W TROSCE O PERŁĘ JURY

MÓJ KAWAŁEK PODŁOGI

wtorek, 07 listopada 2017

Opcja na życie bez stresu

 

 

Waldek ma żonę i piątkę dzieci. Oboje są bezrobotni. Ciężka sytuacja prawda?

Waldek ledwo skończył podstawówkę, a później posiedział trochę z kumplami na ławce, bo co miał robić?

Waldek jest leniwy, do ciężkiej pracy nie pójdzie, a dobrze płatnej nie dostanie, bo nie chciało mu się uczyć.

Ale Waldek nie jest głupi.

Wziął ślub z koleżanką i narobił dzieci.

Na początek dostali mieszkanie socjalne od gminy, bez czynszu oczywiście, dostają również co miesiąc 1100 zł. zasiłku dla bezrobotnych, do tego 2000 zł. za "500+" i 500 zł. zasiłku socjalnego, bez dodatków.

Z pomocy społecznej i Caritasu dostają ubrania, jedzenie, węgiel, sprzęt RTV i AGD, pomoce szkolne dla dzieci i kolonie oraz zajęcia pozaszkolne.

Waldek nie robi nic, bo nie musi. Czasami jak znudzi mu się przepijanie z kolegami nie swoich pieniędzy to pojedzie na kilka miesięcy do Holandii na sadzonki, gdzie pościemnia trochę za 1000 euro miesięcznie "na czarno".

Jego żona jak się bardzo nudzi to zajmuje się robieniem fryzur i paznokci koleżankom, oczywiście też na czarno, oraz sprzedawaniem znajomym nadwyżek wszystkiego co dostają z Caritasu.

Dzięki "dobrej zmianie" Waldek nie płaci też podatków bo wzrosła kwota wolna właśnie tylko dla tych na zasiłkach.

Od przyszłego roku będzie miał darmową opiekę medyczną, mimo że nie jest ubezpieczony, a w przyszłości emeryturę "obywatelską", mimo że nie płaci składek.

Waldek czasami lubi się pośmiać z tych którzy sponsorują mu życie, chociaż po piwku zawsze nawyzywa ich od złodziei i lemingów.

Waldek wie na kogo będzie znowu głosował... NA TYCH Z 500+ !!!

 

źródło - internety

niedziela, 29 października 2017

 

PODANIE

 



Uprzejmie proszę o przyjęcie mnie w charakterze wydajnego pracownika w poczet sygnalistów RP.


Prośbę swoją uzasadniam tym, że bardzo odpowiadałaby mi praca sygnalisty IV RP. Poza tym mam temperament, charakter i inne predyspozycje do sprawowania tej, jakże zaszczytnej funkcji.


Pragnę dodać, że co prawda nie mam doświadczenia praktycznego, ale szybko się uczę – zapewniam. Jeżeli zaś chodzi o przygotowanie teoretyczne, to jestem bardzo dobrze przygotowany do tej pracy. Swoją wiedzę teoretyczną czerpałem z wszystkich dostępnych mi informacji na temat: Volksdeutsche (po polsku folksdojcz), goralevolk (to tacy górale w czasie wojny ze swastyką w klapie, ale byli też bez swastyki w klapie), tajnych (TW) i jawnych współpracowników PRL-owskich służb specjalnych.

Moim niedoścignionym wzorem do naśladowania są panowie: Kryże, Piotrowicz, Jasiński. Państwo Przyłębscy „Wolfgang”. Podsumowując, praca „sygnalisty IV RP” to zajęcie w sam raz dla mnie, od zawsze czułem powołanie do tej pracy, a odpowiednie wynagrodzenie oraz gwarancja nieusuwalności z pracy zdopingują mnie jeszcze bardziej.


Aby nie pozostać gołosłownym, pragnę już dzisiaj złożyć kilka doniesień, jako próbka mojego od zawsze zaangażowania, oddania i poświęcenia dla jedynej słusznej siły naszego narodu.


1. Informuję, że nazwisko, którego nigdy nie wyjawiłem służbom specjalnym PRL pomimo wielokrotnych przesłuchiwań mnie brzmiało – Andrzej Rudnik.


2. Pragnę poinformować, że niejaka MM (profesor jednej z uczelni, nazwisko rozwinę kiedy zostanę już „sygnalistą IV RP”) często opowiada o metodach manipulowania społeczeństwa przez obecny Rząd. Jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ ładnie i logicznie mówi oraz jest przekonująca w swoich wypowiedziach. Bardzo trudno walczyć z jej argumentami. Poza tym prawdopodobnie będzie się ubiegała o kandydowanie w najbliższych wyborach. Jest zdecydowaną przeciwniczką obecnej władzy i obecnej jedynej słusznej siły narodu. 


3. Niejaki WM (jeden z liderów UED). Nazwisko rozwinę, kiedy zostanę „sygnalistą IV RP”. Sprawny mówca. Miły dla ucha tembr głosu. Uwielbiają go słuchać szczególnie kobiety. Poza tym przekonujący, dlatego niebezpieczny dla jedynej słusznej siły narodu. Dużo, bardzo dużo mówi. Proponowałbym zamknąć. Do wyborów. Jak posiedzi to zmądrzeje.


4. Mój sąsiad, niejaki Jerzy Kapuściński. Pojechał służbowym samochodem na prywatny pogrzeb. Oceniam, że koszt paliwa i amortyzacja samochodu to kwota ok. 800 zł. Gorliwy przeciwnik obecnej jedynie słusznej siły narodu. Nie informowałbym, gdyby był naszym zwolennikiem i miałbym gwarancję, że na nas zagłosuje.


5. Marianna Stępień. Wczoraj przyniosła z pracy, gdzie jest zatrudniona jako kasjerka 17 spinaczy biurowych (mogło być znacznie więcej, ale nie miałem okazji zajrzeć do jej torebki), 2 wkłady do długopisu (też mogło być więcej w torebce). Po powrocie do domu, w mojej obecności opowiadała dowcipy na temat naszej jedynej słusznej siły narodu. Z przyczyn oczywistych również śmiałem się z tych dowcipów, ale informuję, że przychodziło mi to ogromnie ciężko.


6. Andrzej S pracownik jednej ze stacji benzynowych. Klientom opowiada nagminnie dowcipy ośmieszające obecną, jedyną słuszną siłę naszego narodu. Gdyby pracował gdzie indziej, ale on tam ma kontakt z co najmniej 100 klientami dziennie. Widziałem kiedyś, jak kilka dowcipów opowiadał wycieczce. jakieś 60 osób. Cały autokar go słuchał uważnie. 


7. Stanisław A. Ten to dopiero zaangażowany po niewłaściwej stronie. Działacz KOD. O nim opowiem w specjalnym raporcie.
Biorąc powyższe pod uwagę, zbliżające się wybory, moje zaangażowanie, doświadczenie i chęć pracy, uprzejmie proszę o niezwłoczne zatrudnienie mnie na stanowisku „sygnalista IV RP” dla obopólnego zadowolenia.

PS: przepraszam, że Naród pisałem małą literą, ale w tej sytuacji … Poza tym mogłem nie wiedzieć. W końcu zadaniem „sygnalisty IV RP” nie jest ortografia......

 


czwartek, 26 października 2017

 

"ELYTY" ZAWSZE TWORZĄ CIEMNY LUD !!!

 


Prawo i Sprawiedliwość zawarło wiele lat temu sojusz z polskim chamem.

Nie z przedstawicielem polskiego ludu, który ma określone aspiracje i tak samo jak za Kościuszki, jak w czasie powstania styczniowego, czy w okresie międzywojennej Polski, łaknie modernizacji i oświaty dla swoich dzieci czyli po prostu zasobniejszego bytu - ale sojusz właśnie z polskim chamem.

Cham - czyli prymityw niezdolny do rozumienia czegokolwiek i dlatego zawsze łaknący prostych, często spiskowych wyjaśnień swojej nędzy, sfrustrowany sobą samym i tym, jak traktują go inni (popełniający od stuleci ten sam grzech wobec chama, grzech zaniechania i pogardy).

Cham nienawidzący wszystkich elit i spragniony przynależności do jakiejś wspólnoty, bez zaangażowania w to osobistego wysiłku, niejako z klasowego lub rasowego automatycznego przydziału.

Ten cham właśnie stanowi o sile bolszewików polskiej prawicy.

Wszystko jedno, czy rzeczywistość wyjaśni mu Ojciec Dyrektor Rewolucjonista razem z Robespierrem Pospieszalskim, czy zrobi to sam Jarosław Kaczyński, cham jest gotowy na uwiedzenie.

Polski cham chce bezpieczeństwa z daleka od odpowiedzialności, wolności i od debat, również tych toczonych przez „rewolucjonistów”.

Wizja świata musi być prosta i zawsze zawierać element tłumaczący status chama: jego nieudaczność i biedę.

Polski cham nie zna historii Polski. Nie zna, bo nigdy się jej nie nauczył, nawet jeżeli ktoś nauczyć go jej próbował.

Historia Polski nie jest zresztą dobra dla bolszewickiego planu. Za dużo w niej nagłych zwrotów akcji, niejednoznaczności i finezji. Za dużo idei, często sprzecznych ze sobą, właśnie wieloznacznych, nie dających się wepchnąć w ramy jednej definicji.

Dla polskiego chama trzeba stworzyć prostą, jedynie słuszną historię i wpisać w nią rolę przewodnią pislamu tak, aby cham był w stanie ją przełknąć bez czkawki ... i ostatecznie wyrzygać. 

Zamroczony rzyganiem niestrawnej potrawki polski cham nie ogarnie na czas, że miał w garści złoty róg i gdy przetrze gębę pragnień z resztki złudzeń zauważy jedynie sznur ...

 


środa, 06 września 2017

 

Istnieje różnica między pewnością siebie a zwykłą zarozumiałością.

Ta druga zwykle wynika z braku tej pierwszej !

 

 

Rozwijając temat.

 

Pewność siebie to przede wszystkim życie w zgodzie i harmonii z samym sobą nie oznaczające rezygnacji z ciągłego samodoskonalenia. Pewności siebie to postawa swobodna, lub jak wolisz, “luzacka”  , to charyzma, która porywa wszystkich dookoła, sposób mówienia, poruszania się i gestykulacji, spokój, opanowanie, uprzejmość i serdeczność. Pewność siebie to sztuka bycia szczęśliwym i świadomość, że gdy sam jesteś szczęśliwy wszyscy wokół są szczęśliwi. Pewność siebie to nie gruby portfel, a uczciwość, ciężka praca, ambicja, inteligencja nabyta i wyuczona. cel, do którego dążysz i pasje, które z radością realizujesz. Człowiek pewny siebie jest przekonany o tym, co mówi i robi.

Zarozumialec jest mdły i nijaki, powiela bezmyślnie zachowania wyimaginowanych wzorców. To typowy egocentryk, nadęty bufon, traktujący innych ludzi protekcjonalnie, ponieważ dzięki temu czuje się ważniejszy i lepszy od nich. To człowiek pełen kompleksów skrywanych pod sztuczną maską, któremu brak wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa i zadowolenia z siebie. Taki typ wyładowuje swoje wewnętrzne frustracje na innych, by czuć, że prawdziwie żyje - I NIE DAJ BÓG, ŻE JEST TWOIM PRZEŁOŻONYM LUB PEŁNI WAŻNE STANOWISKO.



Jedno jest pewne - ludzie pewni siebie mają przewagę nad powątpiewającymi i płochliwymi, ponieważ są w stanie inspirować innych i wprawiać rzeczy w ruch. Najlepiej ujął to Henry Ford, mówiąc: „Jeśli uważasz, że coś potrafisz lub że czegoś nie potrafisz, na pewno masz rację”. Bądź zatem własnym źródłem szczęścia, nie osądzaj pochopnie innych, częściej słuchaj niż mów, szukaj małych zwycięstw, nie szukaj taniego poklasku, nie bój się podejmować ryzyka i popełniać błędów, ciesz się z sukcesów własnych i innych, nie bój się pytać i prosić o pomoc, BĄDŹ SOBĄ - A NIE ZŁODZIEJEM CUDZEJ MASKI!!! ......  

 

Zbigniew Kaziród



poniedziałek, 04 września 2017

POMIĘDZY TYM KIM JESTEM 

A TYM KIM CHCIAŁBYM BYĆ

ODWIECZNA WALKA

DWA ŻYWIOŁY

OGIEŃ I WODA

DWA ŚWIATY

JAWA I SEN

TO WZWYŻ

TO W NIŻ

SIĘ MIOTA

BĘDĄC

 


 

 

Między / pomiędzy!

Myśl będąca natręctwem od niepamiętnych lat.

Chciałeś podbić nowe lądy, do nowych portów płynąć.

Rzuciłeś się wpław spontanicznie z nadzieją na lepszy świat. 

Po środku oceanu rozpaczy brakuje ci sił, by dopłynąć do zamierzonego celu i nie masz ich by wrócić z powrotem.

To widzą me oczy obłędne, wcale nie niebieskie, a pieskie i wrze skołatany mózg w biednej głowie.

Na jawie i we śnie.

Między ustami, które nigdy nie dotkną brzegu pucharu

Głodnymi, spierzchniętymi ustami ...

... które jednak czując są.

 

Nieprzypadkowe wynurzenia na dzisiejszy dzień/noc jawę/sen


sobota, 02 września 2017

 

 

Onegdaj zamieściłem na blogu wpis "KMICIC, SAPIEHA I PLATFORMERSKIE KIEJDANY!" Michała Karnowskiego, który był wyrazem mojego niesmaku wobec ówczesnych elit zarządzających Polską bez wsłuchiwania się w głos Narodu (przypomnijmy, że wszystkie obywatelskie projekty ustaw wylądowały w tym okresie w koszu). 

Podsumowaniem było pytanie: 

"Czy jest w Polsce jaki Kmicic, którego to naprawdę oburzy? Kiedy i czy w ogóle nadciągną pod platformerskie Kiejdany wojska wojewody witebskiego Pawła Sapiehy?"


http://bzow.blox.pl/2013/10/KMICIC-SAPIEHA-I-PLATFORMERSKIE-KIEJDANY.html


Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że zamiast Kmicica pojawił się Azja Tuhajbejowicz (postać fikcyjna, ale z wielkim prawdopodobieństwem wzorowana na Aleksandrze Kryczyńskim), który żywot swój haniebny skończył na palu. 

 

 

Lekturą narodowego czytania w 2017 roku jest "Wesele" !!!

Nie rozumiem dlaczego ... ?! Czyżby "pijar lepszej zmiany" nie rozumiał lektury i jej przekazu.

Pierwszy w historii polskiej literatury dramat science - fiction (z wątkami political - fiction) poruszający dogłębnie nasze kwestie narodowe jakże aktualne po 116 latach od krakowskiej premiery.

Dziś karykaturalnie i beznamiętnie czytany przez obecną parę prezydencką RP nie widzącą i nie chcącą dostrzegać, że obecny krzak róży może zrzucić słomę, może zabrzmieć Dzwon Zygmunta, zadmie społeczeństwo w złoty róg i spadnie czapka z piór "lepszej zmiany", a chata bronowska stanie się własnością narodu !!!

 

 

KONKLUDUJĄC!

Czy złota podkowa odłożona na szczęście przez gospodynię i schowana do skrzyni "na zaś" odnajdzie się właśnie teraz ... 


 

Zbigniew Kaziród i mój kawałek podłogi.


 


sobota, 26 sierpnia 2017

 

 

56 dni postoi popiersie generała Jerzego Ziętka w budynku Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. W piątek, 21 października 2017 roku w życie wchodzi ustawa nakazująca usunięcie m.in. pomników Jorga. Z kolei do 2 grudnia wojewoda musi wskazać nowych patronów ulic. W kolejce patronów: Maria i Lech Kaczyńscy.

Miasta deklarują, że gen. Jerzy Ziętek pozostanie patronem śląskich ulic, rond i skwerów. Tymczasem wojewoda nie ma innego wyjścia. Ziętek musi zniknąć.


"Ze świadomości ludzi mieszkających w Śląskim i samych Ślązaków Ziętek nie zniknie - chyba, że zrównają z ziemią Chorzowski Park, wyburzą piramidy w Ustroniu, zdemolują Repty, zamkną Uniwersytet Śląski i odlecą Spodkiem!!!  - to tak na początek... nie liczę ronda, pomników itp... a! no i jednego z moich byłych miejsc pracy - Śląska Wyższa Szkoła Zarządzania im. gen. Jerzego Ziętka w końcu jest... " - tak mówi moja koleżanka mocno związana ze Śląskiem.



Repty (zdjęcia i film) pokazałem już dawno na FB przy okazji nagonki na człowieka wielkiego serca (niezależnie od barw politycznych) Jerzego Ziętka, który zainicjował budowę Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku na granicy miast Katowic, Chorzowa i Siemianowic Śląskich, kompleksu sanatoryjno-uzdrowiskowego Zawodzie w Ustroniu, Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji „Repty” w Tarnowskich Górach, doprowadził do wybudowania hali Spodek i wielu, wielu innych. Człowieka lubianego przez wielu współpracowników i społeczeństwo za to, że się nie wyróżniał, a z ludźmi rozmawiał po śląsku. W województwie docenia się jego wkład w rozwój oraz inicjację budowy wielu obiektów do dziś służących mieszkańcom. W dowód wdzięczności społeczności lokalnej 19 listopada 2005 w parku przy Rondzie gen. Jerzego Ziętka nastąpiło uroczyste odsłonięcie pomnika generała, który powstał dzięki Społecznemu Komitetowi Budowy Pomnika Generała Jerzego Ziętka w Katowicach. Teraz "lepsza zmiana" chce burzyć pomniki zasłużonych, podważa ich wkład w budowę kraju, zasługi i honorowe miejsce jakie zajęli w panteonie wielkich Polaków!!! Repty rozbudowują się dalej i dają nowe życie ciężko schorowanym ludziom - a wszystko to dzięki "Jorgowi", który umiłował sobie Śląsk i włożył spory wysiłek, by zostawić go pięknym dla potomnych !!!


Inną kwestią jest seria zaniechań poprzednich elit rządzących, które nie uregulowały statusu prawnego Budynku Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego - SAMORZĄDOWEGO - bo jako taki Śląsk w 1922 roku przyłączył się do Polski. 

 

ŚLĄSK ZAWSZE BĘDZIE ŚLĄSKI

 

 

 

!!! WĄTEK DOTYCZĄCY BZOWA I JERZEGO ZIĘTKA !!!

 

Przypmnijmy, że dzięki wielkiemu zaangażowaniu mieszkańca Bzowa - Pana Stanisława Selejdaka -  jego nieugiętej postawie powodowanej umiłowaniem swej małej ojczyzny i współpracy z Jerzym Ziętkiem powstał w latach '50 budynek Domu Kultury i OSP w Bzowie. 

 

Zbigniew Kaziród

niedziela, 13 sierpnia 2017

 

(cholerna brzoza)

 

Z NETÓW!

No się stało się! :) 


Kazik L., znany w okolicach kierowca i posiadacz samochodu ciężarowego zabił się w wypadku.
W gęstej jak mleko mgle przywalił w przydrożne drzewo i wyzionął ducha. Policja badając ślady stwierdziła, że nawet nie hamował. Odczyt tachografu wykazał, że jechał z prędkością 140 km/godz, czyli ponad 2 razy szybciej, niż dozwolone na tym odcinku. Był ponadto za kierownicą 16 godzin... 


Ludziska najpierw uwierzyli, ale serdeczny przyjaciel Kazika od wybitki i wypitki miał wątpliwości. Przecież bywało, że wypił litra i jechał bez problemu, mówił Marcel A. Nie mógł tak sobie zabić się z powodu mgły.


Z pomocą bezinteresownie przyszli lokalni specjaliści, w tym kowal i najlepszy w okolicy producent "paliwa" z żyta, jako ekspert od chemii. Kowal, Bieniek W. popatrzył na ślady na drzewie, później jeszcze raz popatrzył, myślał długo i w końcu stwierdził: te ślady są kilka centymetrów wyżej, niż by tego oczekiwał. Później na poboczu postawił prymus i do garnka wrzucił parówkę. Kiedy ta pękła, krzyknął z podniecenia: - a nie mówiłem?! Żeby zbadać na zicher, to jeszcze wyciągnął kalkulator i metrówkę. Coś pomierzył na drzewie, policzył i krzyknął triumfalnie: samochód tędy wcale nie przejeżdżał!!! Gdyby przejeżdżał, to tego drzewa by nie było, bo samochód globalnie jest twardy, a drzewo miękkie.


Specjalista od chemii zebrał z pnia kawałeczki lakieru i wrzucił do "roztworu" własnej produkcji, zamieszał podniósł do góry i obejrzał pod światło. Powiedział tylko "dziwne", ale takim tonem, że wszyscy od razu wiedzieli...


Później to się zaczęło. Gośka B. przypomniała sobie, że noc przed wypadkiem pies sąsiadów dziwnie się zachowywał. Później Brunon J. przypomniał, że widział, jak dwóch gości, których Kazik kiedyś wykiwał na transporcie, gadało w barze przy flaszce wódki i rozchodząc się do domu przybili sobie żółwika. Mało tego, znany we wsi bloger, który z racji plam na awatarze nazywany jest "Łaciaty", dowiedział się, że dwie wioski dalej zmarła kobieta, z którą Kazik L. zatańczył trzy lata temu po pijaku na dożynkach gminnych. No to wtedy we wsi już zawrzało... To nie mógł być przypadek! Nic nie pomagały nawoływania innych, że miała 86 lat i od dożynek nie wychodziła z łóżka, bo Kazik L. tak ją wtedy w tańcu wyszarpał. Nowe fakty wychodziły na jaw szybciej, niż można było je ogarniać. Romek J., zwany "bleferem", oświadczył, że jego zdaniem, to Kazik w tym dniu był w innym województwie i że pewnie samochód ktoś podrzucił na miejsce domniemanej katastrofy. Później okazało się, że kłamał, ale ludzie uznali, że w dobrej intencji.


We wsi wre. Ludzie domagają się wydania wraku ze składu złomu w sąsiedniej gminie i powołania międzygminnej komisji dla oczyszczenia Kazika z zarzutu piractwa drogowego i znalezienia winnego jego męczeńskiej śmierci.


Póki co, to postawiliśmy pomnik i parę tablic, ale nie zamierzamy na tym poprzestać. To będzie długa i twarda walka, ale prawda musi być po naszej stronie, bo mamy przecież poparcie proboszcza!

 

 

Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń w zaścianku jest celowe i świadome! .


niedziela, 31 lipca 2016

BOHATERAMI POWSTANIA WARSZAWSKIEGO SĄ WYŁĄCZNIE POWSTAŃCY!!!

 

 

DOŚĆ MANIPULOWANIA HISTORIĄ!!!

wtorek, 08 marca 2016

 

WSZYSTKIM PANIOM, KOBIETOM, DZIEWCZĘTOM I DZIEWCZYNKOM ŻYCZĘ, ABY WASZE ŚWIĘTO TRWAŁO NIEZMIENNIE PRZEZ CAŁY ROK!!!

 


 Z dedykacja dla Was!

 

A, że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał, 

Jest więc odtąd na wieki i grzeszna i święta, 

Zdradliwa i wierna, i dobra i zła, 

I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza... 

I anioł i demon, i upiór i cud, 

I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna. 

Początek i koniec... 

 

 

 


wtorek, 01 marca 2016

 

1 marca po raz szósty obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Jest to święto państwowe. Ma na celu oddanie hołdu żołnierzom antykomunistycznego podziemia. Upamiętnia tych, którzy po drugiej wojnie światowej walczyli o prawo do samostanowienia polskiego społeczeństwa, stawiając opór sowietyzacji i podporządkowaniu kraju Związkowi Radzieckiemu. Przypada 1 marca, w rocznicę stracenia w 1951 roku przez bezpiekę 7. przywódców IV Zarządu Głównego Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość".


Żołnierze Wyklęci byli zrzeszeni w różnych organizacjach, jak: Armia Krajowa Obywatelska, Narodowe Siły Zbrojne po 1944 roku czy Wolność i Niezawisłość. Komunistyczna propaganda nazywała ich „zaplutymi karłami reakcji”, "zdrajcami", "bandytami". Byli skazywani na śmierć, wieloletnie więzienie, albo pobyt w obozie. Niektórych sądzono w procesach pokazowych, jak rotmistrza Witolda Pileckiego czy księdza Władysława Gurgacza. Według szacunków historyków, do połowy lat 50-tych przez konspirację antykomunistyczną przeszło ponad 250 tysięcy ludzi. Z tej liczby zginęło około 50 tysięcy, w tym 5 tysięcy osób skazano na karę śmierci.

Żołnierzami podziemia byli między innymi, generał August Fieldorf "Nil", Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”, Józef Kuraś „Ogień”, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, Danuta Siedzikówna "Inka", podpułkownik Łukasz Ciepliński "Pług", podporucznik Anatol Radziwonik „Olech”, podporucznik Mieczysław Niedziński „Men”.

Tegoroczne obchody Dnia Pamięci odbywają się już od wielu dni w całej Polsce. Są to między innymi liczne uroczystości w miejscach upamiętnień - marsze, prezentacje filmowe, koncerty, wystawy, wykłady, rekonstrukcje historyczne i spotkania z kombatantami. W blisko 200 miastach kraju i za granicą zaplanowano (28.02) Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych "Tropem wilczym".

 IAR

piątek, 12 lutego 2016

 

Sami sobie wmawiamy, że nie ma nic bardziej polskiego od wolności słowa. To piękny mit i nic więcej. Tradycja swobody wypowiedzi jest w Polsce zerowa.

Cenzura ma w naszym kraju równie długą historię, co druk. Już król Zygmunt Stary – znany skądinąd jako mecenas kultury i krzewiciel renesansu – kazał palić na stosach nieprawomyślne księgi. Jego syn, Zygmunt August, bezwzględnie walczył z każdym, kto na piśmie śmiał skrytykować jego samego lub królewską małżonkę, Barbarę Radziwiłłównę. Za rozsiewanie informacji niezgodnych z linią władzy można było nawet stracić życie.

Kolejni monarchowie w żadnym razie nie poluzowali śruby. Jeszcze za Stanisława Augusta Poniatowskiego stosy książek płonęły na rynku w Warszawie. Ostatni w 1785 roku.

 


 

Wzór dla demokratów

 

W okresie zaborów cenzura tylko przybrała na sile, mocno dając się we znaki bojownikom o wolność. Bibułę, a więc tajną prasę, produkowali zarówno przyszły naczelnik państwa, Józef Piłsudski, jak i prezydent – Stanisław Wojciechowski. Za ten proceder łatwo było trafić do więzienia lub nawet na Syberię. Kolportaż bibuły był jednak uważany za formę oporu wobec władzy. I najwyższy wyraz patriotyzmu.

Tak było w każdym razie do 1918 roku. Wystarczyło, że dawni wolnościowcy dorwali się do władzy, a zamiast demontować cenzurę – przejęli jej narzędzia na własne potrzeby.

 

Między teorią a praktyką

 

Teoria wyglądała niczego sobie. Artykuł 105 konstytucji z 1921 roku zapewniał obywatelom wolność wypowiedzi i wykluczał stosowanie przez władzę cenzury prewencyjnej. Każdy obywatel kraju miał prawo napisać, co mu się żywnie podoba, o ile tylko był gotowy bronić swoich słów przed obliczem sądu. Codzienna praktyka ukształtowała się jednak zupełnie inaczej.


Wydawcy prywatnej prasy przed puszczeniem numeru pisma w obieg mieli obowiązek przekazać do odpowiedniego urzędu egzemplarz kontrolny. Na tej podstawie starosta lub prokurator mógł wnioskować o „tymczasową konfiskatę” nakładu. Niezawisły sąd zgadzał się na to lub wniosek odrzucał. Zdaniem specjalisty od historii cenzury, prof. Andrzeja Paczkowskiego, „prawny mechanizm pozostawał w zgodzie z demokratycznymi standardami”.

Był tylko jeden problem. Policja nigdy nie czekała na formalne rozstrzygnięcie. Wydrukowane egzemplarze rekwirowano natychmiast. Dla wydawców, szczególnie pism codziennych, oznaczało to olbrzymie straty finansowe. Nawet jeśli po paru tygodniach sąd zezwolił na zwrot zajętego nakładu, to redakcja mogła go już tylko zmielić. Kosztów druku, straconych zysków ze sprzedaży i nadwyrężonego zaufania czytelników nikt jej nie rekompensował. Niektóre pisma rekwirowano dziesiątki, a nawet setki razy. Wobec groźby bankructwa wydawcy zmienili taktykę.

 

Udostępniono dzięki portalowi: 

http://ciekawostkihistoryczne.pl  

 

 

sobota, 09 stycznia 2016

 

Oto, oparta o prace amerykańskiego lingwisty Noama Chomsky’ego, lista „10 strategii manipulacji” przez establishment.

 

Wytnij – zachowaj!


1 – ODWRÓĆ UWAGĘ


Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna, aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. „Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami (cyt. tłum. za „Silent Weapons for Quiet Wars”).


2 – STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE


Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy lub zaaranżuj krwawe ataki, tak aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny, aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.


3 – STOPNIUJ ZMIANY


Akceptacja aż do nieakceptowalnego poziomu. Przesuwaj granicę stopniowo, krok po kroku, przez kolejne lata. W ten sposób przeforsowano radykalnie nowe warunki społeczno-ekonomiczne (neoliberalizm) w latach 1980. i 1990.: minimum świadczeń, prywatyzacja, niepewność jutra, elastyczność, masowe bezrobocie, poziom płac, brak gwarancji godnego zarobku – zmiany, które wprowadzone naraz wywołałyby rewolucję.


4 – ODWLEKAJ ZMIANY


Kolejny sposób na wywołanie akceptacji niemile widzianej zmiany to przedstawienie jej jako „bolesnej konieczności” i otrzymanie przyzwolenia społeczeństwa na wprowadzenie jej w życie w przyszłości. Łatwiej zaakceptować przyszłe poświęcenie, niż poddać się mu z miejsca. Do tego społeczeństwo, masy, mają zawsze naiwną tendencję do zakładania, że „wszystko będzie dobrze” i że być może uda się uniknąć poświęcenia. Taka strategia daje społeczeństwu więcej czasu na oswojenie się ze świadomością zmiany, a także na akceptację tej zmiany w atmosferze rezygnacji, kiedy przyjdzie czas.


5 – MÓW DO SPOŁECZEŃSTWA JAK DO MAŁEGO DZIECKA


Większość treści skierowanych do opinii publicznej wykorzystuje sposób wysławiania się, argumentowania czy wręcz tonu protekcjonalnego, jakiego używa się przemawiając do dzieci lub umysłowo chorych. Im bardziej usiłuje się zamglić obraz swojemu rozmówcy, tym chętniej sięga się po taki ton. Dlaczego? „Jeśli będziesz mówić do osoby tak, jakby miała ona 12 lat, to wtedy, z powodu sugestii, osoba ta prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat” (zob. Silent Weapons for Quiet War).


6 – SKUP SIĘ NA EMOCJACH, NIE NA REFLEKSJI


Wykorzystywanie aspektu emocjonalnego to klasyczna technika mająca na celu obejście racjonalnej analizy i zdrowego rozsądku jednostki. Co więcej, użycie mowy nacechowanej emocjonalnie otwiera drzwi do podświadomego zaszczepienia danych idei, pragnień, lęków i niepokojów, impulsów i wywołania określonych zachowań.


7 – UTRZYMAJ SPOŁECZEŃSTWO W IGNORANCJI I PRZECIĘTNOŚCI


Spraw, aby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik oraz metod kontroli i zniewolenia. „Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna, na ile to możliwe, aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała” (zob. Silent Weapons for Quiet War).


8 – UTWIERDŹ SPOŁECZEŃSTWO W PRZEKONANIU, ŻE DOBRZE JEST BYĆ PRZECIĘTNYM


Spraw, aby społeczeństwo uwierzyło, że to „cool” być głupim, wulgarnym i niewykształconym.


9 – ZAMIEŃ BUNT NA POCZUCIE WINY


Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji, zdolności, starań. Tak więc zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu, jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji, a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!


10 – POZNAJ LUDZI LEPIEJ, NIŻ ONI SAMYCH SIEBIE


Przez ostatnich 50 lat szybki postęp w nauce wygenerował rosnącą przepaść pomiędzy wiedzą dostępną szerokim masom a tą zarezerwowaną dla wąskich elit. Dzięki biologii, neurobiologii i psychologii stosowanej „system” osiągnął zaawansowaną wiedzę na temat istnień ludzkich, zarówno fizyczną jak i psychologiczną. Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami, niż jednostki nad sobą.


PRZEKAZ FAKTÓW!!!



TERAZ WIESZ I WIDZISZ TO CO CHCĄ ABYŚ WIDZIAŁ I WIEDZIAŁ!!!



środa, 06 stycznia 2016

 

Edyta Janowska, z cyklu: interpretacje postaciowe Młodego.

 



- Mamo patrz! Czapka całkiem jak tego króla hipisa.

- Acha... Jakiego hipisa?

Zreflektowałam się dość szybko, myślami będąc zupełnie gdzie indziej, niż przy niezauważonym przeze mnie nośniku nagłownym nawet-nie-wiem-kogo z przypadkowych przechodniów. Jednak zestawienie króla i hipisa nieco zwróciło bieg moich myśli w kierunku postaci, o którą mogłoby chodzić mojemu jakże niesamowicie pomysłowemu synowi...

- No wiesz, tego brodatego. No tego co królem Anglii był!  

Młody zaczynał być zniecierpliwiony moją beznadziejną ignorancją w temacie hipisów i to królewskich i z Albionu na dodatek. "Pal licho niezauważoną czapkę"- pomyślałam sobie. "Ciort pabierit i hipisów"- dedukowałam dalej. Gorączkowo szukałam w pamięci brodatego króla Anglii, o którym mogłaby gdzieś coś słyszeć moja jakże ukochana latorośl. Wtem broda i Anglia postawiły mi przed oczami postać...

- Henryk VIII ? - zapytałam niepewnie.

- No!  

Dostrzegłam w jego brązowych oczach błysk ulgi, że nie ma matki totalnie wypranej z jakichkolwiek przejawów inteligencji.

- Ale czemu król hipis?

Drążyłam temat, bo mimo ulgi, że jednak instynktem skojarzeniowym przewyższam skądinąd nawet sympatycznego pantofelka, coś nie dawało mi spokoju.

- No bo co o nim wiadomo - pewnie perorowało moje dziecko - z czym się każdemu kojarzy? Kim on był, co robił?

- Był królem Anglii z dynastii Tudorów - zaczęłam - despotycznym i niecierpliwym uparciuchem, sprzeciwił się papieżowi i założył kościół anglikański. Ale przede wszystkim - zaczęło mi coś świtać - znany jest z tego, że miał 6 żon.

- No i sama widzisz mamo - stwierdził zadowolony z tego co usłyszał Młody - TOTALNY HIPIS !


 

 

Podróż Trzech Króli 

 



Kiedyś trzej mędrcy ze Wschodu 
rzucili rodzinne gniazda, 
by odbyć podróż w nieznane, 
gdzie wiodła ich lśniąca gwiazda. 
Choć droga była niełatwa, 
trudy znosili z ochotą, 
niosąc bogactwa swych krajów- 
mirrę, kadzidło i złoto. 
A gdy Dzieciątko ujrzeli, 
upadli przed Nim na twarze, 
nie wiedząc, co tak naprawdę 
przynieśli Maleństwu w darze. 
Że znosząc trudy podróży 
za gwiazdą lśniącą na niebie 
ofiarowali Dziecinie 
największy dar - samych siebie. 
Ja także chcę pójść ich śladem, 
ku Gwieździe, co w dali lśni, 
by zanieść w darze Dzieciątku 
swe serce, uśmiech i łzy.

 

mpp

niedziela, 03 stycznia 2016

 

Kiedy twoje dziecko staje się coraz bardziej wygadane – ma sześć słów na jedno twoje – napięcie rośnie, ciśnienie skacze i czasem możesz zrobić lub powiedzieć coś, czego będziesz żałował. Jako ojciec, musisz się kontrolować i nauczyć samokontroli innych.  Ale jak?


Jak nauczyć odpowiednich zachowań bez wrzasków, gróźb i wybuchów gniewu? Po pierwsze, warto unikać gwałtownych emocji. Twoje dziecko prawdopodobnie sprawdza twoje reakcje i jeśli się zdenerwujesz, oddasz mu kontrolę nad sytuacją.

Fachowcy podpowiadają, jak utrzymać kontrolę i równocześnie pozwolić dziecku zachować twarz, dając mu wybór. Najlepiej pozostawić mu kilka możliwości, z których każdą byłbyś gotów zaakceptować.

Nie przemówisz do dziecka, kiedy się złości i pyskuje, daj mu więc wybór – pozwól odejść i poczekać, aż się uspokoi. Powiedz: „Kochanie, czy wolisz pójść do swojego pokoju, na dwór, czy do łazienki? Wróć, kiedy poczujesz, że możesz porozmawiać ze mną spokojnie.” Zachęć je po prostu, by przerwało rozmowę jeśli nie jest w stanie prowadzić jej uprzejmie. Potem, kiedy emocje opadną, spróbuj zbadać, dlaczego jest niegrzeczne. Porozmawiaj z nim o tym, pamiętając, że chcesz się czegoś dowiedzieć, a nie tylko roztrząsać złe zachowanie.

Może po prostu odreagowuje, jest pobudzone? Może poprosiłeś o coś, czego stanowczo nie lubi robić? Może czuje się lekceważone? Albo nadmiernie kontrolowane? Czy naprawdę ma na myśli to, co powiedziało? Wydobądź to z niego i posłuchaj, nie broniąc się ani nie oceniając.

Oczywiście daj stanowczy sygnał, że takie zachowanie jest nie do przyjęcia – to bardzo ważne – ale pomóż dziecku wymyślić lepszy i uprzejmiejszy sposób radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Pamiętaj, że możesz zachować kontrolę i równocześnie nauczyć czegoś swoje dziecko.

 

Bartek Kulesza

sobota, 26 grudnia 2015

Życzenia sprzed 100 lat. 

 


Panie!


Połóż zbytkowi granice i pozwól granicom być zbytecznymi.


Nie pozwalaj ludziom fałszować pieniędzy, ale i pieniądzom fałszować ludzi.


Zabierz żonom ostatnie słowo, a przypomnij mężom ich pierwsze.


Daruj naszym przyjaciołom więcej prawdy, a prawdzie więcej przyjaciół.


Polepszaj urzędników, przedsiębiorców i robotników, którzy są czynni, ale nie dobroczynni.


Daj rządzącym lepszą polszczyznę, a Polsce lepszy rząd.


Panie, spraw, abyśmy wszyscy dostali się do nieba, ALE NIE ZARAZ!



Prawda że ładne?

niedziela, 06 grudnia 2015

Wszyscy lubimy dostawać prezenty… No, prawie wszyscy. Równie wielką przyjemnością jest ich ofiarowywanie. A że grudzień sprzyja wzajemnemu obdarowywaniu się, dziś kilka słów na temat "psychologii prezentów".

 


Świąteczne upominki otoczone są wyjątkową aurą. Wszyscy chcemy poczuć się trochę lepsi, okazać rodzinie i bliskim nasze uczucia i ciepło. Do pięknie zapakowanych pudełeczek pod choinkę wkładamy nie tylko podarki, ale nasze uczucia, pragnienia, chęci, marzenia. To właśnie pod choinką znajdziemy najwięcej prezentów altruistycznych. Takich, które dajemy z samej radości dawania, nie oczekując rewanżu, czy nawet wdzięczności. Bo kochamy, bo działa magia świąt.

 

Odczytać marzenia.

Najczęściej chcemy sprawić przyjemność naszym bliskim, pokazać im, że nam na nich zależy, że są dla nas ważni. Staramy się odczytać ich pragnienia i marzenia.

W praktyce bywa różnie - kupujemy upominki zbyt drogie lub bardzo tanie. Praktyczne lub nietrafione. Dajemy tzw. prezenty przechodnie, wygrzebane z dna szafy lub przeciwnie – spędzamy długie godziny na poszukiwaniach czegoś wyjątkowego. Niektórzy z nas już wiele miesięcy wcześniej przygotowują i zbierają upatrzone prezenty, inni – kupują byle co, byle szybciej – w ostatniej chwili.

Dajemy prezenty, które różnią się tak, jak my różnimy się między sobą. I wiele mówią o nas samych. Można pokusić się nawet o stwierdzenie: każdy prezent to komunikat. Spróbujmy zatem przyjrzeć się upominkom, które przygotowujemy z dla swoich bliskich.

 

Wartościowy prezent to nie zawsze drogi prezent.

Być może należysz do osób, które uważają, że dobry, wartościowy prezent to wyłącznie prezent drogi. Stać cię na to, wiec kupujesz markową torebkę dla kuzynki, szwajcarski zegarek dla partnera, notebooka dla siostrzeńca. A potem, kiedy przychodzi ten właściwy moment i wszyscy już rozpakują prezenty, masz niejasne poczucie, że nie cieszą się z nich wystarczająco lub tak jakoś… nie do końca szczerze.

Cóż, dawanie to także branie. Aby poczuć prawdziwą radość z otrzymania prezentu, potrzebna jest równowaga. Czyli poczucie, że mogę się odpowiednio zrewanżować. Jeśli kuzynkę, której podarowałaś markową torebkę, stać tylko na kapcie-króliczki dla ciebie, może poczuć się jak… uboga krewna. Trudno w takiej sytuacji o prawdziwą radość z prezentu.

Jeśli więc zależy ci na tym, by twoje prezenty ucieszyły obdarowanych, zadbaj o to, by były osobiste i dokładnie do nich "dopasowane". By nie były komunikatem: "spójrz, jaki jestem dobry, wspaniały, hojny", ani też podświadomie wysyłaną informacją: "jestem lepszy od ciebie, nie zwracam uwagi na to, co ty możesz mi dać".

 

Praktycznie?

Z badań wynika, że najczęściej kupujemy prezenty praktyczne i sami takie otrzymujemy. Ale uwaga: do świątecznego pakunku, razem z pozoru niewinnym, przydatnym prezentem, możemy włożyć nie do końca zamierzony komunikat. Np. karnet do klubu fitness znaleziony pod choinką przez ukochaną, może być przez nią odczytany jako ostrzeżenie: "nie podobasz mi się taka, jak jesteś – schudnij!". Z kolei komplet patelni dla żony to potencjalna informacja: "najlepiej, gdy jesteś w kuchni”.

Zatem, nawet jeśli jesteś osobą praktyczną, twardo stąpającą po ziemi i dobrze wiesz, co komu aktualne najbardziej się przyda, to jednak przyjrzyj się swoim prezentom i pomyśl o tym, jak mogą być odebrane.

A może jest inaczej i nie znosisz tej całej przedświątecznej bieganiny, nie działa na ciebie magia świąt, a dawanie prezentów uważasz za bezsensowny przymus. Nie lubisz też wydawać niepotrzebnie pieniędzy. Uginasz się jednak pod presją i tak, jak inni przygotowujesz prezenty. Dajesz więc bliskim cokolwiek, byle było tanie. Najlepiej, jeśli zostało ci z ubiegłego roku coś brzydkiego lub nieprzydatnego.

 

Wyraź uczucia

Weź pod uwagę, że prezenty w naszej kulturze są wyrazem uczuć, wdzięczności, zainteresowania drugą osobą, chęci utrzymania lub pogłębienia kontaktu. Nie dziw się więc, że dając byle co, otrzymasz to samo. A twoje stosunki z rodziną będą na podobnym poziomie.

Planując zatem podarunki dla swoich bliskich, zastanów się, co tak naprawdę ich ucieszy. Jacy są, co lubią, o czym marzą. Prezenty nie muszą być drogie, istotne - by świadczyły o tym, że ten, kogo obdarowujemy jest dla nas ważny.

Jeśli stać cię tylko na czekoladki, zapamiętaj, jakie ciocia Zosia lubi najbardziej. Dla kuzyna - kawosza starannie wybierz wykwintną kawę. Dużą wartość mają także osobiste prezenty, wykonane samodzielnie.

I pamiętajmy: prezent ma ucieszyć obdarowanego, nie nas. Dlatego, nawet jeśli najbardziej w świecie lubimy czeskie komedie, nie obdarowujmy brata filmem "Guzikowcy" , jeśli jest wielbicielem kina akcji.

A jeśli masz szczęście i otrzymałeś wymarzony, fantastyczny, idealnie skrojony na miarę prezent – ciesz się nim na całego! Bez oporów wyraź swoją radość, nie kryguj się. Pokaż, że doceniasz wysiłek i zainteresowanie tobą, jaki jesteś naprawdę. Tak przyjęty prezent ma wartość podwójną: dla ciebie i dla "sprawcy".

Obdarowujmy się, nie tylko od święta. Drobiazgami, symbolicznymi upominkami, dobrym słowem, pamięcią, uwagą, uśmiechem. Dawajmy to wszystko i nie wahajmy się przyjmować. Tylko uwaga na skutki uboczne: im więcej i częściej dajemy, im więcej wysiłku wkładamy w wyszukanie odpowiedniego prezentu, tym bardziej czujemy się związani uczuciowo z obdarowanymi!

Agnieszka Dyczkowska-Krupińska

poniedziałek, 23 listopada 2015

Właściwie, to nie pamiętam jak się znalazłem w tej piwnicy. Pamiętam tylko, że było mi ciepło i dobrze i czułem zapach mojej mamy. Mama pięknie mruczała i karmiła mnie, gdy byłem głodny. Umiała też wspaniale czyścić moje futerko. Jest mi bardzo smutno, bo nie pamiętam dokładnie jak moja mama wyglądała. Tyle co moje ślepka zaczęły widzieć, a tu budzę się w zimnej piwnicy i nie czuję mojej mamy! Bardzo się boję! Jest mi coraz zimniej i jestem coraz bardziej głodny.

– Mamo! Mamusiu! Gdzie jesteś ? - krzyczałem i krzyczałem a mama nie wracała.

Zacząłem płakać. Płakałem i wołałem mamę. Nagle pojawił się nie wiem skąd duży kot i poczułem uderzenie w łebek.

– Przestań się tak wydzierać – powiedział do mnie duży kot – bo przyjdą źli ludzie i wyrzucą nas stąd na zewnątrz. A dzisiejsza noc jest bardzo zimna.

Byłem tak przerażony, że nic nie odpowiedziałem, tylko uciekłem w jakiś kąt. Wtuliłem się w jakąś szmatkę i troszkę usnąłem. Obudziło mnie zimno i mój brzuszek, który bardzo już był głodny. Postanowiłem wyjść z tej piwnicy tak, żeby ten wstrętny duży kot mnie nie zauważył i poszukać mojej mamy. Na dworze było już jasno i rzeczywiście zimno. Pobiegłem, żeby znaleźć mamę i zrobiło mi się troszkę cieplej. Wołałem mamę, ale nigdzie jej nie było a ja już nie miałem sił, by biec. Przycupnąłem pod jakimś takim zielonym i popiskiwałem smutno. Mamo, mamusiu, gdzie jesteś? Dlaczego nigdzie nie mogę cię znaleźć? Tak strasznie i smutno bez ciebie.

 

 

Nagle to zielone się nade mną otwarło i zobaczyłem parę wielkich jasnobrązowych oczu. Jak odważyłem się spojrzeć jeszcze raz, zobaczyłem, że to jakiś chłopiec.

– Mamo! Mamusiu ratuj mnie – zacząłem krzyczeć – znaleźli mnie źli ludzie!

Nie wiedziałem, co robić i nie miałem już siły uciekać. A duży kot przecież mówił, ze ludzie są źli.

– Mamo! Chodź tu szybko i zobacz jaki słodki kotek jest w tym krzaku – krzyknął chłopiec – czy możemy go wziąć do domu? Proszę!

– Wiktorku, przecież już masz w domu jedną kocią znajdę z krzaków – powiedziała mama chłopca, który okazał się być Wiktorkiem, podchodząc do nas.

– Ale mamo – nie dawał za wygraną Wiktorek – zobacz jaki on jest malutki i biedny i wystraszony! Na pewno nie ma swojej mamy i nie ma kto się nim zaopiekować.

– Tak! - krzyknąłem rozpaczliwie – nie umiem znaleźć mojej mamy i jestem głodny.

– Mamo proszę, on tak żałośnie i cichutko piszczy – powiedział Wiktorek – nakarmmy go chociaż.

– A pomyślałeś jak przyjmie takie maleństwo w domu twój Fraktal – zapytała mama Wiktorka – a co jeśli jego mama wróci po niego a kociaka nie będzie?

– Na pewno nie wróci – stwierdził Wiktorek wyciągając mnie z krzaka – spójrz tylko jaki jest zmarznięty i na pewno głodny.

 

 

Poczułem najpierw ciepło rąk Wiktorka, a potem, gdy odważyłem się otworzyć ślepka zobaczyłem duże jasnobrązowe oczy całkiem takie same jakie miał chłopiec, a patrzyły na mnie tak czule i mądrze jak oczy mojej mamy. Mama Wiktorka patrzyła jeszcze chwilę na mnie, a potem westchnęła i pokiwała głową.

– On jest bardzo malutki, ma jeszcze niebieskie oczy niemowlaka – wahała się mama chłopca.

– Wiedziałem, że się zgodzisz – wyraźnie ucieszył się Wiktorek

– Synku, ale nie wiem, czy Fraktal zaakceptuje … jak właściwie chciałbyś go nazwać? - spytała mama Wiktorka – bo jak cię znam koci ratowniku, to on już u nas zostanie.

– Nie wiem – odpowiedział chłopiec – ale wiem, że ty mu na pewno wymyślisz jakieś ładne imię i zrobisz tak, że Fraktal go polubi. Ty wszystko potrafisz mamo!

– No dobrze – uśmiechnęła się mama Wiktorka – wracamy do domu z nowym członkiem naszej matematycznej rodziny. Myślę, że możemy nazwać go Pi.

 

Od tej przygody minęły dwa miesiące. Już nigdy nie byłem głodny i nie musiałem się tak strasznie bać. Wprawdzie do dziś nie wiem co stało się z moją mamą, ale wierzę, że wszystko u niej dobrze. Tak jak u mnie. Bo u mnie jest fantastycznie. Usłyszałem, że jestem pięknym antracytowym kotkiem. Znalazłem cudowną rodzinę. Fraktal okazał się trochę starszym ode mnie pręgowanym burym kotem z białymi skarpetkami na łapkach. I też jest taką znajdą jak ja. Zaakceptował mnie już pierwszego dnia i bardzo dużo nauczył. Dzięki niemu wiem jak powinien zachowywać się kot. Potrafię pięknie mruczeć i wskakiwać na fotel. Bardzo lubię się z nim bawić i szalejemy razem po domu, nawet jak coś spsocimy i mama Wiktorka na nas krzyknie, to i tak łobuzujemy za chwilę dalej. Bo wiemy, że Wiktorek nas kocha i jego mama też i nigdy nie zrobią nam krzywdy. A duży kot z piwnicy nie miał racji, nie wszyscy ludzie są źli dla kotów. Wiktorek i jego mama bardzo lubią matematykę. To taka nauka o liczbach i różnych działaniach. I jeszcze o różnych figurach i bryłach i tych no… funkcjach! Strasznie dużo mądrych rzeczy o matematyce mówi Wiktorek i jego mama. Nie wszystko rozumiem i Fraktal też nie, choć czasem udaje, że rozumie. Trochę było mi przykro, bo Fraktal powiedział, że jego imię to taka szczególna funkcja w matematyce. I nawet kiedyś widzieliśmy obrazy takich fraktali, mama Wiktorka pokazała nam na swoim laptopie. Niektóre są naprawdę piękne. A Wiktorek powiedział, że jak się przyjrzeć takiemu małemu fragmentowi fraktala to on wygląda tak samo jak taki cały wielki fraktal. Trochę to skomplikowane, ale Wiktorek jest bardzo mądry i na pewno wie co mówi. A Fraktal zaczął zadzierać nosa, no i przez to było mi troszeczkę przykro. Mama Wiktorka jest też bardzo mądra i jak zauważyła, że jest mi smutno, to mnie pogłaskała i powiedziała, że mam piękne imię, bo Pi w matematyce to taka bardzo szczególna liczba i gdyby nie ona, to nie można by liczyć jakichś obwodów i pól i objętości i w ogóle niczego, co jest związane z kołem. Więc od razu poczułem się lepiej a Fraktal już nie ma takiego zadartego nosa.

 

Mógłbym jeszcze dużo wam opowiedzieć, ale trochę już się zmęczyłem. Powiem wam jeszcze tylko o jednej rzeczy, ale za to takiej bardzo ważnej. Zrozumiałem, że nawet jak jest bardzo w życiu źle, to nie można się poddawać. Moja mama się zgubiła, ale mam teraz mamę Wiktorka i Wiktorka i Fraktala. Mam nowa rodzinę. Bo jeżeli czegoś bardzo chcemy i robimy wszystko, żeby to osiągnąć to musi się udać! Możecie mi wierzyć, że jak zdarza się, że jest źle, to potem jest dobrze. Tylko nigdy przenigdy się nie poddawajcie.

 

Edyta Janowska

 

środa, 12 sierpnia 2015

 

DESZCZ PERSEIDÓW !!!

 



Perseidy w 2015 roku będą miały kulminację w nocy z 12 na 13 sierpnia. To dzisiaj najlepiej oglądać deszcz meteorów, zwany też deszczem spadających gwiazd.

Perseidy nazywane są również "łzami świętego Wawrzyńca", ponieważ 10 sierpnia jest dniem jego męczeńskiej śmierci.

Najpiękniejsza noc "spadających gwiazd" czeka nas właśnie dzisiaj - możnemy oglądać malownicze perseidy - rój meteorów, którego orbita przecina się każdego roku z ziemską.


Oglądając malownicze zjawisko nie zapomnijcie o życzeniach!


Meteory widoczne są na niebie w nocy szczególnie w okresie od 17 lipca do 24 sierpnia, jednak największe stężenie "spadających gwiazd" przypada w tym roku na noc z 12 na 13 sierpnia. To właśnie dzisiaj warto obserwować niebo. Zwykle najwięcej Perseidów obserwuje się w drugiej połowie nocy i nad ranem. 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
O autorze
<><><> <><><> <><><>

SKRZYNKA POCZTOWA Napisz do mnie e-mail


<><><> <><><> <><><>
BZOW na Facebooku