofać, mając kilku zabitych i rannych. Wśród tych ostatnich był dowodzący atakiem mjr Mieczysław Trojanowski.

Następnego dnia ponowiono atak na Załęże, tym razem siłami VI batalionu. Jeszcze przed osiągnięciem wsi kule dosięgły porucznika Stanisława Paderewskiego, w cywilu inżyniera górnictwa, przyrodniego brata Ignacego Jana Paderewskiego, wybitnego pianisty i kompozytora. Śmiertelnie ranny porucznik zdążył jeszcze wydać rozkaz, by kompanię poprowadził dalej plutonowy.

Gdy legioniści wkroczyli do Załęża i zaczęli się w nim okopywać, wieś dostała się pod ostrzał rosyjskiej artylerii. Największe straty poniosła kompania osiemnastoletniego porucznika Leopolda Kuli. I tym razem zawiedli Austriacy, którzy mieli współdziałać z legionistami.

Sytuację uratowała artyleria legionowa kpt. Ottokara Brzozy. Oddział dysponował przestarzałymi, wyciągniętymi z austriackich magazynów, armatami kal. 70 mm wz. 1875, mimo to odparł potężny ostrzał rosyjskiej artylerii. Dzięki temu żołnierze VI batalionu mogli się wycofać spod nieprzyjacielskiego ognia. Tego dnia oddział Brzozy oddał pierwsze w tej wojnie strzały, co dowódca w mowie do żołnierzy opisał jako „pierwsze od czasów Powstania Styczniowego strzały artylerii polskiej”, nie wiedząc jednak, że kilka dni wcześniej w Karpatach zaczęły strzelać armaty I dywizjonu z grupy taktycznej gen. Karola Trzaski-Durskiego.


Otokar Brzoza 

Bataliony uczestniczące w walce pod Krzywopłotami poniosły bardzo duże straty: według Józefa M. Musiałka - 49 zabitych i 121 rannych na 440 uczestniczących w ataku. Znakomita większość spośród nich należała do VI batalionu.


Załęże - po bitwie

Po zakończonej walce sanitariusze oraz ochotnicy pod dowództwem kapitana Kazimierza Piątka poszli na pobojowisko, by, mimo rosyjskiego ostrzału, zabrać rannych żołnierzy. W jego kompanii było wielu rannych i zabitych.

Zbieranie rannych i zabitych

19 listopada do ataku ruszył austriacki 32 pułk obrony krajowej, złożony w przygniatającej większości z Polaków. Pułk zdobył rosyjskie pozycje w lesie domaniewickim. W dzień późnej legionowe bataliony zostały wycofane spod Krzywopłotów.

Listopadowe walki oddziałów legionowych kolejny raz potwierdziły wartość bojową polskiego żołnierza. Przemarsz przez Ulinę Małą, znany także jako manewr lub operacja Ulina Mała, był momentem przełomowym dla samego Józefa Piłsudskiego jako dowódcy wojskowego. Bitwa pod Krzywopłotami zaś została przez niego nazwana legionowymi Termopilami. W 1920 r. z jego inicjatywy na cmentarzu w Bydlinie, gdzie pochowano poległych, odsłonięty został pomnik - kilkumetrowy kamienny krzyż zdobiony legionowymi symbolami.


Pomnik Legionistów w Bydlinie

 

Pięć lat później bitwa została upamiętniona na tablicach powstałego wówczas Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Pomnikiem bitwy jest także szkoła w Bydlinie wybudowana w 1937 r. z inicjatywy i za pieniądze legionistów. W 95. rocznicę bitwy mieszkańcy Bydlina postawili obelisk z krzyżem i dwoma tablicami. Na tablicach wyryto nazwiska poległych.   

 


 

Po bitwie pod Krzywopłotami oddziały podległe Józefowi Piłsudskiemu skierowały się do Krakowa, gdzie 19 grudnia 1914 zostały przeformowane w brygadę.

 

REKONSTRUKCJA BITWY POD KRZYWOPŁOTAMI

 

 

Opierając się na wielu źródłach historycznych

fakty o jurajskim epizodzie w drodze do wolnej Polski zebrał

Zbigniew Kaziród

 



Bibliografia:

  • J.M. Musiałek, Rok 1914. Przyczynek do dziejów Brygady Józefa  Piłsudskiego, Kraków 1915

  • J. Zaleski, My, Pierwsza Brygada. Zarys dziejów I. Legionu Polskiego w latach 1914-1917, Lwów 1939

  • VI Baon Pierwszej Brygady w bitwie pod Krzywopłotami, Warszawa 1936 

  • Internet     

sobota, 11 listopada 2017

 

99 lat temu, 11 listopada 1918 r., Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo podległych jej wojsk polskich. Tego samego dnia Niemcy podpisały zawieszenie broni kończące I wojnę światową. Po ponad 120 latach Polska odzyskiwała niepodległość.



W Warszawie od września 1917 r. działała powołana przez Niemcy i Austro-Węgry Rada Regencyjna. Jej członkami byli książę Zdzisław Lubomirski, arcybiskup Aleksander Kakowski i hrabia Józef Ostrowski. W grudniu 1917 r. Rada Regencyjna utworzyła gabinet ministrów, na czele którego stanął Jan Kucharzewski.

Na początku listopada 1918 r. regenci zdawali sobie sprawę, że ich polityczna rola dobiega końca i starali się powołać rząd, który miałby szerokie poparcie społeczne i któremu mogliby oddać władzę z przekonaniem, że w możliwie krótkim czasie przeprowadzi on wybory do Sejmu.

Sytuację polityczną w Warszawie zmieniło w sposób zasadniczy przybycie 10 listopada 1918 r. specjalnym pociągiem z Berlina uwolnionego z twierdzy magdeburskiej Józefa Piłsudskiego.

 


Generalny Gubernator gen. Hans von Beseler potajemnie opuścił miasto, a Polska Organizacja Wojskowa razem z żołnierzami Polskiej Siły Zbrojnej, będącej pod rozkazami Rady Regencyjnej, przystąpiły do rozbrajania stacjonujących w Warszawie oddziałów niemieckich. Na ogół akcja rozbrajania przebiegała bez walki, choć zdarzały się również ostre starcia. Do zaciętych walk doszło m.in. przy opanowywaniu Ratusza i Cytadeli.

Przyjazd Piłsudskiego do Warszawy wywołał powszechny entuzjazm jej mieszkańców i tylko o jeden dzień wyprzedził wiadomość o tym, że w okolicach Compiegne delegacja rządu niemieckiego podpisała zawieszenie broni, które kończyło działania bojowe I wojny światowej.

11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna "wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednolicenia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju" przekazała władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu.



Trzy dni później Rada Regencyjna rozwiązała się, oświadczając jednocześnie, iż "od tej chwili obowiązki nasze i odpowiedzialność względem narodu polskiego w Twoje ręce, Panie Naczelny Dowódco, składamy do przekazania Rządowi Narodowemu".

Cztery dni później 22 listopada 1918 r. nowy rząd opracował, a Piłsudski zatwierdził "Dekret o najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej". Na mocy tego dekretu, który był swego rodzaju ustawą zasadniczą, Piłsudski obejmował, jako Tymczasowy Naczelnik Państwa "Najwyższą Władzę Republiki Polskiej" i miał ją sprawować do czasu zebrania się Sejmu Ustawodawczego.

Listopad 1918 r. był dopiero początkiem budowy niepodległej Polski i początkiem walki o jej granice. 29 listopada 1918 r. Piłsudski zwracając się w Belwederze do grona najbliższych współpracowników tak mówił o odzyskanej niepodległości:

"Jest to największa, najdonioślejsza przemiana, jaka w życiu narodu może nastąpić. Przemiana, w której konsekwencji powinno się zapomnieć o przeszłości; powinno się przekreślić wielkim krzyżem stare porachunki (...) A czas przed nami jest krótki i tylko wspólnym wysiłkiem możemy zadecydować, na jakiej przestrzeni, w jakich granicach naszą wolność obwarujemy i jak silnie staniemy na nogach, zanim dojdą z powrotem do siły i pełnego głosu sąsiedzi ze wschodu i z zachodu"

wtorek, 07 listopada 2017

Opcja na życie bez stresu

 

 

Waldek ma żonę i piątkę dzieci. Oboje są bezrobotni. Ciężka sytuacja prawda?

Waldek ledwo skończył podstawówkę, a później posiedział trochę z kumplami na ławce, bo co miał robić?

Waldek jest leniwy, do ciężkiej pracy nie pójdzie, a dobrze płatnej nie dostanie, bo nie chciało mu się uczyć.

Ale Waldek nie jest głupi.

Wziął ślub z koleżanką i narobił dzieci.

Na początek dostali mieszkanie socjalne od gminy, bez czynszu oczywiście, dostają również co miesiąc 1100 zł. zasiłku dla bezrobotnych, do tego 2000 zł. za "500+" i 500 zł. zasiłku socjalnego, bez dodatków.

Z pomocy społecznej i Caritasu dostają ubrania, jedzenie, węgiel, sprzęt RTV i AGD, pomoce szkolne dla dzieci i kolonie oraz zajęcia pozaszkolne.

Waldek nie robi nic, bo nie musi. Czasami jak znudzi mu się przepijanie z kolegami nie swoich pieniędzy to pojedzie na kilka miesięcy do Holandii na sadzonki, gdzie pościemnia trochę za 1000 euro miesięcznie "na czarno".

Jego żona jak się bardzo nudzi to zajmuje się robieniem fryzur i paznokci koleżankom, oczywiście też na czarno, oraz sprzedawaniem znajomym nadwyżek wszystkiego co dostają z Caritasu.

Dzięki "dobrej zmianie" Waldek nie płaci też podatków bo wzrosła kwota wolna właśnie tylko dla tych na zasiłkach.

Od przyszłego roku będzie miał darmową opiekę medyczną, mimo że nie jest ubezpieczony, a w przyszłości emeryturę "obywatelską", mimo że nie płaci składek.

Waldek czasami lubi się pośmiać z tych którzy sponsorują mu życie, chociaż po piwku zawsze nawyzywa ich od złodziei i lemingów.

Waldek wie na kogo będzie znowu głosował... NA TYCH Z 500+ !!!

 

źródło - internety

czwartek, 02 listopada 2017

Rok 1587 po śmierci Stefana Batorego , królem wybrany zostaje Zygmunt III Waza jego kontrkandydatem do tronu polskiego był austriacki arcyksiążę Maksymilian Habsburg. Habsburg wkroczył do Polski kierując się na Kraków. Po nieudanej próbie zdobycia Krakowa Maksymilian rusza na północ i w połowie grudnia 1587 r. staje pod murami zamku w Olsztynie.

Obroną zamku , którego załoga liczyła 80 żołnierzy dowodzi starosta olsztyński Kacper Karliński herbu Ostoja. Wojsko austriackie przepuszcza szturm i zostaje odparte , podobnie kończą się kolejne ataki. Zrezygnowany

 

Maksymilian zamierza zwinąć oblężenie gdy na iście diabelski pomysł wpada jego poplecznik Stanisław Stadnicki "Diabłem łańcuckim" zwany. Stadnicki uderza na dwór Karlińskiego w Karlinie (dzisiaj przedmieścia Zawiercia, woj. śląskie) pali go, rabuje i porywa jego 6 letniego syna z piastunką. Dziecko zostaje użyte jako żywa tarcza podczas kolejnego szturmu wojsk austriackich, obrońcy zamku na ten widok zamierają , Kacper Karliński krzyczy :"Wpierw byłem Polakiem niż ojcem" i odpala działo, dziecko ginie na miejscu. Wszystkie działa zamkowe zarzucają atakujących ogniem, ostatni szturm zostaje odparty a oblężenie zwinięte. Pogrążony w rozpaczy Karliński odmawia przyjęcia godności i zaszczytów, po 3 latach umiera. A o jego bohaterstwie piszą m.in. Fredro, Syrokomla, Władysław Bełza, Damrot i inni. 

 

 

FAKTY!!!

 

Kasper Karliński był synem Abrahama, przeszedł do legendy ze względu na obronę Olsztyna w roku 1587 przed wojskami arcyksięcia austriackiego Maksymiliana Habsburga, pretendenta do tronu polskiego po śmierci Stefana Batorego.

Karliński miał ośmiu synów, z których siedmiu zmarło lub zginęło w ròżnych wojnach. Do legendy przeszedł kiedy z załogą liczącą 80 żołnierzy bronił Olsztyna przed próbą zdobycia go przez wojska Maksymiliana Habsburga. Najpierw odmówił propozycji Maksymiliana wyniesienia do godności senatora jeżeli podda on zamek, potem kilkukrotnie odpierał ataki wojsk austriackich. Widząc że oblężenie zamku nie daje przewidywanego skutku, arcyksiążę Maksymilian najechał - za pomysłem swego poplecznika Stanisława "Diabła" Stadnickiego - na posiadłości Karlińskiego, paląc je i porywając mu 6-letniego syna. Dziecko zostało następnie użyte jako żywa tarcza podczas kolejnego szturmu wojsk Maksymiliana. Kiedy załoga zamku się zawahała, Karliński sam odpalił działo, wymawiając słowa: "Wpierw byłem Polakiem niż ojcem". Dziecko zginęło na miejscu, wszystkie działa zamkowe ostrzelały następnie atakujących ogniem artylerii i ostatni szturm został odparty. Oblężenie zostało zwinięte, a arcyksiążę Maksymilian ruszył na Kraków. Pogrążony w żalu Karliński odmówił przyjęcia godności i zaszczytów, niedługo potem umarł. Wydarzenia te znalazły swój wyraz w twórczości m.in. Aleksandra FredryWładysława Syrokomli czy Władysława Bełzy.

 

Ku pamięci postaci Kaspra Karlińskiego odbywa się coroczny Rajd Śladami Kacpra oraz od roku 2008 Turniej o szablę Kacpra Karlińskiego.

 


niedziela, 29 października 2017

 

PODANIE

 



Uprzejmie proszę o przyjęcie mnie w charakterze wydajnego pracownika w poczet sygnalistów RP.


Prośbę swoją uzasadniam tym, że bardzo odpowiadałaby mi praca sygnalisty IV RP. Poza tym mam temperament, charakter i inne predyspozycje do sprawowania tej, jakże zaszczytnej funkcji.


Pragnę dodać, że co prawda nie mam doświadczenia praktycznego, ale szybko się uczę – zapewniam. Jeżeli zaś chodzi o przygotowanie teoretyczne, to jestem bardzo dobrze przygotowany do tej pracy. Swoją wiedzę teoretyczną czerpałem z wszystkich dostępnych mi informacji na temat: Volksdeutsche (po polsku folksdojcz), goralevolk (to tacy górale w czasie wojny ze swastyką w klapie, ale byli też bez swastyki w klapie), tajnych (TW) i jawnych współpracowników PRL-owskich służb specjalnych.

Moim niedoścignionym wzorem do naśladowania są panowie: Kryże, Piotrowicz, Jasiński. Państwo Przyłębscy „Wolfgang”. Podsumowując, praca „sygnalisty IV RP” to zajęcie w sam raz dla mnie, od zawsze czułem powołanie do tej pracy, a odpowiednie wynagrodzenie oraz gwarancja nieusuwalności z pracy zdopingują mnie jeszcze bardziej.


Aby nie pozostać gołosłownym, pragnę już dzisiaj złożyć kilka doniesień, jako próbka mojego od zawsze zaangażowania, oddania i poświęcenia dla jedynej słusznej siły naszego narodu.


1. Informuję, że nazwisko, którego nigdy nie wyjawiłem służbom specjalnym PRL pomimo wielokrotnych przesłuchiwań mnie brzmiało – Andrzej Rudnik.


2. Pragnę poinformować, że niejaka MM (profesor jednej z uczelni, nazwisko rozwinę kiedy zostanę już „sygnalistą IV RP”) często opowiada o metodach manipulowania społeczeństwa przez obecny Rząd. Jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ ładnie i logicznie mówi oraz jest przekonująca w swoich wypowiedziach. Bardzo trudno walczyć z jej argumentami. Poza tym prawdopodobnie będzie się ubiegała o kandydowanie w najbliższych wyborach. Jest zdecydowaną przeciwniczką obecnej władzy i obecnej jedynej słusznej siły narodu. 


3. Niejaki WM (jeden z liderów UED). Nazwisko rozwinę, kiedy zostanę „sygnalistą IV RP”. Sprawny mówca. Miły dla ucha tembr głosu. Uwielbiają go słuchać szczególnie kobiety. Poza tym przekonujący, dlatego niebezpieczny dla jedynej słusznej siły narodu. Dużo, bardzo dużo mówi. Proponowałbym zamknąć. Do wyborów. Jak posiedzi to zmądrzeje.


4. Mój sąsiad, niejaki Jerzy Kapuściński. Pojechał służbowym samochodem na prywatny pogrzeb. Oceniam, że koszt paliwa i amortyzacja samochodu to kwota ok. 800 zł. Gorliwy przeciwnik obecnej jedynie słusznej siły narodu. Nie informowałbym, gdyby był naszym zwolennikiem i miałbym gwarancję, że na nas zagłosuje.


5. Marianna Stępień. Wczoraj przyniosła z pracy, gdzie jest zatrudniona jako kasjerka 17 spinaczy biurowych (mogło być znacznie więcej, ale nie miałem okazji zajrzeć do jej torebki), 2 wkłady do długopisu (też mogło być więcej w torebce). Po powrocie do domu, w mojej obecności opowiadała dowcipy na temat naszej jedynej słusznej siły narodu. Z przyczyn oczywistych również śmiałem się z tych dowcipów, ale informuję, że przychodziło mi to ogromnie ciężko.


6. Andrzej S pracownik jednej ze stacji benzynowych. Klientom opowiada nagminnie dowcipy ośmieszające obecną, jedyną słuszną siłę naszego narodu. Gdyby pracował gdzie indziej, ale on tam ma kontakt z co najmniej 100 klientami dziennie. Widziałem kiedyś, jak kilka dowcipów opowiadał wycieczce. jakieś 60 osób. Cały autokar go słuchał uważnie. 


7. Stanisław A. Ten to dopiero zaangażowany po niewłaściwej stronie. Działacz KOD. O nim opowiem w specjalnym raporcie.
Biorąc powyższe pod uwagę, zbliżające się wybory, moje zaangażowanie, doświadczenie i chęć pracy, uprzejmie proszę o niezwłoczne zatrudnienie mnie na stanowisku „sygnalista IV RP” dla obopólnego zadowolenia.

PS: przepraszam, że Naród pisałem małą literą, ale w tej sytuacji … Poza tym mogłem nie wiedzieć. W końcu zadaniem „sygnalisty IV RP” nie jest ortografia......

 


czwartek, 26 października 2017

 

"ELYTY" ZAWSZE TWORZĄ CIEMNY LUD !!!

 


Prawo i Sprawiedliwość zawarło wiele lat temu sojusz z polskim chamem.

Nie z przedstawicielem polskiego ludu, który ma określone aspiracje i tak samo jak za Kościuszki, jak w czasie powstania styczniowego, czy w okresie międzywojennej Polski, łaknie modernizacji i oświaty dla swoich dzieci czyli po prostu zasobniejszego bytu - ale sojusz właśnie z polskim chamem.

Cham - czyli prymityw niezdolny do rozumienia czegokolwiek i dlatego zawsze łaknący prostych, często spiskowych wyjaśnień swojej nędzy, sfrustrowany sobą samym i tym, jak traktują go inni (popełniający od stuleci ten sam grzech wobec chama, grzech zaniechania i pogardy).

Cham nienawidzący wszystkich elit i spragniony przynależności do jakiejś wspólnoty, bez zaangażowania w to osobistego wysiłku, niejako z klasowego lub rasowego automatycznego przydziału.

Ten cham właśnie stanowi o sile bolszewików polskiej prawicy.

Wszystko jedno, czy rzeczywistość wyjaśni mu Ojciec Dyrektor Rewolucjonista razem z Robespierrem Pospieszalskim, czy zrobi to sam Jarosław Kaczyński, cham jest gotowy na uwiedzenie.

Polski cham chce bezpieczeństwa z daleka od odpowiedzialności, wolności i od debat, również tych toczonych przez „rewolucjonistów”.

Wizja świata musi być prosta i zawsze zawierać element tłumaczący status chama: jego nieudaczność i biedę.

Polski cham nie zna historii Polski. Nie zna, bo nigdy się jej nie nauczył, nawet jeżeli ktoś nauczyć go jej próbował.

Historia Polski nie jest zresztą dobra dla bolszewickiego planu. Za dużo w niej nagłych zwrotów akcji, niejednoznaczności i finezji. Za dużo idei, często sprzecznych ze sobą, właśnie wieloznacznych, nie dających się wepchnąć w ramy jednej definicji.

Dla polskiego chama trzeba stworzyć prostą, jedynie słuszną historię i wpisać w nią rolę przewodnią pislamu tak, aby cham był w stanie ją przełknąć bez czkawki ... i ostatecznie wyrzygać. 

Zamroczony rzyganiem niestrawnej potrawki polski cham nie ogarnie na czas, że miał w garści złoty róg i gdy przetrze gębę pragnień z resztki złudzeń zauważy jedynie sznur ...

 


niedziela, 10 września 2017

KONIA Z RZĘDEM TEMU KTO WSKAŻE I POWIE

KIEDY I JAK UKSZTAŁTOWAŁA SIĘ OSADA W BZOWIE

 

 

 

Na pytanie kiedy i w jakich okolicznościach powstał Bzów nie ma do tej pory odpowiedzi. Parafrazując język prawniczy-trwa proces przygotowawczy w którym zbierane są materiały a te są poddawane wnikliwej analizie. Wielokrotnie czytane są strzępy informacji z których niczym z puzzli będzie się dało może ułożyć najbliższy prawdzie obraz. Sprawa jest rozwojowa. Ile będzie się dało odtworzyć wygrzebując z odległej przeszłości? trudno rzec. Tyle tytułem krótkiego wstępu w formie żartobliwej naturalnie

Pomimo tego, iż nieznana jest na dzień dzisiejszy historia powstania naszej miejscowości .można pokusić się o wyznaczenie niejako ram czasowych w których można by osadzić przybliżoną datę narodzin. Jedna granica jest znana i potwierdzona dokumentem kościelnym z 1326 r (czytaj inne posty na
bzowskim blogu). Jest w nim zawarta krótka wzmianka mówiąca jednoznacznie o przynależności kościelnej wsi Bzów do parafii kromołowskiej.
Ponadto możemy dowiedzieć się o istnieniu innych osad wiejskich położonych i istniejących do tej pory w naszym pobliżu takich jak: Karlin, Żerkowice, Blanowice Skarżyce. Można zatem wyciągnąć wniosek- teren obecnej Jury miał w ówczesnym czasie zaawansowany stopień osadnictwa.
Rok 1326 to czas panowania króla Władysława Łokietka któremu udało się zjednoczyć odłączone od siebie przez prawie dwa stulecia dwie największe dzielnice Małopolskę i Wielkopolskę. Kontynuację dzieła ojca widać u króla Kazimierza Wielkiego panującego w latach (1333-1370) To jemu przypisuje się powstanie wielu warowni jurajskich ( najbliższe nam Morsko, Bobolice). Za jego czasów wzniesiono również murowany zamek ogrodzieniecki w zamian za warownię drewnianą która została spalona. Bzów za czasów panowania ostatnich Piastów już istniał. To jest fakt niepodważalny. Jak długa była jego wówczas historia? Tutaj natrafiamy na duże trudności. Sądzę, iż datę powstania można określić na połowę lub drugą połowę XIII wieku.
Jest rzeczą chyba mniej prawdopodobną by nasza osada powstała równocześnie z tymi najstarszymi w naszej okolicy jak Podzamcze Kromołów czy Skarżyce których powstanie określa się na czas panowania księcia Bolesława Krzywoustego żyjącego w latach 1086-1138. To raczej te grody zostały najwcześniej wzniesione a wokół nich poczęto zasiedlać okoliczne tereny co określane jest mianem kolonizacji.
Odnośnie Kromołowa oraz Skarżyc zachowały się historyczne dokumenty potwierdzające istnienie tych miejscowości w wieku XII. Najstarszy zapis historyczny odnoszący się bezpośrednio do Skarżyc pochodzi z 1105 roku w którym będący wówczas papieżem Kalikst II z pozwolenia polskiego władcy Bolesława Krzywoustego zatwierdza urzędowo wieś jako posiadłość benedyktynów z Tyńca.
Z 1193 roku pochodzi bulla Celestyna III w której to książę polski Kazimierz Sprawiedliwy zatwierdza nadanie Kromołowa jako posiadłości kanonikom regularnym przy klasztorze na Piasku we Wrocławiu co odczytywane jest niejako jako data powstania osady kromołowskiej choć można przypuszczać, że powstała ona ładnych kilka dziesięcioleci wcześniej. Istnieją legendy nie bezpodstawe mówiące o rycerzu Cromoli jako założycielu osady żyjącym za czasów Bolesława Krzywoustego.
Odnośnie Ogrodzieńca (ściśle biorąc Podzamcza) nie zachował się chyba żaden dokument dzięki któremu można określić ściślejszą datę założenia grodu. Najprawdopodobniej powstał on również za panowania Bolesława Krzywoustego i stanowił w tym czasie warownię obronną w pasie przygranicznym przylegającym do dzielnicy śląskiej. Pomijany jest tutaj fakt, iż odkrycia archeologiczne wskazują jasno że na terenie owych miejscowości istniało osadnictwo z okresu plemiennego zanim uformował się organizm państwa polskiego. Ślady takowe odkryto również przy naszej Skale Rzędowej o czym też można znależć krótkie informacje.Jednakże nie to jest tematem rozważań tego wpisu
Tak więc Kromołów jak i Żerkowice na początku swojego istnienia były własnością zakonów natomiast gród ogrodzieniecki był zapewne w rękach świeckich i należał bezpośrednio do księcia lub jego dzierżawcą był ktoś stanu rycerskiego którego imię nie zachowało się w historii. Żródła poświęcone zamkowi wspominają o Przedborzu z Brzezia herbu Zadora ale odnosi się to już do czasów póżniejszych-murowanego zamku wybudowanego za czasów Kazimierza Wielkiego o czym wspomniano wyżej w tekscie.
Może króciutkie przypomnienie historii naszych " sąsiadów" odbiega wydawać by się mogło od głównego tematu jednak można z jakimś prawdopodobieństwem założyć że panowie przyległych włości mogli być inicjatorami założenia naszej miejscowości a jednocześnie wówczas ich właścicielami. Czy byli to zakonnicy zamieszkali w Kromołowie, czy pan zamku ogrodzienieckiego czy może ktoś zupełnie inny? W tej materii rozlewa się ocean białych plam po których ciężko jest się poruszać a rolę steru może pełnić ludzka wyobrażnia mogąca zwieżć jak niegdyś Ameryka Krzysztofa Kolumba

Przy okazji może trochę o samej kolonizacji wiejskiej czyli zakładaniu i powstawaniu wsi w epoce średniowiecznej. Okres średniowiecza to czas gdzie ziemia jest podstawową miarą bogactwa a jej uprawa podstawą egzystencji i głównym żródłem dochodu.Tak więc wszelkie wysiłki czynione przez żyjących wówczas ludzi by mieć jej jak najwięcej są z ekonomicznego punktu uzasadnione. Książę (lub król) stojący na czele drabiny społecznej jako pan wszelkich włości na terenie na którym rozciągała się jego władza nadawał ziemię do użytkowania jako lenno duchowieństwu czy też rycerstwu na określonych prawach i warunkach. Najpowszechniejszymi obowiązkami wobec swego pana było płacenie czynszu za użytkowaną ziemię jak i też świadczenia w naturze (płody rolne inwentarz domowy) które zasilały jego spichlerz czy też stół. Ponadto stan rycerski czuł się zobowiązany wobec pańskiego dworu do wiernej służby wojskowej na wypadek wojny z czego zostało w drodze przywileju zwolnione duchowieństwo
Wiek XII a szczególnie XIII to okres rozkwitu kolonizacji na ziemiach polskich a co z tym jest ściśle związane zwiększenia nacisku na uprawę roli którą zaczęto coraz wyżej cenić Poczęto zagospodarowywać coraz to nowe połacie dotąd nieużytkowanej ziemi która nadawała się pod uprawę.Okolice naszej miejscowości ze względu na swe bliskie położenie wobec żródeł wody, bliskość lasu który dawał niezbędny materiał do budowy czy też zapewniał opał jak i w jakimś stopniu dostarczał pożywienie były dobrym terenem do osadzania się Jego wartość wzrastała również poprzez fakt iż na terenach tutejszej Jury przeważają gleby zwane rędziną które nadają się pod uprawę.
Zarówno stan rycerski jak i duchowieństwo dostawało wówczas często do zagospodarowania ziemie dziewicze nie ruszone wiejską sochą w postaci lasów, ugorów, które adoptowane były na grunty uprawne poprzez morderczy wyręb drzew wypalanie czy też ciężkie zaorywanie ziemi porośniętej do tej pory bujną łąką chwastów.Trudno jest sobie wyobrazić by sami duchowni czy też rycerze czynili to własnymi rękami. U zarania polskiego państwa tą ciężką pracę najczęściej wykonywali jeńcy pojmani podczas wypraw wojennych .Później byli to chłopi zwani kmieciami zamieszkujący polskie państwo a w wieku XIII zasiliła polskie ziemie siłą roboczą fala kolonizatorów przybyłych z Europy Zachodniej która była znacznie gęściej zaludniona w stosunku do Polski. Proces przeludniania się wsi na Zachodzie sprawił iż chłopi nie posiadający ziemi u siebie zaczęli napływać do naszego kraju szukając tutaj lepszych warunków. Najczęściej pochodzili oni z Niemiec lub też dzisiejszej Belgii.Chętnych do zagospodarowywania nowych terenów kmieci tych pochodzenia polskiego jak i obcego nazywano potocznie osadnikami a cały proces budowy zakładania przez nich nowych wsi na ściśle określonych prawach i obowiązkach lokalizacją. Znane są różne typy lokalizacji. Najczęściej odbywała się ona w wieku XIII jak i następnym na prawach niemieckich.Nie wnikając w szczegóły ogólne jej warunki miały stały kręgosłup wokół którego budowano całą otoczkę.Pan danej ziemi który mógł być samym władcą, rycerzem, biskupem czy też zakonem zawierał umowę lokacyjną z zasadżcą pełniącym rolę pośrednika między dworem a poddanymi kmieciami. Zasadżca wśród osadników był najważniejszy często po założeniu wsi stawał się sołtysem miał też z racji pełniącego tytułu szczególne prawa których nie posiadali chłopi np miał prawo do otworzenia własnej karczmy do prowadzenia ubojni zwierząt czy też czerpania dochodów z połowu ryb. Dodatkowo miał prawo do pobierania dla siebie 1/6 czynszu płaconego panu przez chłopów. Dostawał też do użytkowania więcej ziemi niż w ich przypadku. Jeśli chodzi zaś o nich wszyscy dostawali materiały i narzędzia potrzebne do wybudowania domu i budynków gospodarczych, dostawali równo po jednym łanie ziemi pod uprawę. Przy czym łan nie był jednostką precyzyjną jak to jest dziś przykładowo w przypadku hektara gdzie jego wielkość jest wszędzie stała. Istniały różne rodzaje łanów w Małopolsce stosowano łan frankoński który wynosił od 23 do 28 hektarów,na Mazowszu był szeroko rozpowszechniony łan chełmiński liczący około 17 ha.Ponadto w zamian za otrzymaną pod uprawę ziemię osadnicy byli zobowiązani do płacenia czynszu jak i do oddawania daniny w naturze.To były główne zobowiązania. Często byli zobowiązani również do pracy pańszczyżnianej -bezpłatnej pracy bezpośrednio na roli swojego pana - wymiar dni w średniowieczu wynosił od 3 do 6 dni a najczęściej wahał się od 2 do 4 dni rocznie Pożniej dopiero za czasów złotej wolności szlacheckiej rozmiar pańszczyzny urósł do niebotycznych rozmiarów od 1 do kilku nawet dni w tygodniu.( podstawą wymiaru pańszczyzny była ilość użytkowanej przez chłopa ziemi).
Prawo lokacyjne gwarantowało osadnikom tak zwany okres wolnizny czyli okres zwolnienia od zobowiązań na rzecz pana który mógł wynosić od 2 do maksymalnie 24 lat a zależne było to od warunków w których osadnik zasiedlał ziemię,czy była już gotowa pod uprawę czy też trzeba było ją przygotować między innymi karczując np las. Średnio jak twierdzą historycy wynosił około 8 lat. Był to czas na własne urządzenie się.
W Polsce w okresie średniowiecza dużą rolę kolonizacyjną pełniły zakony. Władcy chętnie sprowadzali na ziemie polskie zakonników nadając im ziemię. Byli to nie tylko często ludzie piśmienni znający j łaciński uchodzący wówczas na dworach europejskich za urzędowy ale również posiadający wiedzę w innych dziedzinach. Benedyktyni na przykład oprócz upraw winorośli zajmowali się też uprawami roślin leczniczych i przyrządzaniem lekarstw na ich bazie.
Duże znaczenie w kolonizacji ziem polskich miał szczególnie zakon cystersów specjalizujących się między innymi w budowie młynów wodnych, zakładaniu browarów, zakładaniu i hodowli stawów rybnych czy też budowie kużni wodnych
Nie jest rzeczą zatem dziwną, że i na naszych terenach bracia zakonni zapisali się w historii wspominanego już Kromołowa czy też Skarżyc.
Lokalizacja w średniowieczu nie oznaczała tylko procesu zakładania wsi czy miast pod budowę których nadawano osadnikom ziemię pod określonymi warunkami. Dokonywano też niejako zmian warunków lokalizacji dla istniejących już osad grodów, spisując nowy rodzaj umowy z panem ziemskim na którego ziemiach one stały a główne prawa i zobowiązania ludności już tam osiadłej nie różniły się zasadniczo od tych które nadawano i którymi obarczano ludność napływową pełniącą rolę osadników.

Wracając do Bzowa jest  możliwie za uznanie potencjalnych założycieli osady w osobie książąt Konrada Mazowieckiego jak i Henryka Brodatego należy im poświęcić nieco uwagi. Dla obydwóch znaleźć można wspólny mianownik. Obydwaj popierali rozwój kolonizacyjny.Ten pierwszy jako wieloletni książę Mazowsza próbował zasiedlać dzielnicę mazowiecką głównie ze względów politycznych. Dzielnica bezpośrednio stykała się z pogańskimi Prusami nękającymi ciągle tereny przygranicze i pustoszącymi jego tereny. Kolonizatorzy niejako stanowiliby pierwszą linię frontu rodzaj bufora bezpieczeństwa dla wnętrza dzielnicy. Ze względu na ciągłe zagrożenie najazdami proces osadnictwa przebiegał tam opieszale. Ten drugi książę jako pan ziemi śląskiej kolonizował swe ziemie z myślą o rozwoju gospodarczym. Był inicjatorem lokalizacji wielu miast oraz wsi. Za jego panowania na polskie tereny napłynęło wielu niemieckich osadników cieszących się względami na polskim dworze co nieraz poczytywano za złe zarzucając nadmierne zniemczanie Śląska.Obu łączy też tron krakowski o

którego zaciekle ze sobą rywalizowali. Okres ich życia (Konrad Mazowiecki żył w latach 1188-1247 Henryk Brodaty zaś urodził się ok 1170 a zmarł w 1238 roku) przypadł na rozbicie dzielnicowe Polski kiedy to książęta polscy jako władcy poszczególnych dzielnic walczyli o zdobycie Małopolski wraz z Krakowem wchodzącej w skład tak zwanej dzielnicy senioralnej. Mówiąc językiem prostym kto zasiadał w Krakowie jako pan Małopolski czuł się niejako najważniejszym pośród wszystkich a panowanie tam na książęcym tronie miało znaczenie prestiżowe. Henrykowi Brodatemu udało się opanować tron krakowski między innymi w 1231 roku. Konrad Mazowiecki zasiadał zaś w stolicy Małopolan dwukrotnie w latach 1229-31 i 1241-1243.
Wspominam o ich panowaniu gdyż jak wiadomo nasze tereny należały wówczas do Małopolski a książęta owi jako suwereni tych terenów mogli w krótkich co prawda latach panowania prowadzić politykę kolonizacyjną również na naszych ziemiach Który z tych dwojga pasowałby bardziej? Dla mnie osobiście bardziej przemawia w tej kwestii Konrad Mazowiecki z dwóch względów. Po pierwsze faktycznie część drogi wijącej się na naszym terenie nazywana jest drogą mazowiecką co można odnieść do jego osoby gdyż postrzegany jest głównie w historii jako pan dzielnicy Mazowsze. Po drugie snuje mi się po głowie taka myśl- jest rzeczą w jakiś sposób prawdopodobną, że nasza miejscowość powstała po najedżdzie Tatarów na Polskę które miało miejsce zimą i wczesną wiosną 1241 roku a w tym czasie Henryk Brodaty już nie żył> Natomiast Konrad sprawował jako książę krakowski wówczas władzę poprzez ten fakt i na naszym terenie.
O najeżdzie tatarskim lakonicznie wspominają zapiski kromołowskie jak i te dotyczące ogrodzienieckiego zamku. Warownia drewniana w Kromołowie całkowicie spłonęła tak jak i zbudowany tam również z drewna kościół Św Mikołaja. To samo odnosi się grodu ogrodzienieckiego. Wygląda na to, że bestialscy Tatarzy przeszli niczym burza puszczając z dymem napotkane osady również przez naszą okolicę i być może popędzili na swych azjatyckich koniach drogą łączącą Kromołów z obecnym Podzamczem. Należy też przypuszczać że skoro podążyli tą drogą nie oszczędziliby i Bzowa. Spalenie kolejnej wsi nie sprawiłoby dużo kłopotu- jak podają historycy ów okres zimowy roku 1241 był prawdopodobnie bardzo ciepły tak więc płonąca strzała puszczona z łuku na bezśnieżną suchą strzechę drewnianych budynków powodowała łatwy pożar. Jednakże ze względu na brak jakiejkolwiek na ten temat wiedzy o naszej miejscowości można rozumować dwojako istniała już wówczas lub jej jeszcze nie było. Dla mnie bardziej przemawia ta druga teza o jej nieistnieniu.

Można śmiało rzec,iż oprócz zniszczeń materialnych były zapewne i straty w ludziach, część ludności która nie zdołała zbiec ukryć się gdzieś została zabita. Natomiast po wichurze tatarskiej nastąpił okres odbudowy zdewastowanych osad a być może i okres zakładania nowych czego przykładem jest być może i Bzów. Na Konrada Mazowieckiego sprawującego w tym czasie władzę księcia ziemi krakowskiej być może spadł i obowiązek odbudowy ze zniszczeń wojennych i tej części kraju a w tym jako pan Mazowsza zmagający się ciągle z Prusami miał doświadczenie. Nie jest też rzeczą do ustalenia czy pierwszymi naszymi krajanami byli mieszkańcy okolicznych terenów zdecydowani zamieszkać w nowej osadzie czy też byli to osadnicy sprowadzeni całkowicie z innych regionów kraju. Dla mnie jest rzeczą mało prawdopodobną by byli to osadnicy zza granicy. Imiona rodowe szlachty mającej siedlisko w Bzowie pojawiające w następnych wiekach brzmią całkiem polsko. Jednak jak to wszystko wyglądało? Bardzo ciężko jest powiedzieć

 

Grzegorz Leks

 

 

 

Bzowski - prastara szlachta zagrodowa, rodzina rycerska, stara linia Ostoi używająca przydomku Janota dla odróżnienia od Innych rodzin o nazwisku Bzowski. W XVIII wieku, z niewiadomych powodów, Józef Janota Bzowski używał herbu Nowina i tak też zostało aż do dziś. Tymsamym rodzina Janota Bzowskich jest rodem z Ostoi ale pieczętuję się herbem Nowina mając zarazem wszelkie prawa do pieczętowania się swoim prastarym herbem Ostoja. Barones regni w Koronie.

 

Krótki rys historyczny  -  Jan z Bzowa przezwany Janota, żyjący w latach 1388-1419, zostawił synów Macieja, Jakóba, Mikołaja i Jana, w 1432 r. zwanymi potocznie Janotami i który to przydomek przeszedł na dalsze pokolenia.

Rodzina Janota Bzowskich była przez stulecia w posiadaniu licznych majątków rodzinnych w różnych regionach Rzeczypospolitej.

Aleksander, ożeniony z Elżbietą z Opatkowic Janowską, będąc chorym spiął testament ale że wyzdrowiał testament nie doszedł do skutku. Jednak w r. 1644 został zabity przez szwagrów Janowskich i Piotra Bogusławskiego w najeżdzie na Pełcznicę. Zostały po nim trzy córki i jeden syn, wśród nich Teresę Janocianke Bzowską. Marcyan Janota Bzowski syn Stanisława, porwał w r. 1664 krewną swoją Teresę Janociankę Bzowską, córkę Aleksandra i się z nią ożenił, co nie należy do wyjątku w historii Rodu Ostoi. Proces zakończył się ugodą w r. 1668 a niedługo potem urodzili się synowie Franciszek i Aleksander w majątku rodzinnym Połaniec. Ta linia wylegitymowała się w Królestwie z herbem Ostoja w r. 1845 jako potomkowie Jana, dziedzica Mietła.

Tekst zaakceptowany po mojej korekcie na Wiki!

Inne wpisy z dotyczące rodziny Janotów Bzowskich z podanymi tekstami źródłowymi są dostępne na moim blogu. 

 

http://bzow.blox.pl/2015/07/HISTORIA-RODU-BZOWSKICH-I-BZOWA-POCZATKI.html  

 

Jako ciekawostkę przedstawiam herb jednego z zapomnianych, a najsłynniejszych rycerzy polskich Ścibora ze Ściborza herbu Ostoja, gdzie dochodzimy do wątków węgierskich i słowackich rodu Ostoja.

Postać mało znana w powszechnej historii za sprawą naszego kronikarza, Jana Długosza, króry wsławiał tylko zasługi i postać Zawiszy Czarnego.

 

 


 

 

środa, 06 września 2017

 

Istnieje różnica między pewnością siebie a zwykłą zarozumiałością.

Ta druga zwykle wynika z braku tej pierwszej !

 

 

Rozwijając temat.

 

Pewność siebie to przede wszystkim życie w zgodzie i harmonii z samym sobą nie oznaczające rezygnacji z ciągłego samodoskonalenia. Pewności siebie to postawa swobodna, lub jak wolisz, “luzacka”  , to charyzma, która porywa wszystkich dookoła, sposób mówienia, poruszania się i gestykulacji, spokój, opanowanie, uprzejmość i serdeczność. Pewność siebie to sztuka bycia szczęśliwym i świadomość, że gdy sam jesteś szczęśliwy wszyscy wokół są szczęśliwi. Pewność siebie to nie gruby portfel, a uczciwość, ciężka praca, ambicja, inteligencja nabyta i wyuczona. cel, do którego dążysz i pasje, które z radością realizujesz. Człowiek pewny siebie jest przekonany o tym, co mówi i robi.

Zarozumialec jest mdły i nijaki, powiela bezmyślnie zachowania wyimaginowanych wzorców. To typowy egocentryk, nadęty bufon, traktujący innych ludzi protekcjonalnie, ponieważ dzięki temu czuje się ważniejszy i lepszy od nich. To człowiek pełen kompleksów skrywanych pod sztuczną maską, któremu brak wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa i zadowolenia z siebie. Taki typ wyładowuje swoje wewnętrzne frustracje na innych, by czuć, że prawdziwie żyje - I NIE DAJ BÓG, ŻE JEST TWOIM PRZEŁOŻONYM LUB PEŁNI WAŻNE STANOWISKO.



Jedno jest pewne - ludzie pewni siebie mają przewagę nad powątpiewającymi i płochliwymi, ponieważ są w stanie inspirować innych i wprawiać rzeczy w ruch. Najlepiej ujął to Henry Ford, mówiąc: „Jeśli uważasz, że coś potrafisz lub że czegoś nie potrafisz, na pewno masz rację”. Bądź zatem własnym źródłem szczęścia, nie osądzaj pochopnie innych, częściej słuchaj niż mów, szukaj małych zwycięstw, nie szukaj taniego poklasku, nie bój się podejmować ryzyka i popełniać błędów, ciesz się z sukcesów własnych i innych, nie bój się pytać i prosić o pomoc, BĄDŹ SOBĄ - A NIE ZŁODZIEJEM CUDZEJ MASKI!!! ......  

 

Zbigniew Kaziród



poniedziałek, 04 września 2017

POMIĘDZY TYM KIM JESTEM 

A TYM KIM CHCIAŁBYM BYĆ

ODWIECZNA WALKA

DWA ŻYWIOŁY

OGIEŃ I WODA

DWA ŚWIATY

JAWA I SEN

TO WZWYŻ

TO W NIŻ

SIĘ MIOTA

BĘDĄC

 


 

 

Między / pomiędzy!

Myśl będąca natręctwem od niepamiętnych lat.

Chciałeś podbić nowe lądy, do nowych portów płynąć.

Rzuciłeś się wpław spontanicznie z nadzieją na lepszy świat. 

Po środku oceanu rozpaczy brakuje ci sił, by dopłynąć do zamierzonego celu i nie masz ich by wrócić z powrotem.

To widzą me oczy obłędne, wcale nie niebieskie, a pieskie i wrze skołatany mózg w biednej głowie.

Na jawie i we śnie.

Między ustami, które nigdy nie dotkną brzegu pucharu

Głodnymi, spierzchniętymi ustami ...

... które jednak czując są.

 

Nieprzypadkowe wynurzenia na dzisiejszy dzień/noc jawę/sen


sobota, 02 września 2017

 

 

Onegdaj zamieściłem na blogu wpis "KMICIC, SAPIEHA I PLATFORMERSKIE KIEJDANY!" Michała Karnowskiego, który był wyrazem mojego niesmaku wobec ówczesnych elit zarządzających Polską bez wsłuchiwania się w głos Narodu (przypomnijmy, że wszystkie obywatelskie projekty ustaw wylądowały w tym okresie w koszu). 

Podsumowaniem było pytanie: 

"Czy jest w Polsce jaki Kmicic, którego to naprawdę oburzy? Kiedy i czy w ogóle nadciągną pod platformerskie Kiejdany wojska wojewody witebskiego Pawła Sapiehy?"


http://bzow.blox.pl/2013/10/KMICIC-SAPIEHA-I-PLATFORMERSKIE-KIEJDANY.html


Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że zamiast Kmicica pojawił się Azja Tuhajbejowicz (postać fikcyjna, ale z wielkim prawdopodobieństwem wzorowana na Aleksandrze Kryczyńskim), który żywot swój haniebny skończył na palu. 

 

 

Lekturą narodowego czytania w 2017 roku jest "Wesele" !!!

Nie rozumiem dlaczego ... ?! Czyżby "pijar lepszej zmiany" nie rozumiał lektury i jej przekazu.

Pierwszy w historii polskiej literatury dramat science - fiction (z wątkami political - fiction) poruszający dogłębnie nasze kwestie narodowe jakże aktualne po 116 latach od krakowskiej premiery.

Dziś karykaturalnie i beznamiętnie czytany przez obecną parę prezydencką RP nie widzącą i nie chcącą dostrzegać, że obecny krzak róży może zrzucić słomę, może zabrzmieć Dzwon Zygmunta, zadmie społeczeństwo w złoty róg i spadnie czapka z piór "lepszej zmiany", a chata bronowska stanie się własnością narodu !!!

 

 

KONKLUDUJĄC!

Czy złota podkowa odłożona na szczęście przez gospodynię i schowana do skrzyni "na zaś" odnajdzie się właśnie teraz ... 


 

Zbigniew Kaziród i mój kawałek podłogi.


 


sobota, 26 sierpnia 2017

 

 

56 dni postoi popiersie generała Jerzego Ziętka w budynku Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. W piątek, 21 października 2017 roku w życie wchodzi ustawa nakazująca usunięcie m.in. pomników Jorga. Z kolei do 2 grudnia wojewoda musi wskazać nowych patronów ulic. W kolejce patronów: Maria i Lech Kaczyńscy.

Miasta deklarują, że gen. Jerzy Ziętek pozostanie patronem śląskich ulic, rond i skwerów. Tymczasem wojewoda nie ma innego wyjścia. Ziętek musi zniknąć.


"Ze świadomości ludzi mieszkających w Śląskim i samych Ślązaków Ziętek nie zniknie - chyba, że zrównają z ziemią Chorzowski Park, wyburzą piramidy w Ustroniu, zdemolują Repty, zamkną Uniwersytet Śląski i odlecą Spodkiem!!!  - to tak na początek... nie liczę ronda, pomników itp... a! no i jednego z moich byłych miejsc pracy - Śląska Wyższa Szkoła Zarządzania im. gen. Jerzego Ziętka w końcu jest... " - tak mówi moja koleżanka mocno związana ze Śląskiem.



Repty (zdjęcia i film) pokazałem już dawno na FB przy okazji nagonki na człowieka wielkiego serca (niezależnie od barw politycznych) Jerzego Ziętka, który zainicjował budowę Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku na granicy miast Katowic, Chorzowa i Siemianowic Śląskich, kompleksu sanatoryjno-uzdrowiskowego Zawodzie w Ustroniu, Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji „Repty” w Tarnowskich Górach, doprowadził do wybudowania hali Spodek i wielu, wielu innych. Człowieka lubianego przez wielu współpracowników i społeczeństwo za to, że się nie wyróżniał, a z ludźmi rozmawiał po śląsku. W województwie docenia się jego wkład w rozwój oraz inicjację budowy wielu obiektów do dziś służących mieszkańcom. W dowód wdzięczności społeczności lokalnej 19 listopada 2005 w parku przy Rondzie gen. Jerzego Ziętka nastąpiło uroczyste odsłonięcie pomnika generała, który powstał dzięki Społecznemu Komitetowi Budowy Pomnika Generała Jerzego Ziętka w Katowicach. Teraz "lepsza zmiana" chce burzyć pomniki zasłużonych, podważa ich wkład w budowę kraju, zasługi i honorowe miejsce jakie zajęli w panteonie wielkich Polaków!!! Repty rozbudowują się dalej i dają nowe życie ciężko schorowanym ludziom - a wszystko to dzięki "Jorgowi", który umiłował sobie Śląsk i włożył spory wysiłek, by zostawić go pięknym dla potomnych !!!


Inną kwestią jest seria zaniechań poprzednich elit rządzących, które nie uregulowały statusu prawnego Budynku Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego - SAMORZĄDOWEGO - bo jako taki Śląsk w 1922 roku przyłączył się do Polski. 

 

ŚLĄSK ZAWSZE BĘDZIE ŚLĄSKI

 

 

 

!!! WĄTEK DOTYCZĄCY BZOWA I JERZEGO ZIĘTKA !!!

 

Przypmnijmy, że dzięki wielkiemu zaangażowaniu mieszkańca Bzowa - Pana Stanisława Selejdaka -  jego nieugiętej postawie powodowanej umiłowaniem swej małej ojczyzny i współpracy z Jerzym Ziętkiem powstał w latach '50 budynek Domu Kultury i OSP w Bzowie. 

 

Zbigniew Kaziród

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

 

Od ponad 200 lat w Porębie opodal Zawiercia, w produkowanych tu kociołkach, powstaje potrawa, którą w marcu 2006 r. wpisano na „Listę Produktów Tradycyjnych”. To słynne porębskie prażonki, tak uwielbiane, że od 2003 r. organizowany jest corocznie ich światowy festiwal.

Główną atrakcją smakowitego święta jest prażenie w wielkim, żeliwny kotle 160 kg ziemniaków, 25 kg kiełbasy, 15 kg boczku, 20 kg cebuli, przyprawionych solą i pieprzem. To „tylko”... 500 porcji potrawy.



Prażonki poszły w świat i dzisiaj znane są praktycznie w całej Europie, USA, Kanadzie, Australii, a nawet Japonii.

Kroniki podają, że garnki w Porębie zaczęto odlewać w 1799 roku. Co ciekawe, u początku produkcji garnków dawano je zatrudnionym w odlewni jako częściową zapłatę za pracę. Okazało się, że robotnicy woleli garnki od pieniędzy, gdyż wówczas w powszechnym użyciu były jedynie garnki gliniane.

Leitne, wrześniowe i jesienne biesiady pod gołym niebem, przy ognisku z kociołkiem, połączone z tańcami, stały się na Ziemi Zawierciańskiej nie tylko tradycją, ale także charakterystycznym elementem obyczajowości.
 
Zrobienie prawdziwych prażonek bez specjalnego kociołka byłoby niemożliwe. Owe kociołki to podstawa sukcesu - niezwykłego smaku, aromatu i zapachu.

Na Ziemi Zawierciańskiej spotkania przy prażonkach są w równej mierze wydarzeniami kulinarnymi, jak towarzyskimi i kulturowymi, praktykowanymi obecnie także w szkołach, których uczniowie urządzają we wrześniu klasowe prażonki.
Dziś w garnkach z żeliwa szarego produkowanych ręcznie, tradycyjną metodą w rodzinnej odlewni piecze się prażonki na wiele sposobów w różnych zakątkach Polski i świata. 
Największą popularnością cieszy się przepis zagłębiowski / jurajski, który w porównaniu z porębskim wzbogacony jest o marchewkę i czerwone buraki. 

JuRAJSKIE prażonki




Garnki na prażonki są dostępne w Zawierciu w różnych kształtach i pojemnościach od 5 do 16 litrów.





Wychodząc na przeciw miłośnikom potraw cygańskich / węgierskich i grilla powstał uniwersalny 8 litrowy kociołek z grillem. 



Tych, którzy znają już smak prażonek, a nie posiadają kociołka i wszystkich, którzy chcieliby doświadczyć JuRAJSKIGO
nieba w gębie zapraszamy do zakupu oryginalnych żeliwnych kociołków. 


niedziela, 13 sierpnia 2017

 

(cholerna brzoza)

 

Z NETÓW!

No się stało się! :) 


Kazik L., znany w okolicach kierowca i posiadacz samochodu ciężarowego zabił się w wypadku.
W gęstej jak mleko mgle przywalił w przydrożne drzewo i wyzionął ducha. Policja badając ślady stwierdziła, że nawet nie hamował. Odczyt tachografu wykazał, że jechał z prędkością 140 km/godz, czyli ponad 2 razy szybciej, niż dozwolone na tym odcinku. Był ponadto za kierownicą 16 godzin... 


Ludziska najpierw uwierzyli, ale serdeczny przyjaciel Kazika od wybitki i wypitki miał wątpliwości. Przecież bywało, że wypił litra i jechał bez problemu, mówił Marcel A. Nie mógł tak sobie zabić się z powodu mgły.


Z pomocą bezinteresownie przyszli lokalni specjaliści, w tym kowal i najlepszy w okolicy producent "paliwa" z żyta, jako ekspert od chemii. Kowal, Bieniek W. popatrzył na ślady na drzewie, później jeszcze raz popatrzył, myślał długo i w końcu stwierdził: te ślady są kilka centymetrów wyżej, niż by tego oczekiwał. Później na poboczu postawił prymus i do garnka wrzucił parówkę. Kiedy ta pękła, krzyknął z podniecenia: - a nie mówiłem?! Żeby zbadać na zicher, to jeszcze wyciągnął kalkulator i metrówkę. Coś pomierzył na drzewie, policzył i krzyknął triumfalnie: samochód tędy wcale nie przejeżdżał!!! Gdyby przejeżdżał, to tego drzewa by nie było, bo samochód globalnie jest twardy, a drzewo miękkie.


Specjalista od chemii zebrał z pnia kawałeczki lakieru i wrzucił do "roztworu" własnej produkcji, zamieszał podniósł do góry i obejrzał pod światło. Powiedział tylko "dziwne", ale takim tonem, że wszyscy od razu wiedzieli...


Później to się zaczęło. Gośka B. przypomniała sobie, że noc przed wypadkiem pies sąsiadów dziwnie się zachowywał. Później Brunon J. przypomniał, że widział, jak dwóch gości, których Kazik kiedyś wykiwał na transporcie, gadało w barze przy flaszce wódki i rozchodząc się do domu przybili sobie żółwika. Mało tego, znany we wsi bloger, który z racji plam na awatarze nazywany jest "Łaciaty", dowiedział się, że dwie wioski dalej zmarła kobieta, z którą Kazik L. zatańczył trzy lata temu po pijaku na dożynkach gminnych. No to wtedy we wsi już zawrzało... To nie mógł być przypadek! Nic nie pomagały nawoływania innych, że miała 86 lat i od dożynek nie wychodziła z łóżka, bo Kazik L. tak ją wtedy w tańcu wyszarpał. Nowe fakty wychodziły na jaw szybciej, niż można było je ogarniać. Romek J., zwany "bleferem", oświadczył, że jego zdaniem, to Kazik w tym dniu był w innym województwie i że pewnie samochód ktoś podrzucił na miejsce domniemanej katastrofy. Później okazało się, że kłamał, ale ludzie uznali, że w dobrej intencji.


We wsi wre. Ludzie domagają się wydania wraku ze składu złomu w sąsiedniej gminie i powołania międzygminnej komisji dla oczyszczenia Kazika z zarzutu piractwa drogowego i znalezienia winnego jego męczeńskiej śmierci.


Póki co, to postawiliśmy pomnik i parę tablic, ale nie zamierzamy na tym poprzestać. To będzie długa i twarda walka, ale prawda musi być po naszej stronie, bo mamy przecież poparcie proboszcza!

 

 

Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń w zaścianku jest celowe i świadome! .


niedziela, 06 sierpnia 2017

Od najbliższego poniedziałku 7 sierpnia obowiązuje nowy rozkład jazdy 

Zakładu Komunikacji Miejskiej w Zawierciu.

 

Zmieniony został również układ linii autobusowych.

 

 

 

Zmieniły się też nazwy przystanków.

Wszystkie potrzebne informacje znajdują się na stronie ZKM:

http://www.zkm-zawiercie.com.pl/

 


 

sobota, 22 lipca 2017

 

Prezydent Miasta Zawiercie informuje, że Miasto rozpoczyna przygotowania do pozyskania zewnętrznych środków finansowych na kolejną inwestycję proekologiczną – instalację na obiektach prywatnych ogniw fotowoltaicznych służących do produkcji energii elektrycznej ze słońca, kolektorów słonecznych oraz pomp ciepła, a co za tym idzie umożliwienia mieszkańcom znacznego obniżenia rachunków za prąd i ciepło przy jednoczesnej ochronie środowiska.

 


Szczegółowe informacje Nasi Mieszkańcy mogą otrzymać podczas cyklu spotkań z przedstawicielami firmy zajmującej się tą inwestycją. Harmonogram spotkań znajdziecie Państwo na naszej stronie internetowej. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy!

W związku z tym

zapraszamy wszystkich chętnych mieszkańców osiedla Bzów

na spotkanie

w dniu 24 lipca - poniedziałek

o godzinie 19:00

do remizy OSP


środa, 19 lipca 2017



Wniosek złożony w marcu br. właśnie otrzymał dofinansowanie.

Tak w skrócie można przedstawić starania miasta o uzyskanie unijnych środków pozyskiwanych w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych - ZIT na zakup nowoczesnego taboru autobusowego na potrzeby transportu publicznego oraz co równie ważne wybudowanie, tak oczekiwanego przez naszych mieszkańców nowego węzła przesiadkowego wraz z towarzyszącą mu infrastrukturą.

 


Wartość inwestycji i mowa o zakupie autobusów to 14.780.910 złotych z czego sfinansowane nam zostanie 10.214.450 złotych reszta to wkład własny gminy.

Kwota ta pozwoli na zakup przez miasto 15 nowych pojazdów spełniających wszelkie normy zarówno bezpieczeństwa jak i emisji spalin.

Aktualnie opracowywana jest specyfikacja istotnych warunków zamówienia. Miasto chce to zrobić jak najszybciej tak, aby można było rozpisać przetarg, który wyłoni dostawcę autobusów.

Jeżeli wszystko pójdzie dobrze pierwsze autobusy zobaczymy na naszych ulicach już z początkiem przyszłego roku.

To jednak nie koniec inwestycji miasta w infrastrukturę związaną z komunikacją publiczną. Zawiercie zamierza złożyć wniosek o dofinansowanie budowy Centrum Przesiadkowego jak również chce pozyskać pieniądze na sfinansowanie budowy twardej nawierzchni na części istniejących tras rowerowych. Ma powstać również wypożyczalnia rowerów.

 

Żródło: http://www.zawiercie.eu

 
 
niedziela, 16 lipca 2017

DZIŚ

16 LIPCA 2016 ROKU

BĘDZIE GOŚCIŁA W BZOWIE

PIELGRZYMKA WADOWICKA

 

 

ZAPRASZAMY WSZYSTKICH MIESZKAŃCÓW

NA WSPÓLNĄ MSZĘ ŚWIĘTĄ

O GODZINIE 19:30

POD DWORKIEM W BZOWIE

 


 


niedziela, 09 lipca 2017

Przy ulicy Obrońców Poczty Gdańskiej w Zawierciu trwa budowa trzech bloków komunalnych, w których ma zamieszkać 60 rodzin. W pierwszym budynku rozpoczęto już budowę ścian trzeciego piętra. Prace na bloku „B” polegają na ułożeniu stropu na pierwszy piętrze, a w trzecim budynku nad piwnicami. Wartość robót opiewa na 9,5 mln zł, z czego 30 procent dofinansowuje Bank Gospodarstwa Krajowego.

 

 

Każdy z bloków będzie składał się z 20 mieszkań, klatki schodowej, 4 kondygnacji nadziemnych i 1 podziemnej, w której będzie 20 piwnic dla lokatorów. W każdym z budynków wielorodzinnych cztery mieszkania będą typu M2 (pokój, kuchnia i łazienka), a szesnaście mieszkań będzie dwupokojowych. W każdym budynku jeden lokal przeznaczony będzie dla osób niepełnosprawnych. Najmniejsze mieszkanie będzie miało powierzchnię 29,10 m kw. a największe 44 m kw.


Niedawno zakończyła się już budowa wodociągu. Obecnie realizowana jest sieć przyłączeniowa kanalizacji sanitarnej i deszczowej. W pierwszym budynku rozpoczęła się budowa ścian trzeciego piętra. Prace na bloku „B” polegają na ułożeniu stropu na pierwszy piętrze, a w trzecim budynku nad piwnicami. W ramach inwestycji wykonane zostaną także parkingi, plac gospodarczy z przeznaczaniem na trzepak, zadaszone miejsc na kontenery na śmieci. Wokół osiedla powstaną chodniki, jezdnie, ławki, kosze na śmieci. Nie zabraknie również placu zabaw oraz placu rekreacyjnego dla osób starszych. Wykonawcą prac jest przedsiębiorstwo „STB” Sp. z o.o. z Częstochowy. Inwestycja ma planowo zakończyć się wiosną 2018 r.

 

Źródło: Kurier Zawierciański

http://kurierzawiercianski.pl/

czwartek, 15 czerwca 2017

 

 

Zakład Gospodarki Mieszkaniowej w Zawierciu

zajął II miejsce

w plebiscycie

inwestycja Roku 

w kategorii


ADAPTACJA


za

Termomodernizacja budynków mieszkalnych przy 

ulicach:

aaStary Rynek 8

Stary Rynek 10

Apteczna 16 

w Zawierciu.

 

 

GRATULUJEMY!!!

 

 

Zetka

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
O autorze
<><><> <><><> <><><>

SKRZYNKA POCZTOWA Napisz do mnie e-mail


<><><> <><><> <><><>
BZOW na Facebooku